Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trąby powietrzne w Polsce. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trąby powietrzne w Polsce. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 2 lipca 2019

1931 - Trąba powietrzna w Piotrkowie Trybunalskim

Trąba powietrzna nad Piotrkowem Trybunalskim
Przez Piotrków przeszedł krótki, gwałtowny orkan. Z nisko wiszącej chmury utworzył się wirujący lej podnoszący tumany kurzu, Po przejściu trąby okazało się, że wiele dużych drzew w alei Trzeciego Maja, na skwerze Bernardyńskim i w Alei Cmentarnej jest potrzaskanych w połowie wysokości.
[Słowo Częstochowskie, nr. 89 3 lipca 1931 Polona]
Opis niestety dość lakoniczny, ale zawiera informację rozstrzygającą - zaobserwowano wirujący lej. Wydanie z 3 lipca było wydaniem piątkowym, zatem do zdarzenia mogło dojść poprzedniego lub wcześniejszego dnia. Dokładnej daty nie znalazłem.

środa, 12 czerwca 2019

1911 - Trąba powietrzna pod Włoszczową

Pomiędzy Irządzami a Oniechowem, w pw. włoszczowskim, przeszła trąba powietrzna. W Jeziorowicach i Solcy położyła pokotem las, 4 morgi szeroki i 6 długi; drzewa cieńsze połamała, a grubsze z korzeniami wywróciła. W Wólce rozwaliła 2 domu i 3 stodoły. trąba przedstawiała kształt lejowaty, złożony z dymu i ognia, cieńszym końcem do ziemi zwrócona, w koło wirując. Patrząc na to zjawisko, zdawało się że cała wieś się pali.
[Ziemia Lubelska 9 czerwca 1911 Polona]

Nie znalazłem dokładnej daty zjawiska. Opis jest zupełnie jednoznaczny. Mórg to jednostka powierzchni, miała wielkość 5985 m2, liczonych jako prostokąt o szerokości 10 prętów i długości 30, pręt to około 4 metry. Trudno powiedzieć jakie więc wymiary miał na myśli autor, może chodziło o sześciokrotność długości prostokąta morgi i czterokrotność jego szerokości? Dawałoby to 160 metrów szerokości i 720 m długości. Nielichy kawał lasu.
Opis dokładnego miejsca jest trochę niejasny.
Irządze to miejscowość w województwie Śląskim, zaś Obiechów już w świętokrzyskim. Trochę na południe między nimi znajduje się Solca i Jeziorowice, nad którymi w lesie jest Wólka Ołudzka. Wychodzi na to, że trąba pojawiła się tylko w tej ostatniej miejscowości.

piątek, 17 maja 2019

1888 - Trąba powietrzna pod Ełkiem

„Dnia 14 maja, w poniedziałek po południu między piątą i szóstą godziną nawiedziła część powiatu naszego trąba powietrzna, jakiey naystarsi ludzie w stronach naszych jeszcze nigdy nie byli doczekali. Osobliwie byli nią nawiedzeni mieszkańcy w Rogalu i okolicy. Aż do piątey godziny wcale wiatru nie było. Ale jednym razem powstał taki wicher, zawsze się dokoła siebie kręcący, że słomę z dachów pozdzierał, drzewa z korzeni wyrywał i ludzie obalał. A ci, co na polu byli, musieli się na ziemię rzucić, aby ich trąba wgórę nie wzięła. Wozownią grabnęła trąba i przeniosła ją, jako pióro, na gościniec. A piasek kurzył się, że zgoła świata nie było widać. Niektórzy mniemali, że koniec świata i że sądny dzień nastąpił. Łaty, deski, kamienie i kawały cegły latały jak ziarna piaskowe na powietrzu. Gnóy zmiotała trąba z roli tak głaciuchno, że ani krzty na niey nie zostało. Jezioro wyglądało tak, jak klepisko, albowiem trąba zakryła całą powierzchownią wody słomą. Strasznie było patrzeć na to spustoszenie. Na szczęście nie trwał ten objaw natury dłużey, jak tylko minutę, bo inaczey byłoby spustoszenie jeszcze straszniejsze”

[Gazeta Lecka nr. 21 1888 WBC]

Ów "wicher kręcący" wskazuje na to, że faktycznie była to trąba powietrzna.

Łek to dawna nazwa Ełku. Zmianę nazwy, utrwaloną podczas powojennych ustaleń nazw polskich, przypisuje się utrwalonemu błędowi językowemu. W miejscowniku nazwa powinna brzmieć "Łku", niezbyt wygodnie. W takich przypadkach słów zaczynających się od zbitek spółgłoskowych, połączenia z przyimkami są łagodzone dodatkowym "e". Mówiono więc "ze Łku" i "we Łku". Szybko zaczęto błędnie rozczytywać nazwę jako "w Ełku" i "z Ełku". Gdy w 1946 szukano polskiego odpowiednika niemieckiej nazwy, błąd językowy był dość powszechny aby uznano,m że tak właśnie brzmi polska nazwa.
Gazeta Lecka była lokalną gazetą skierowaną do częściowo już zniemczonych Polaków, drukowana bardzo ozdobną szwabachą, językiem przywodzącym na myśl raczej sam początek a nie koniec XIX wieku.

czwartek, 20 grudnia 2018

1996 - Trąba powietrzna w Niedźwiedziu

Spośród dawnych przypadków trąb powietrznych, ten wyróżnia się pomimo niespecjalnie dużej siły i zniszczeń. A to za sprawą dokumentacji fotograficznej, o którą trudno przed latami dwutysięcznymi.

Niedźwiedź to wieś położona w powiecie limanowskim, w obrębie pasma górskiego Gorców, w dolinie między dwoma wzgórzami. Informacje prasowe na temat wydarzenia są dość skąpe. Ot informacja o tym, że 30 sierpnia trąba powietrzna przeszła przez wieś, łamiąc pomnikowe lipy koło kościoła i zrywając dachówki z plebanii. Nie było by to specjalnie interesujące, gdyby nie zdjęcie ze strony parafii:

Zdjęcie ze strony parafii
Widać wyraźnie dobrze ukształtowany lej kondensacyjny zawieszony nisko nad ziemią. Obniżenie podstawy chmur obok może być słabo wykształconą chmurą stropową, wskazującą na superkomórkowe pochodzenie wiru. Perspektywa pokazuje też, że miejsce w którym zeszła trąba jest górzyste, zwykle taki teren przeszkadza.
Trochę podobny był teren przypadku trąby powietrznej koło Nowego Targu w 2001 roku, gdzie trąba zniszczyła sto domów w Morawczynie i Bielance, oraz w 2009 gdy trąba pojawiła się niedaleko Jabłonki.

piątek, 31 sierpnia 2018

1931 - Trąba powietrzna pod Radzyminem

Jeszcze jeden ciekawy przypadek szaleństw polskiej pogody:

"W dniu 1 sierpnia r.b. nad majątkiem Wujówka w gminie Strachówko, pow. Radzymińskiego około godz. 17-ej przeszła trąba powietrzna, która wyrządziła olbrzymie szkody. - Pozrywała dachy z budynków gospodarskich, 2 budynki rozniosła doszczętnie po polu, tak że ich części trudno było odnaleźć, wiele drzew jak dęby, jesiony, świerki i inne wieloletnie powyrywała z korzeniami. Siła trąby powietrznej była tak olbrzymia, że dość wspomnieć, że wodę ze stawu rybnego wyniosła poza groblę, a staw pozostał prawie próżny. Straty ogólne wynoszą 7.000 zł."
[Zorza, 16 sierpnia 1931, Polona]

Informacja o wyssaniu ze stawu wody wydaje mi się rozstrzygającą dla określenia natury zjawiska, podobne zdarzenia obserwowano też w innych znanych przypadkach, choćby w przypadku trąby powietrznej w Lublinie - która zdarzyła się tydzień wcześniej - gdzie towarzyszący jej drugi lej wyssał w Motyczu ze stawu wodę wraz z rybami i rozrzucił po polach. Niszczenie budynków gospodarskich i zrywanie dachów to siła w zakresie F1-F2.
W okolicy Radzymina trąba powietrzna pojawiła się też w sierpniu 2000 roku. W okolicach Kraszewa Starego poważnie uszkodziła kilkadziesiąt domów, niektóre murowane budynki nadawały się do wyburzenia.

piątek, 13 lipca 2018

1875 - trąba powietrzna w Starzawie

Jak donosiła prasa 143 lata temu:

Z pod Medyki d.26 czerwca
I u nas, jak wszędzie teraz, pogoda piękna choć gorąco; stronami tylko, jak powiada kalendarz, bywa grad. Do Starzawy zawitała trąba powietrzna i ogromne poczyniła szkody, zerwała bowiem 18 budynków, powyrywała wszystkie drzewa we wsi z korzeniami, powywracała i połamała topole przy drodze a na drugi dzień, ażeby umożliwić komunikację, musiał wójt popędzić fury, które zabrały powywracane drzewa. Ta sama burza porwała w Trzcińscu wielką karczmę przy gościńcu, i przerzuciła ją ze ścianami i dachem na drugą stronę gościńca.
[Gazeta Narodowa 29 czerwca 1875]
Opisy nie są zupełnie jednoznaczne.
Wieś Starzawa została w 1946 roku podzielona granicą - na terenie Ukrainy pozostała właściwa wieś, zaś po polskiej stronie pozostało gospodarstwo rybne i kilka domów. Za granicą pozostał też Trzcieniec.
Co ciekawsze w tej samej miejscowości słabą trąbę powietrzną zaobserwowano też w 2009 roku, na chwilkę dotknęła ziemi w okolicy gospodarstwa rybnego [1]
---------
[1] http://forum.lowcyburz.pl/viewtopic.php?f=171&t=2647

poniedziałek, 25 czerwca 2018

1855 - Trąba powietrzna koło Krosna

Kolejny nie pozostawiający wątpliwości opis z dawnych lat:
"W obwodzie Jasielskim zdarzyło się 19 Czerwca rzadkie u nas, a częściej w północnych okolicach nadmorskich widywane zjawisko. Trąba wietrzna czyli słup mocno zelektryzowanego i parą wody napełnionego powietrza, okazał się nad brzegami Jasiełki nad Krosnem.

Wspomnianego dnia około godz. 5 po południu przestał deszcz padać, widnokrąg zachmurzył się mocno od strony Odrzykonia, i poczęła się formować gęsta chmura chyląca się ku ziemi i oddalająca na przemian. Postępując powoli i bez grzmotu, zbliżyła się mniejsza jej część ko ziemi i na południe, aż zwinęła się kłębem nas wsią Świerzową w postaci prostopadłego słupa dymu, mającego w przecięciu mniej więcej 2 sążnie, który postępował z ogromnym szumem i huczeniem w kierunku zachodnio-południowym, z początku wolno, potem z co raz większą szybkością. Wydzierając w biegu swym ziemię i drzewa z korzeniami, przebiegła tak owa trąba wietrzna przestrzeń półmilową przez pola wsi Żarnowiec, Zręcin i Żeglce, aż w końcu urwała róg chaty włościańskiej w Żeglcach i zniknęła.
Huczeniem, które było o wiele mocniejsze, niżeli młyna o kilkunastu kamieniach, bo dało się słyszeć na więcej niż pół mili; zatrwożony lud począł gwałtownie krzyczeć, rozpaczać i płakać, bydło uciekało z pola rycząc okropnie, a konie w stajni stojące odrywały się od drabin i słupów. Powietrze w czasie tej burzy było spokojne i bez grzmotów, ale niezmiernie parne. Po zniknieniu tej trąby wietrznej nie było ani grzmotów ani temperatura powierza nie odmieniła się znacznie od temperatury dnia tego."

[Gazeta Codzienna 4 lipca 1855 Academica.pl]
Wymienione miejscowości: Świerzowa, Żeglce i Zręcin leżą dziś na samych obrzeżach Krosna. Brak burzy i grzmotów w czasie trwania zjawiska sugerują trąbę powietrzną niemezocykloniczną typu landspout, związaną z zawirowaniami na linii zbieżności wiatrów. Warto zwrócić uwagę na to, że kierunek ruchu, w stronę południowego-zachodu jest w naszych warunkach dość rzadki.

sobota, 26 maja 2018

O trąbie w Rawie jeszcze trochę

Na temat trąby powietrznej z Rawy Mazowieckiej i Nowego Miasta pisałem już w zeszłym roku, w tym natomiast ze względu na okrągłą rocznicę dorzucę jeszcze taki tekst. Jest to relacja osoby, która znajdowała się w autobusie uniesionym trąbą. Relacja pochodzi z anonimowego komentarza pod artykułem, więc nie traktowałbym jej jako poważnego źródła, jednak podane szczegóły zgadzają się z informacjami z dawnej prasy:

"1960 rok Nowe Miasto nad Pilicą, wycieczka szkolna ,liniowy PKS Ikarus stoi na przystanku, pełen pasażerów i nas,konduktor jeszcze biletuje, niepozorna chmura od Łęgonic Małych, kierowca włącza światła ale nie pali silnika, stoję jako dzieciak między siedzeniami, nagle huk i czuję ,że autobus albo w górę albo przewraca się a ja nogami robię przewrotkę nad głową,w pewnym momencie ocknąłem się na wierzchu sterty ludzkiej, wykaraskuję się tylną szybą po ludziach, autobus wyglądało na to ,że przewrócił się stanął na kołach i jeszcze raz przewrócił się na dach ,dachy wokół pozrywane ,nie ma śladu po kiosku ruchu stajacym na przystanku, za parę prawie sekund wojsko z jednostki już było udzielać pomocy, ja w bucie pełno szkła rozcięte kolano, nauczycielka złamana ręka ,znalezione niemowlę bez becika, żadnych większych obrażeń, las pokotem od Różanny, Myślakowic, Łęgonic, przydrożna kapliczka na polnej drodze do Myślakowic nie naruszona-bez komentarzy, autopsja ,prasa, mam artykuły z tamtych lat"
(link.)
Oczywiście nie 1960 tylko 1958, ale generalnie inne szczegóły tej telegraficznej relacji się zgadzają.

Zdjęcie zniszczonego autobusu:
Zdjęcie udostępnione przez Towarzystwo Przyjaciół Nowego Miasta Nad Pilicą (link)

wtorek, 1 sierpnia 2017

1890 - Trąby powietrzne w środkowej Polsce

Na temat wydarzeń z 24 lipca 1890 roku dotychczas miałem niewiele informacji, ot jedna trąba w jakimś miejscu. Dopiero niedawno znalazłem nowe materiały z których wynikało, że był to jeden z najniebezpieczniejszych dni w XIX wieku. W ciągu tego dnia pojawiło się bowiem na terenie kraju kilka trąb powietrznych, które wywołały poważne szkody i ofiary śmiertelne.

Witów k. Sieradza
Na temat tego przypadku znalazłem dwa teksty i parę wzmianek:

Znowu trąba powietrzna. Mijają lata nieraz, a jakoś nie słychać u nas o trąbach powietrznych. W tym zaś roku zjawisko to powtórzyło się już razy kilka. Szczególniéj dzień 24-ty lipca będzie pamiętny dla wielu ludzi. Ze wszech stron dochodzą nas wieści o wichurach strasznych, wirach powietrznych, burzach i nawałnicach, które się dnia tego zdarzyły w różnych okolicach kraju. I oto znów teraz zpod Sieradza donoszą, że w owym nieszczęśliwym dniu 24-ym trąba powietrzna ogromne szkody porobiła we wsiach Prażmowie i Witowie, w powiecie Sieradzkim. Rozniosła ona zupełnie czterdzieści budynków gospodarczych, których szczątki rozrzucone zostały po polach, a którędy przeszedł wir straszny, nie pozostało ani jednego drzewa, ani krzaczka nawet: najstarsze jesiony, topole ogromne i inne drzewa leżą powalone, potrzaskane lub też wyrwane z korzeniem. Straty w obydwóch nawiedzionych przez trąbę wioskach obliczają najmniej na jakie 30 tysięcy rubli. Szczęściem wypadku z ludźmi nie było.[1]
 Dużo ciekawszy jest jednak drugi artykuł:
Bliższe szczegóły o burzy w Witowie, majątku położonym w pow. Sieradzkim, brzmią jak następuje: Burza trwała 10 minut lecz zniszczenia poczyniła na 25,000 rub objąwszy pasmo zaledwo dwumilowe
Gdy tylko trąba powstała, dach blaszany z pałacu witowskiego uniesionym został o 5 wiorst, okna z ramami wyleciały a w ślad za niemi wicher począł wymiatać blizko stojące sprzęty: jak krzesła, wazony i t. p. Zegar metalowy, który stał na stole, znaleziono w parku. W starodawnym parku i sadach przyległych nie pozostało ani jedno drzewo. Na polu zwożono snopy, konie pośpiesznie wyprzężono, a wicher porwał półtoraki, tocząc je przed sobą i rozrzucając snopy na trzy wiorsty w około. Ludzie leżeli na wznak, by nie być porwanymi, jedną wszakże kobietę wiatr uniósł o trzy wiorsty i tak silnie potłukł, że życiu jéj grozi niebezpieczeństwo. Sąsiedzi, przemieszkujący po za pasem, objętym trąbą powietrzną, nie wierzyli rozmiarom klęski dopóki po przybyciu na miejsce nie spostrzegli obrazu zniszczenia. [2]
 Unoszenie w powietrze ludzi i wyraźny pas poza którym nie było zniszczeń, to mocna przesłanka za trąbą. Musiała osiągnąć dość dużą siłę. Kolejna gazeta wspomina że na odległość kilku wiorst (1 wiorsta = 1,066 km) doleciała pierzyna z dworu[3]

Trąbczyn - Brzeźno
Kolejna trąba wywołała szkody w tej samej okolicy:
 Najstarsi ludzie nie pamiętają jakiej burzy, jaka nawiedziła dnia 24-go lipca wsie Tuliszkowo, Bodły i Brzezie w powiecie konińskim, gub Kaliskiej. Pomiędzy godziną 3 a 4 z południa zerwał się wicher okropny a potem trąba powietrzna, która przewracała damy i chaty, zrywała dachy i rzucała niemi jak piórami, ludzi unosił, drzewa ogromne z korzeniami wyrywał.
Choć burza trwała zaledwie pól godziny, jednak szkód po niej okazało się mnóstwo: w Tuliszkowie runęła stodoła murowana duża, bo 135 łokci długa, kilka wiatraków - jedne leżą w gruzach a drugie spłonęły od pioruna(...)
Niebrak też wypadków z ludźmi. W Modłach spod gruzów domostwa wydobyto trzech ludzi bez życia, jednemu zaś ręce i nogi urwało. Karbowego z Brzeźna burza uniosła daleko tak, że nie wiadomo co się z nim stało. To samo spotkałoby pastucha który jednak w porę uchwycił się krzaku i to go ocaliło. (...)
W sąsiednim powiecie słupeckim wichura powywracała z korzeniami w dobrach Łukomiu przeszło 14 tysięcy brzóz i sosen. W Trąbczynie starodrzewiu padło w lesie za 15 tysięcy rubli. W Biskupicach połowa ogrodu zniesiona do szczętu a z gorzelni dach zerwany, w Kucharach Borowych to samo, w Jaroszewicach dwie stodoły rozpadły się w gruzy.[4]
Pas zniszczeń zaczyna się w lasach koło Łukomia, następnie przesuwa się przez Trąbczyn, Rzgów, Modłę, Stare Miasto k. Konina do Brzeźna. W innych źródłach pojawia się informacja o tym że największe zniszczenia ograniczały się do pasa szerokości 40-50 prętów to jest około 150-200 metrów.[5]

Rusociny - Mąkoszyn
Następny przypadek zdarzył się dalej:


Z gminy Grabicy w gub. i powiecie Piotrkowskim, donosi J.Kopeć o burzy która tam szalała również dnia 24 lipca. Najprzód około piątej godziny padał deszcz i grad wielkości laskowych orzechów, biły pioruny i grzmoty, lecz szkody wielkiej nie uczyniły. Potem zabłysło słońce i każdy się cieszył, że nieszczęścia żadnego nie było. W tem, pół godziny później zjawiła się trąba powietrzna, która ciągnęła z zachodu na wschód niszcząc wszystko co napotkała. W Rusocicach prawie połowę wsi rozwaliła, we wsi Luboni tylko parę domów ocalało, na folwarku Lutosławicach tylko jeden budynek nieuszkodzony, wszystkie inne trąba rozwaliła, stertę zboża po polu rozniosła. Później trąba przeleciała przez małą wioskę Litosławice, gdzie pozrywała dachy i niektóre budynki porozwalała, jednemu gospodarzowi, który miał dwa wiatraki, wichura oba połamała i rozniosła szczątki po polu. Miał także ten gospodarz murowany dom z cegły, w którym jeszcze nie mieszkał, w tym domu kawał ściany trąba wyłamała i dach nadwyrężyła. Potem poszła na las należący do włościan wsi Mąkoszyna, drzewa w nim powyrywała z korzeniami. Z tamtąd oparła się aż w mieście Wolborzy, gdzie podobno narobiła dużo szkody. Choć wiatr podczas burzy szedł pasem kilka wiorst szerokim, jednak sam słup wirujący, czyli trąba, rozciągała się tylko na prętów kilka[4]

Wyróżnienie wąskiego pasa oraz opis "słup wirujący" potwierdza wystąpienie trąby. Pas przebiega z południowego zachodu na północny wschód, od Rusocin, przez Lubonię, Lutosławice Szlacheckie  do Mąkoszyna na długości 7 km. Wolbórz nie leży na przedłużeniu tego pasa.
Pręt był dawną miarą długości i powierzchni, ze względu na lokalizację mogło chodzić o pręt pruski liczący 12 stóp, czyli 3,76 metra (pręt polski liczył 15 stóp czyli 4,22 m). Informator nie określił prezycyjnie, ale jeśli pas największych zniszczeń to było "kilka prętów" to można założyć że było to mniej niż 40 metrów

Gdzieś pomiędzy?
Gazety wspominają też o zniszczeniach w tej samej okolicy, ale bardziej rozproszonych:
 Huragan jaki nawiedził w d. 24-ym powiaty łęczycki, koniński i kolski, poczynił według sprawozdania urzędowego następujące szkody. W majątku Chorki należącym do p. Józefa Maciejowskiego w pow. łęczyckim wicher rozwalił owczarnię, w której znajdujący się naówczas 5-letni chłopczyk, syn miejscowych włościan, zabity został na miejscu.
W majątku Sobótka w pow. łęczyckim rozwalona została stodoła, dwie młóckarnie powalone w kawałki. We wsi tejże nazwy z 5-ciu stodół wicher uniósł snopy zboża i rozniósł na znaczną przestrzeń. . We wsiach Mazew i Ogrodzona zniszczone zostały 4 chaty i 6 budynków gospodarczych(...) W pow. kolskim we wsi Ruszków huragan poczynił znaczne szkody w zbożu i sianie, wiatrak i 4 chaty zostały zgruchotane. (...). We wsi Zadworza-Wieś w pow. konińskim wicher rozwalił stodołę murowaną, w które jeden robotnik młócących naówczas zboże, Marcin Górski, poniósł śmierć na miejscu a dwaj inni zostali ciężko poranieni.[6]
Część z tych wsi leży w pobliżu pasów dwóch trąb, lecz nie leżą na ich przedłużeniu. Wśród nich Mazew i Ogrodzona, które już ucierpiały od trąby powietrznej w roku 1818

-------
[1] Gazeta Świąteczna, tydzień 34, 24 sierpnia 1890 EBUW
[2] Gazeta Warszawska, dnia 31 Sierpnia 1890 r. EBUW
[3] Dziennik Łódzki 20 sierpnia 1890, ŁBC
[4] Gazeta Świąteczna nr. 502 17 sierpnia 1890 Polona.pl
[5] Kurjer Warszawski nr.215 6 sierpnia 1890 Polona.pl
[6] Kurjer Codzienny nr. 232 23 sierpnia 1890 Polona.pl

środa, 17 maja 2017

1958 - Trąby powietrzne w środkowej Polsce

Wiosna 1958 zapisała się jako chłodna, zwłaszcza za sprawą bardzo zimnego i śnieżnego marca. Chłodny i deszczowy był też kwiecień, kiedy to roztopy doprowadziły do poważnej powodzi na Bugu i Narwi. Dopiero na początku maja od południa zaczęło napływać zdecydowanie gorętsze powietrze. Jednak w naszym nieumiarkowanie zmiennym klimacie nie mogło to trwać długo, od północy napłynęła masa powietrza dużo chłodniejszego, polarnego.
15 maja na południu temperatury doszły do 30 stopni, na północy było zaledwie kilkanaście. Tak potężna różnica temperatur musiała zakończyć się burzami. Wprawdzie szkody od piorunów i gradu zanotowano wtedy w różnych częściach kraju, to wyjątkowe natężenie burze osiągnęły na terenach obecnych województw Łódzkiego i Mazowieckiego.

Po południu nad Rawę Mazowiecką nadciągnęła burza. Nie była zbyt aktywna elektrycznie ani nie przyniosła dużo deszczu. Najpierw zaczął padać grad przyjmując formę padających z rzadka dużych lodowych kul. A gdy większe opady przeszły, nadciągnął huragan:

"Wszystko trwało jakieś 3 do 4 minut, siedziałam właśnie w domu, przy stole, gdy nagle zrobiło się zupełnie czarno. Poderwaliśmy się z miejsca/. W tym momencie trzask, lecą szyby z okien. Przypadliśmy do ściany. W tej samej chwili runął dach. Gdy oprzytomnieliśmy było już po wszystkim. Padał tylko grad. Właściwie nie grad, lecz ogromne kawały lodu większe od kurzego jajka
- Czy było słychać grzmoty?
- Nie, tylko błyskało się raz po raz. Tak się złożyło, że tuż przedtem, nim się nagle ściemniło, spojrzałam na zegarek. Była godzina 17:57. O godz 18 huragan minął.[1]"
 Nad miastem pojawiła się wyjątkowo silna trąba powietrzna, która zdemolowała głównie południowo-wschodnią część miasta, w tym okolice rynku. Poważnie lub całkowicie zniszczone zostały 52 domy, 75 straciło dachy. Stanowiło to 50% ówczesnej zabudowy miasta.
Najbardziej uszkodzone zostały drewniane budynki, na budynkach murowanych zerwane zostały dachy, przewrócone kominy, czasem naruszone stropy i wyrwane fragmenty muru. Zawalił się między innymi budynek kasy spółdzielczej. Do szpitala miejskiego, który nie ucierpiał, przewieziono 30 ciężko rannych osób, około stu zostało lekko rannych, trzy zginęły na miejscu.

Ale Rawa nie była jedynym miejscem dotkniętym trąbą. Znalazła się właściwie na samym końcu długiego na 20 km szlaku. Pierwszą miejscowością w której powstały uszkodzenia było zapewne Staropole (w ówczesnej prasie Stare Pole). Następne były Petrynów, Czerwonka, Radwanka, , Dziurdziołów,  Chrusty, północna część Księżej Woli i zachodnia Boguszyc, centralnie PGR Tatar. Nieco bardziej na północ od tego pasa, uszkodzenia pojawiają się też w Teklinie, możliwe że przyczyną był towarzyszący burzy silny wiatr. Meteorolodzy którzy po burzy oglądali zniszczenia twierdzili, że kończyły się zaraz za Rawą [2], jednak prasa wymienia jeszcze leżące na przedłużeniu pasa Kaleń i Wolę Lesiowską.

W pobliżu gospodarstwa PGR zupełnie zniszczony został las o rozmiarach 200/500 metrów, drzewa połamane na wysokości metra nad ziemią wyglądały jak skoszone wielką kosą. Pnie były zwrócone na lewą stronę pasa, potwierdzając cykloniczny kierunek wirowania. Najbardziej dotknięte zostały Dziurdzioły, gdzie na 37 domów mieszkalnych całkowicie zniszczonych zostało 29, ponadto wszystkie obory i kilkadziesiąt pomniejszych budynków gospodarskich. Z wymienionych wsi kilka osób zostało ciężko rannych a kilkanaście lżej.


Mińsk
Rawa nie była jednak jedynym miejscem, jakie miało tego nieszczęście znaleźć się pod gwałtownym układem burzowym. W okolicy Mińska Mazowieckiego pojawiła się wieczorem druga trąba powietrzna, która wywołała poważne szkody w 17 miejscowościach. Korespondent prasowy pisał, że największe zniszczenia dotyczyły pasa szerokości 800 metrów i długiego na 30 km.
Wyznaczenie pasa zniszczeń jest trudne, bowiem różne źródła podają różne dane. Prasa generalnie jako pierwsze miejscowości wymieniała Lasomin i Starą Wieś koło Siennicy (Obecnie Siennica, okolice ulicy Dworkowej), jednak dzisiejsze źródła internetowe podają także leżące wcześniej Sufczyn, Wolę Sufczyńską a zwłaszcza Kołbiel, gdzie zupełnie zniszczone zostało 45% zabudowy. Następnie pas przechodził przez Zglechów, Swobodę, Łękawicę, Bożą Wolę, aby skończyć się w lasach na południe od Cegłowa. Pojawiły się też uszkodzenia w Siodle i Kątach, które leżą bardziej po bokach.

W Starej Wsi zginęła kobieta przygnieciona przez padające drzewo, 8 osób odwieziono do szpitala, kilkadziesiąt odniosło drobniejsze obrażenia. Łącznie całkowicie zniszczonych zostało 145 domów mieszkalnych, z czego najwięcej bo 90 w okolicy Siennicy, ponadto 155 stodół i 187 innych budynków gospodarskich. Uszkodzenia w lasach i polach notowano w całym powiecie mińskim i grójeckim, w różnym stopniu uszkodzonych zostało 1000 ha lasów i połowa zasiewów.

Rozmiar szkód powstałych tego dnia szacowano na 130 mln złotych.

Nowe Miasto nad Pilicą
Wprawdzie burze z 15 maja zanikły w ciągu nocy, lecz front oddzielający różne masy powietrza nie przesunął się zbyt daleko. Zaistniała w efekcie ciekawa sytuacja, bo w tej samej okolicy, koło Nowego Miasta nad Pilicą, następnego dnia przeszła kolejna trąba powietrzna o podobnej intensywności, mimo tego że na pewno powstała z całkiem nowego układu burzowego. Siła zjawiska była podobna lub nawet większa niż w Rawie, o czym może świadczyć najbardziej efektowna szkoda - wiatr uniósł w powietrze autobus ze szkolną wycieczką i przerzucił na odległość 30 metrów zrzucając go na dach. Kilkanaście dzieci zostało rannych.
Niedaleko rynku przetoczony został kiosk ze sprzedawczynią w środku. Większość dachów zostało zerwanych, 90 domów uszkodzonych a 19 zawalonych. Tornado miało postać leja otoczonego chmurą szczątków. W mieście i okolicach było wielu rannych. Ponoć jedna osoba zmarła [3].

Ale podobnie jak w poprzednich przypadkach obszar zniszczeń był dużo większy. Pas zaczynał się w okolicy wsi Góra, przechodził przez wschodnią część Nowego Miasta, dalej wzdłuż drogi na Mogielnicę, przez Wólkę Gostomską, Brzostowiec skończywszy się w lesie koło Otoląża po przebyciu około 10 km w pasie szerokim na 200 metrów. We wsiach całkowicie zniszczonych zostało 13 domów. W Brzostowcu poważnie uszkodzone zostało pierwsze piętro szkoły.

W Nowym Mieście znajdował się posterunek klimatologiczny, mierzący kilka parametrów jak maksymalna i minimalna temperatura, ciśnienie czy opad. Niestety jakie warunki mogły panować wewnątrz trąby się nie dowiemy, bo klatka meteorologiczna tego spotkania nie przeżyła.

Z wszystkich dotkniętych w tych dniach terenów wysłano do zakładów ubezpieczeniowych 2700 zgłoszeń szkód, w tym zniszczenie 280 domów, 600 stodół i 300 innych budowli. W województwie łódzkim pioruny wywołały 25 pożarów, a w kieleckim 19.


Wydarzenia te wywołały żywy oddźwięk w całym kraju, bo nie przypominano sobie aby w tamtej okolicy doszło kiedykolwiek do kataklizmu na podobną skalę. Nie było to zresztą także ostatnie takie zdarzenie - pod koniec czerwca deszcze na południu wywołały powódź w dorzeczu Wisły o rozmiarach zbliżonych do powodzi w 2010, w lipcu front z huraganowym wiatrem wywołał ogromne zniszczenia w rejonie Sandomierza a w sierpniu jeszcze w paru miejscach pojawiały się gwałtowne burze. Prasa dyskutowała czy anomalie te mają związek z plamami na słońcu, czy też z próbnymi wybuchami jądrowymi. Z czasem publicyści bardziej przychylali się ku temu drugiemu pomysłowi, podkreślając szkodliwe skutki prób naziemnych, oczywiście tych amerykańskich.

-----
[1] Życie Radomskie nr. 119, 19 maja 1958
[2] Stanisław Rafałowski "Trąby powietrzne w Rawie Mazowieckiej i Nowym Mieście (maj 1958), Gazeta Obserwatora PIHM nr 6.1958
[3] Agnieszka Napiórkowska "Tornado 1958" Gość Łowicki 11 maja 2008

* Życie Radomskie, 1958 nry:  118, 17 maja; 119, 19 maja; 122, 22 maja i 123, 23 maja 1958, Radomska Biblioteka Cyfrowa
* Głos Koszaliński 16 maja 1958 PBC Ksiaznica
*  Dziennik Bałtycki 19.05.1958, Bałtycka Biblioteka Cyfrowa
*  Dziennik Bałtycki 17.05.1958, Bałtycka Biblioteka Cyfrowa


sobota, 18 marca 2017

Śmiertelne trąby powietrzne w Polsce - od bloga do artykułu naukowego

Tyle już tutaj opisywałem dawnych przypadków trąb powietrznych w Polsce (a do opisania zostało jeszcze dwa razy tyle), że być może niektórzy zastanawiali się, czy z tymi danymi można zrobić coś więcej. No i można, w czym sam miałem udział. Na łamach amerykańskiego periodyku meteorologicznego Monthly Weather Review, ukazał się właśnie artykuł "Deadly Tornadoes in Poland from 1820 to 2012" którego jestem drugim autorem.


Rzecz zaczęła się dość dawno, bo jeszcze w roku 2015, gdy to napisał do mnie doktorant z UAM Mateusz Taszarek, z propozycją napisania artykułu o tym, czym w sumie i tak zajmuję na blogu. Słyszałem o nim już trochę wcześniej, pracował nad algorytmem komputerowym mającym lepiej niż zwykłe, globalne modele prognozujące pogodę, przewidywać szansę wystąpienia trąb powietrznych na terenie kraju. [1]
Propozycja wyglądała korzystnie - jako że naukowo zajmowałem się nieco inną dziedziną, nie miałem za bardzo możliwości aby samemu o tym napisać pracę, choć o tym myślałem, on natomiast potrzebował danych możliwych do oceny i weryfikacji, aby móc napisać na ten temat. Wcześniej napisał prace na temat trąb powietrznych zgłoszonych w raportach do EWSD, organizacji gromadzącej doniesienia o gwałtownych zjawiskach pogodowych, ale te często są trudne do weryfikacji, czasem fałszywe. [2]

Proponowany artykuł miał się skupiać na konkretnej grupie przypadków - na trąbach wywołujących ofiary śmiertelne, dzięki czemu możliwe było określenie na ile dużym zagrożeniem są w kraju te zjawiska.

Opracowanie
Z mojej strony sprawa wyglądała tak, że miałem dużo notatek rozsianych w różnych plikach, trzeba było wszystko przepatrzeć, odnaleźć konkretne źródła, niekiedy gdy nie zapisałem wszystkich szczegółów, ponownie odnaleźć odpowiednią gazetę. W międzyczasie ponownie przeglądałem źródła szukając tym razem konkretnych informacji o śmiertelnych ofiarach, bywało że o jakimś przypadku miałem dwa teksty mówiące o rannych, a dopiero w trzecim była mowa że ktoś zginął (jak w przypadku trąby powietrznej w Wieliczce), toteż nawet na bardzo zaawansowanym etapie gdy wydawało się, że wszystko już zostało znalezione, zdarzało mi się pisać "znalazłem jeszcze jeden przypadek" i trzeba było dopisać i jeszcze raz przeliczać statystyki.
Trwało to dość długo, u mnie pojawiło się trochę życiowego zamieszania, a Taszarek na kilka miesięcy wyjechał na staż do USA do NOAA, gdzie nie tylko zapoznał się z profesjonalistami od tornad, ale też brał udział w terenowych łowach z tamtejszymi Storm Chaserami, więc przez pewien okres dopisywanie nowych ustępów szło niemrawo. Zasadniczo na wiosnę zeszłego roku manuskrypt był w większości skończony.

Większość informacji czerpałem z bibliotek cyfrowych zawierających skany dawnych gazet polskich, kilka przypadków zostało opisanych na stronach internetowych lub w dokumentach możliwych do odnalezienia w sieci. Jest to źródło niejako z pierwszej ręki, z czasu tuż po samym zdarzeniu.

Zakres lat wynikał z dostępnych informacji - pierwszy dobrze opisany przypadek to trąba w Wyszkowie z 1829 roku, o której już tu pisałem (link) gdzie dwie osoby zginęły wskutek utonięcia po uderzeniu trąby w tratwy na Bugu. Ostatni zaś to trąby powietrzne na Pomorzu w 2012 roku, gdy zginęła jedna osoba. Najlepiej rozpoznany okres to XIX wiek i początek XX wieku. W okresie II wojny światowej pojawia się tylko jeden przypadek, trąba w Borzymach na Pomorzu, opisany na podstawie informacji przekazanych przez niemieckiego miłośnika meteorologii Thilo Kühne, znającego szczegóły z przekazów rodzinnych. W okresie PRL pojawia się natomiast tylko kilka przypadków, generalnie w prasie z tego okresu mało było tego typu informacji, najczęściej na zasadzie krótkiej wzmianki. 
Podkreślenie tego wpływu polityki państwowej na dostępność informacji zostało uznane przez recenzentów za jeden z najciekawszych elementów pracy, tym bardziej że podobny efekt pojawił się już w publikacjach z Czech i Rumunii.

Łącznie udało się nam odnaleźć 37 zdarzeń gdy trąba powietrza wiązała się z ofiarami śmiertelnymi, tylko kilka tych przypadków było już opisanych naukowo. W tej grupie znalazły się jednak doniesienia różnej jakości, wśród nich na przykład zdarzenia co do której w opisie wydarzeń brakowało jednoznacznych informacji, a więc opisu trąby czy charakterystycznych szkód. Były też zdarzenia w których wprawdzie opisano charakterystyczne dla tornada szkody, ale informacje są  skąpe i powtórzone w małej ilości źródeł, jak na przykład dla trąby z Jędrzejowa, gdzie wprawdzie mamy i wykolejenie wagonów i uniesienie w powietrze kilkorga dzieci, ale zdarzenie opisała tylko jedna gazeta.
Stąd podział na trzy kategorie: przypadek niepotwierdzony, przypadek potwierdzony (dla sytuacji gdy pojawiały się charakterystyczne dla trąby szkody, ale brak było opisu samego zjawiska) i przypadek w pełni zweryfikowany, gdzie mieliśmy i charakterystyczne szkody i opis samego zjawiska. Poszczególne przypadki są dalej opisane, z zaznaczeniem czy są co do niego jakieś wątpliwości, aby czytający i chcący oprzeć się na tym zestawieniu mógł sam ocenić jakość doniesienia.

Dla wszystkich kategorii na 37 zdarzeń przypada 106 ofiar śmiertelnych, zdarzeń ocenionych na "w pełni zweryfikowane" jest tylko 9 ale wiążą się z 38 ofiarami, a "potwierdzonych" 10 przypadków i 29 ofiar. To dużo więcej, niż by się mogło wydawać. Najgorsze było tornado w Krośnie Odrzańskim w 1886 roku, które zabiło 13 osób.
Dla porównania w tym samym okresie w Niemczech zdarzyły się 53 takie przypadki, we Francji 23 a w europejskiej części Rosji 18.

Ze względu na fragmentaryczność źródeł trudno wyciągnąć precyzyjne wnioski ze statystyk. Dawne gazety to specyficzne źródło, bazowały na skąpych doniesieniach urzędowych oraz informacjach od pewnej ilości korespondentów, nie wszystkie więc zdarzenia zostały opisane, jedynie wtedy gdy szkody były duże lub gdy obserwował je piśmienny czytelnik gazety. To, oraz mała ilość przypadków, powoduje pewne zaburzenia. Przykładowo w ujęciu dekadalnym, nie ma ani jednego przypadku z lat 40. XIX wieku. Rozkład przypadków w ciągu roku pokazuje małą górkę w maju, ze spadkiem częstości na początku czerwca i z dużym "pikiem"  na przełomie lipca i sierpnia, nie ma natomiast opisanego ani jednego z września i miesięcy późniejszych. Ponieważ wiele doniesień wiązało się z opisem zbiorów na polach, to ucięcie może wiązać się z tym, że we wrześniu wiele już zostało z pola zebrane, toteż późne burze i trąby były rzadziej opisywane w sprawozdaniach.

Jeśli chodzi o przyczyny śmierci, w tych przypadkach gdzie były one podane najczęściej było to uniesienie w powietrze i powstałe obrażenia, przygniecenie zawalonymi budynkami oraz utonięcie.

Sporą część pracy zajmuje załącznik z opisem poszczególnych przypadków, z zaznaczeniem w jakim stopniu dało się je zweryfikować i podanymi źródłami. Oceniono siłę zjawisk. Dla niektórych wyznaczono i narysowano mapki z prawdopodobnymi trasami zniszczeń, w kilku przypadkach udało się znaleźć zdjęcia zniszczeń.



Redakcja
Artykuł należało napisać po angielsku. Moja angielszczyzna przedstawia się dość mizernie, ale coś od siebie naskrobałem, Mateusz poprawił i dopisał część teoretyczną z przeglądem dotychczasowej literatury. Niemniej było oczywiste, że językowo nie jest to twór idealny, dlatego Taszarek wysłał pracę do firmy zajmującej się właśnie poprawianiem artykułów naukowych pod kątem językowym. Korektę u nich opłacił ze swojego grantu.

Przygotowany i wymuskany artykuł wysłaliśmy do redakcji czasopisma na początku lata i czekaliśmy. Trwało to długo, aż we wrześniu dotarła do nas wiadomość, że artykuł mógłby być przyjęty, lecz musi być jeszcze poprawiony. Pracę oceniło dwóch anonimowych recenzentów, którzy generalnie zwrócili uwagę na mankamenty językowe, miejscami zbytnią rozwlekłość oraz dość dużą długość pracy (24 strony) jak na warunki czasopisma. Oprócz takich rzeczy jak opuszczone zaimki zwrócili uwagę na przykład na formułę opisów poszczególnych przypadków. Mieliśmy napisać 37 krótkich notek, stąd zaczynały się dość monotonnie "First case was occured... Second case was occured... just another case was occured...", recenzent uznał, że dużą część takich wyliczeń można spokojnie wywalić.

Jeden recenzent proponował, aby poszerzyć część opisującą dobór źródeł i ich mankamenty, drugi z kolei uważał, że powinno się ją skrócić. Jeden żądał dodania cytowania do literatury, gdy pisząc o słabej organizacji służb meteorologicznych wspominamy o Powodzi Stulecia w 1997, drugi uważał że wszystko to można wyrzucić. Jeden zaproponował dodanie informacji o innych, także nieśmiertelnych trąbach powietrznych z tego okresu, aby stanowiły tło do oceny częstości względnej, to jednak wydłużyłoby pracę jeszcze bardziej, więc poprzestaliśmy na stosownym przeliczeniu częstości.
Na każdy taki zarzut trzeba było odpowiedzieć i w miarę potrzeb zmienić pracę.
Zadanie recenzentów to bowiem nie tylko prosty odsiew prac niskiej jakości (w utajnionej recenzji dla redaktorów oceniają, czy praca w ogóle nadaje się do publikacji) czy wyłapywanie nieuczciwości, ale też pewne pouczenie dla autorów. Dopiero po uznaniu przez nich, że autorzy bądź poprawili błędy, bądź uzasadnili obecny kształt pracy, artykuł może przejść do dalszej redakcji i składu.
W naszym przypadku ostatnie poprawki nanosiliśmy w październiku, na przykład dwa dni przed końcem terminu zauważyłem, że źle zapisana jest nazwa województwa.

Na tym etapie pojawił się pewien dodatkowy problem - otóż często jest tak, że za publikację w bardzo dobrych periodykach naukowych trzeba zapłacić. Zapłata nie jest warunkiem publikacji, lecz po prostu opłatą za możliwość zajęcia ich łamów, prace redakcyjne, opłacenie recenzentów itp. Są oczywiście tak zwane "drapieżne czasopisma" u których podejście przedstawia się odwrotnie, to jest skłonne są wydać cokolwiek byle zapłacono, toteż po pewnym czasie zamieniają się w osobliwe panoptikum doniesień o genach Yeti, szkodliwych szczepionkach, obaleniu teorii względności i innych rzeczach jakich nie dałoby się wydać w normalnym piśmie stosującym recenzję naukową.
W naszym przypadku suma była trochę kłopotliwa.
 Taszarkowi właśnie kończyły się pieniądze z grantu badawczego, zaraz miał mieć obronę, natomiast ja nie bardzo wiedziałem kto będzie moim promotorem i nie miałem szans na dofinansowanie artykułu, który do żadnego chemicznego przewodu doktorskiego się mi nie przyda. Ostatecznie po różnych poszukiwaniach dostał jakieś dofinansowanie od swojego uniwersytetu.

Po przyjęciu pracy i wstępnym przeredagowaniu, pojawiła się na liście przyjętych, do publikacji w przyszłości. Musieliśmy jeszcze podpisać oświadczenie o przekazaniu praw autorskich na potrzeby publikacji, i gdy w grudniu artykułowi nadano numer DOI, mogliśmy uznać, że oto mamy na swoim koncie pracę naukową.
Ostatecznie jak widać artykuł ukazał się w wydaniu marcowym. Podejrzewam, że ze względu na duży rozmiar redakcja zastanawiała się jak go ułożyć.

Jeśli zaś chcecie przeczytać tą pracę, to zajrzyjcie do pracy doktorskiej Taszarka, którą już opublikował w internecie - nasz artykuł jest dodany do niej jako "appendix F" od strony 136.
(Link .pdf)
-----------
Nasz artykuł na stronach czasopisma, większość osób powinna móc przeczytać abstrakt :  http://journals.ametsoc.org/doi/abs/10.1175/MWR-D-16-0146.1

[1] http://tvnmeteo.tvn24.pl/informacje-pogoda/polska,28/przelomowy-projekt-mlodego-polaka-potrafi-przewidziec-traby-powietrzne,105829,1,0.html
[2] http://forum.lowcyburz.pl/viewtopic.php?f=162&t=8950

środa, 22 lutego 2017

1984 - Trąba powietrzna w Bukowinie Tatrzańskiej

W drugiej połowie listopada 1984 nad kraj nadciągnął głęboki niż, którzy przechodząc nad wybrzeżem osiągnął głębokość 965 hPa, należał więc do niżów głębokich. Wywołany nim kontrast ciśnień spowodował powstanie silnego wiatru, dochodzącego miejscami do 35 m/s, który wywołał sporo szkód i kilka ofiar śmiertelnych. Do najgroźniejszego zdarzenia doszło w Bełchatowie na terenie elektrowni, gdzie jeden z dźwigów złamał się zahaczając o drugi. Spadające szczątki zabiły trzech pracowników:
Ale najciekawsze zjawisko pojawiło się na południu, w znanej miejscowości wypoczynkowej:

Górale tatrzańscy wiele mogą powiedzieć o groźnym żywiole zwanym halnym wiatrem, który znad szczytów Tatr spada kaskadą skłębionych chmur, lecz trąba powietrzna należy tu do rzadkości.
Gdy w głębi kraju szalały wichury, a Zakopane nękał halny wiatr, nad Bukowiną Tatrzańską pojawiła się nieoglądana od bardzo dawna trąba powietrzna. Szła pasem szerokim na 40 m i łamała drzewa na wysokości 5 m nad ziemią. Bukowinę Tatrzańską zaległy iście nocne ciemności a była to pora południowa. Lejowaty stwór sięgający szczytem wierzchołków Tatr kroczył zygzakiem, jakby po torze slalomu giganta. Obszedł w koło dom wczasowy FWP Tęcza nic mi nie robiąc, i skierował na dom wczasowy FWP Watra. Ważący parę ton wielki dach z blachy został zerwany wraz z krokwiami, belkami i obmurowaniem betonowym i uniesiony w górę a następnie odfrunął w nieznanym kierunku, gdyż wczoraj, w niedzielę, jeszcze go nie odnaleziono.
W domu FWP nie było wczasowiczów, gdyż turnus zimowy miał rozpocząć się 5 grudnia br.(...)
Nie oszacowano jeszcze strat wyrządzonych w drzewostanie leśnym przez który prowadzi korytarz szeroki na 40 m i ciągnący się na znacznej przestrzeni.
[Dziennik Polski poniedziałek 26 XI 1984 MBC]
Ten wyraźnie zaznaczony i wąski pas w lesie stanowiłby najlepsze potwierdzenie wystąpienia trąby (dziennikarski opis leja aż do szczytów Tatr mógł być obrazowym porównaniem a nie relacją świadka). Oba ośrodki wczasowe istnieją do dziś. Najwyraźniej trąba w tych okolicach musiała przejść nad doliną potoku Poroniec, być może tam niszcząc las, i omijając z bliska "Tęczę", potem przeciąć drogę wojewódzką nr. 961 w miejscu gdzie nie ma zabudowań i uderzyć w leżącą na samym skraju Watrę. Potem jednak w ciągu 200-300 metrów powinna zaniknąć, bo inaczej uderzyłaby w gęściej zabudowaną część miejscowości na wysokości kapliczki Wielkiego Twórcy Tatr.

Bardziej interesującą kwestią jest jednak to, jak właściwie coś takiego mogło tam powstać? Listopad to na trąby nietypowa pora, w archiwach wyłapałem tylko dwa takie zdarzenia. Jeszcze bardziej nietypową okolicznością byłby halny, który z reguły wysusza Pogórze i utrudnia powstawanie układów konwekcyjnych.  Brak zresztą informacji o burzy i gradzie. Możliwe więc, że było to zjawisko trąby nie związanej z superkomórką tzw "landspout" której wystarcza do istnienia strefa zbieżności wiatru, a taka mogła się wytworzyć na granicy między strefą objętą fenem a strefą wiatru związanego z niżem i jego frontami.
W każdym razie, nietypowy przypadek.

sobota, 16 lipca 2016

1933 - Trąba powietrzna w Gnojniku

Rok 1933 zaczął się dość mokro, ciągle padające deszcze spowodowały powodzie na Dolnym Śląsku, potem na Huculszczyźnie a na początku lipca na Zakarpaciu i w mniejszym stopniu na Podkarpaciu i w Małopolsce.
Ale wraz z deszczem przyszły także gwałtowne burze a z nimi i trąby powietrzne:

Trąba powietrzna w Małopolsce zachodniej
Nad gminą Gnojnik, powiatu brzeskiego, w Małopolsce zachodniej przeszła trąba powietrzna pasem szerokości 100 metrów a długości 1000 metrów.

10 domów zostało zupełnie zniszczonych. Wypadków z ludźmi nie było, tylko jedna osoba została lekko kontuzjowana.
Równocześnie z pochodem trąby powietrznej wezbrały nagle wody Uszwicy. Na znacznej przestrzeni zalane zostały pola w gminie Uszew.

[Nowiny Codzienne Warszawa 18 lipca 1933 EBUW]
Już same rozmiary pasa zniszczeń potwierdzają, że musiała być to trąba powietrzna.
Inne artykuły na ten temat dorzucają więcej szczegółów. W samym Gnojniku zniszczonych zostało 10 gospodarstw, w Lewnicowej kilka zabudowań; ponoć wiatr skręcił tam dąb "w formę korkociągu". Zerwane dachy i szczątki domów znajdowano w znacznej odległości, belki konstrukcji dolatywały do kilkuset metrów od zniszczonego budynku, drobne sprzęty domowe do 5 kilometrów, a dokumenty i poduszki znajdowano nawet 10 kilometrów dalej.[1]
Jeden z artykułów opisywał, że po jednym z domów nic nie zostało  - trąba nie tylko zawaliła drewnianą chałupę, ale też uniosła ze sobą szczątki włącznie z deskami z podłogi, toteż kobieta która widząc trąbę uciekła, po powrocie zastała tylko obrys po domu.

-------
[1] Kurjer Bydgoski, 21 lipca 1933 KPBC

piątek, 17 czerwca 2016

1829 - trąba powietrzna w Wyszkowie

Kolejne szaleństwa dawnej Polskiej pogody:

Nie tylko Pułtusk i jego okolice doznały d. 30 z. m . okropnej klęski,  i z innych miejsc podobne doniesienia ; umieszczamy jedno z nich przysłane z Wyszkowa:
»W d. 30 czerwca o godzinie 7 wieczorem przyszła z za Buga gwałtowna burza czyli wietrzna trąba z gradem wielkości kurzego jaja, zajmowała szerokości pół mili pomiędzy Brańszczykiem i Rybieńkiem, szła przez Turzyn i Wyszków, wyrwała z korzeniami najstarsze drzewa,  kilkuset sztuk ogromnych lip i drzew owocowych w folwarku Wyszkowie przewróciła, okna wszystkie wybiła, a dachówka z domu folwarcznego latała w powietrzu jak małe ptaszki.

W téj chwili gdy ta burza nadeszła, płynęła tratew drzewa pod Wyszkowem, na niéj było 4 ludzi , w oka mgnieniu rozerwała na cząstki drzewo , a ludzie będący na niéj utracili życie. Grad ten nadzwyczajny zniszczy zboża i leża nazajutrz do południa wysoko do pół łokcia. Cała burza obróciła się ku Pułtuskowi przez lasy, które tak położyła jak zboże koszone!
[Gazeta Polska nr.177 6 lipca 1829, EBUW]

Od Starego Rybieńka do Brańszczyka jest w linii prostej 12 km. jeśli między tymi miejscowościami zniszczenia ograniczyły się do pasa o szerokości pól mili to taki szlak jest mocną przesłanką za wystąpieniem trąby

wtorek, 17 maja 2016

1939 - Trąba powietrzna koło Miastka

Ostatnie miesiące przed wybuchem II wojny światowej obfitowały w gwałtowne zjawiska pogodowe, zupełnie jakby stanowić miały zapowiedź większego nieszczęścia. Jedno z nich opisuje lakonicznie stara gazeta:

Niszczycielski pochód trąby powietrznej
nad Prusami Królewskimi

BERLIN. 17.5. - Wsie Glodor i Waldow w powiecie miastkowskim w
Prusach Królewskich, nawiedzone zostały wczoraj przez gwałtowną trąbę powietrzna, która wyrządziła poważne szkody.
Trąba powietrzna wytworzyła na pobliskim jeziorze słup wody wysokości 20 metrów i uniosła stodołę należącą do gospodarza Blanka w
Glodorze, rzucając ją na odległość 100 metrów.

W Waldow trąba powietrzna rozerwała zabudowania w zagrodzie gospodarza Dubberka. rozrzucając zwaliska w promieniu 500 metrów. Nad jeziorem burza położyła pokotem drzewa wysokości do 25 metrów.

[Gazeta Białostocka Dzień Dobry 1939.05.18 PBC Biaman]
Glodor i Waldow w dawnym powiecie miastkowskim, to dziś Wałdowo i Głodowo koło Miastka w województwie Pomorskim, dość stare wsie kaszubskie na pojezierzu Bytowskim. Między nimi leżą jeziora Wałdowskie Duże, Wałdowskie Małe i Bluj, to na którymś z nich powstał słup pyłu wodnego stanowiący dowód, że zjawisko było faktycznie trąbą powietrzną.

Między wsiami jest w linii prostej około 3,2 km i tyle też co najmniej wynosiłaby długość pasa zniszczeń.

środa, 20 kwietnia 2016

1992 - Trąba powietrzna w Rakowie

Ten przypadek nie jest aż tak stary, w porównaniu z już omawianymi, ale wystarczająco zapomniany aby warto było go przypominać.

24 marca 1992 roku był ponoć pierwszym na prawdę ciepłym dniem w Rakowie Starym koło Łomży. Po południu pojawiła się nieduża chmura z której spadł krótki, nie zbyt intensywny deszcz, dwa razy zagrzmiało. Gdy zaczęło się przejaśniać, gospodarze wrócili do swoich czynności. Jednak zanim zupełnie się przejaśniło na południe od wsi, w okolicach żwirowni, zauważyli ciemny, wirujący słup, który szybko objął zabudowania, zrywając dachy, łamiąc drzewa i powodując zawalenie się niektórych budynków. Na szczęście poważne obrażenia odniosła tylko jedna osoba, Alfred Chaberek który został przygnieciony ścianą zawalonej stodoły. Zmiażdżoną nogę trzeba było amputować. Kilka zostało lekko rannych szkłem z wybitych szyb.
Z niespełna 30 gospodarstw tylko w jednym nie zanotowano szkód.

Artykuły wspominają jeszcze przy okazji że podobny kataklizm miał zdarzyć się we wsi w roku 1939 ale tutaj brak bliższych szczegółów.
--------
* Trybuna Śląska nr. 75 28-29.03.1992 ŚBC Katowice
* Trybuna Śląska "Zawirował czarny słup" nr.80 03.04.1992 ŚBC Katowice

czwartek, 10 marca 2016

1853 - Trąba powietrzna w Wieliczce raz jeszcze

O tym przypadku pisałem już krótko prawie cztery lata temu, dysponując jedynie lakoniczną wzmianką. Teraz znalazłem jednak opis szerszy i bardziej szczegółowy, wart omówienia całkiem od nowa.

P. St. Fischer nadesłał do dz. Czas z Wieliczki następujący opis trąby powietrznej i jej skutków w tem mieście:
"Opis trąby powietrznej powstałej w dniu 1 czerwca b. b. na przedmieściu wielickim Lednicy, obserwowanej przez podpisanego w najdogodniejszym miejscu, na smętarzu kaplicy św. Kunegundy. Stan barometru w pół godziny później 28'' 2'''.
Już od południa panował w okolicy ciężki par, przy zupełnie pogodnym niebie. Od południowo-zachodu ku południo-wschodowi ukazało się kilka chmur, które zwolna około god. 5 i pół cały zachodni widnokrąg pokryły; wschodnia zaś połowa, jakby odkrojona, pozostała pogodna i tam właśnie pokazało się zjawisko poniżej opisane. Upał był wielki, około godz. 6-ej wieczór powstał nieznaczny wiatr zachodni z deszczem, gradem, przerywanymi błyskawicami i grzmotem; burza ta przeciągnęła ku północy. Pośród chmur odznaczała się szczególniej jedna szarobłękitna mniej więcej na krawędzi ku wschodniej pogodnej połowie nieba, w pośrodku której począł tworzyć się biały, mglisty, workowaty promień, który utworzywszy później koło, począł się chylić ku ziemi. Wszystko to działo się w czasie szybkiego i ciągłego posuwania się pomienionego obłoku.
W kilka minut koniec tego woru, czyli trąby zetknął się z ziemią  i z niezmierną szybkością przelatywał nad powierzchnią ziemi, na znacznych wzgórzach Rożnowej od południo-zachodu ku północo-wschodowi, wśród kurzawy i zniszczenia. W kilka minut wirowy ten wicher przebiegł około 3/4 milową przestrzeń od karczmy Rożnowskiej aż do Zabawy w jednostajnej szerokości 30-40 kroków.
Wszystkie w tym kierunku domy i zabudowania gospodarcze częścią straciły dachy, częścią zaś oderwane od ziemi, pociągnięte dalej zostały; wicher wyrywał najsilniejsze drzewa i miotał nimi daleko, belki, laty i gonty latały po powietrzu a jedną topolę porwaną wirem widziano wysoko lecącą. Na całej tej przestrzeni ani jedna drzewina nie ocalała, niektóre odłamane przy korzeniu, inne od góry do dołu z kory odarte. Trąba ta gnała ku Zabawie, o pól mili od Wieliczki i tam wielkie tak we wsi jak i w lesie poczyniła szkody. Wreszcie burza pociągła ku północy, deszcz ustał, widziano tylko workowaty obłok jak od północo-zachodu zniknął powoli w szaro-błękitnej chmurze. Niektóre osoby miały dostrzec wśród tego wiru błyskawice i z tego powodu zaalarmowano w mieście, że gore.
Po ustaniu zjawiska czułem wraz z wielu innymi osobami zapach siarki w powietrzu. Nadmienić tu jeszcze należy, że jednej kobiecie waląca się belka zgruchotała nogą i w Zabawie zabite zostało dziecko; innych zresztą wypadków z ludźmi nie było.
(tego samego dnia t.j. 1 czerwca w Warszawie w godzinach południowych przy 24 stopniach ciepła spadł deszcz ulewny z gradem.)
[Gazeta Codzienna sobota 11 czerwca 1853, Polona.pl]
Taki opis nie pozostawia żadnych wątpliwości. Musiała to być trąba, którą opisujący mógł obserwować z dość bliska. Jeśli przebiegła od Rożnowej do Zabawy, to znaczy, że przebiegła teren obecnej południowo-wschodniej części miasta.

Zrywanie dachów i uszkadzanie budynków, oraz wyrywanie i przerzucanie drzew w powietrzu sugeruje siłę około F3, ciekawie w tym kontekście brzmi informacja o zrywaniu kory z drzew, bo to wymagałoby większej siły około F4. kora drzew jest wtedy zrywana przez uderzające w nią przedmioty. Podejrzewam jednak, że mogło tu dojść do zrywania kory przez odłamujące się konary.

Inne źródła wspomniane we wcześniejszym wpisie mówiły o porwaniu w powietrze, w tym pewnego górala przeniesionego na odległość jednej stai.

wtorek, 15 września 2015

1886 - Trąba powietrzna w Poznaniu

Dość szczególne zjawisko meteorologiczne nastraszyło miłośników kąpieli 129 lat temu:

Trąba powietrzna w Poznaniu.
Czytamy w „Dzień. Pozn.": D. 13 b. m. mniej więcej o godzinie pół do 1-szej w południe, kilka osób kąpiących się w Warcie na Bociance pod Poznaniem było świadkiem zajmującej sceny wodnej.
Ci co byli przeszli na drugi brzeg rzeki, zauważyli naraz jakiś szum w powietrzu, jakoby płatki spalonego papieru, które następnie spadały na rzekę. Ponieważ to było w pobliżu pierwszej cegielni w Starołęce, przeto sądzono, że w czeluści jej komina zapaliły się sadze, a ztąd ten szum i spadanie jakoby spalenizny.
Naraz zaczęły trzeszczeć i jakoby łamać się witki nadbrzeżne i w tejże chwili zaszumiało na rzece, a woda rzeki zasyczała głośno. jakby ją lano na gorące żelazo, pieniąc się lekko i pryskając wysoko w górę na dwadzieścia łokci deszczem i parą wody rzeki i spadając rzęsistemi kroplami to prostopadle, o ile środkiem prądu, to na obie strony, o ile z boku jego. Był to prąd idącej tamtędy trąby powietrznej, posuwającej się szybko w kierunku z
południa - wschodu na północ-zachód, mniej więcej jakoby od bieguna do bieguna i idącej szlakiem na sześć łokci szerokości. Trąba przerżnęła rzekę Wartę na Bociance tuż poniżej komina pierwszej cegielni. Cale zjawisko uważane z tego miejsca było dziełem najwięcej minut 6.

[Gazeta Świąteczna Dnia 22 Września I886 r, WBC]
Bez wątpienia był to słaby wir powietrzny, który stał się widoczny tylko w kurzawie wodnej i nie zdolny był wyrządzić szkód, zatem pasowałaby dla niego najsłabsza kategoria F0. Jeśli zaś chodzi o jego naturę, to nie sądzę aby był to dust devil, bo te nie utrzymują się nad wodą tak długo (aczkolwiek zdarza się że zapędzają się nad wodę), zatem najwidoczniej poznaniacy mieli szczęście spotkać się z bardzo słabą trąbą powietrzną nie wiązaną z mezocyklonem (landspout) jakie stosunkowo często pojawiają się we wrześniu.

niedziela, 9 sierpnia 2015

1911 - Trąba powietrzna pod Trzebnicą

Informacja mało precyzyjna, ale ciekawa:

Trzebnica. (Rzadki wypadek.) Trąba powietrzna uniosła wraz ze snopkiem młodą dziewczynę na 3 metry w górę; na szczęście spadła dziewczyna bez większego nieszczęścia na rolę. Inne snopki poszły do 80 metrów w górę.
[Głos Śląski sobota 5 sierpnia 1911 SBC]
Czy była to trąba powietrzna? Trudno powiedzieć, nie znalazłem jaka była wtedy pogoda w tamtej okolicy. Stóg siana jest lekki i ma dużą powierzchnię. Nie wykluczone, że dziewczynę wraz z sianem mógł porwać nawet silny wir pyłowy (dust devil). Ale trąba to też mogła być. 

poniedziałek, 20 lipca 2015

1931 - O tornadzie w Lublinie jeszcze raz

Znalezione niedawno ciekawe relacje z tamtej katastrofy:

Gdy się wicher uciszył — pisze do nas jeden czytelnik — na koleji tuż przy stacji znaleziono stodołę, zupełnie całą. Okazało się, że jest to stodoła jednego gospodarza ze wsi Wrotkowa.
„Najsilniejszy wicher szedł wązkim pasem wzdłuż rzeczki Bystrzycy, płynącej z południowego zachodu na północny wschód; we wsi Zemborzyce zniszczył doszczętnie 60 budynków, we Wrotkowie 7 domów i 5 stodół; dalej spustoszył południowo-wschodnią część Lublina przy koleji i majątek Tatary. Następnie w gminie Wólce zrujnował około 30-tu budynków niszcząc też dom urzędu gminnego. W Trześniowie zniszczył zboże na pniu."
Miejscowości, leżące po bokach owego pasa, naogół ocalały; tak naprzykład po lewej stronie, w samem mieście Lublinie przeszła tylko gwałtowna ulewa i narazie nikt nie wiedział, jak straszne spustoszenia burza ta wyrządziła tuż obok, zaledwie o kilkaset kroków.

Widok tej burzy tak opisuje czytelnik nasz, Franek z pod Lublina: „Około godziny 7-ej wieczorem zauważyłem dziwne zjawisko na niebie, jakiego nikt do tej pory w całej okolicy nie widział. W powietrzu pędziła jakaś ciemna masa w kształcie trąby. Strach potęgował mrok, jaki zalegał niebo i ziemię, oraz straszliwy łoskot i świst wichru. Trąba ta, której się bacznie przyglądałem, pędziła wprost na naszą wioskę Dziesiątą, ale przeszła tuż obok wsi w odległości jednego kilometra".
(Wieś Dziesiąta leży ze dwa kilometry na południe i trocha ku wschodowi od stacji Lublina). W Lublinie kilka tysięcy ludzi pozostało dosłownie „bez dachu nad głową", gdyż wicher pozrywał lub podziurawił dachy. Na domiar nieszczęścia w ciągu dni następnych lały deszcze. Sama
wichura w Lublinie trwała bardzo krótko, może z minutę, albo i mniej. Ocalał szczęśliwie stary drewniany kościołek. Nie uszkodził też wicher krzyżów ani figur przydrożnych.

O wichurze tej pisze jeszcze Siostra Miłosierdzia Marja z Lublina:
Po strasznej burzy uspokoić się jakoś nie możemy. Ludziska, jak mrówki, krzątają się już koło klecenia swych domostw, szukają pozrywanych dachów, a gdy je odnajdą, kłócą się o nie, bo w zniszczonej od wichury dzielnicy domki są jednakowe, więc i dachy podobne. Najsmutniej teraz bez drzew, ale działy się i rzeczy zabawne. Naprzykład przedsiębiorstwo naftowe „Standard-Nobel" miało tu bardzo ładną stacją benzynową. W oczach jednej z naszych dziewczynek porwało budynek w górę. Dziewczynka w krzyk. Ludzie pytają, czego wrzeszczy, a ona mówi: — „Jakto, pani nie widzi jak pana Nobla pokręciło?!" —To znowu jechał jakiś pan konno. Wtem wicher porwał go z koniem w górę. Za chwilę koń spadł nieżywy, a jeźdźca niesie w powietrzu już przeszło kilometr; z wioski ludzie to widzą, lecz się boją wyjść z domu, aby ich nie porwało. Wkońcu jakiś wieśniak podpełzł na czworakach, ułapił za nogi porwanego przez wichurę i zatrzymał go, lecz nieszczęśliwy jeździec potłukł się bardzo i walczy ze śmiercią.[1]
 Zdjęcie z prasy - złamany komin gazowni:


 Trąbę powietrzną w Lublinie omawiałem już w paru artykułach:
- F6 w Lublinie?
- Trąba w Lublinie?
- Nie tylko Lublin?

Za jakiś czas dodam jeszcze jeden tekst na ten temat.

------------
[1] Gazeta Świąteczna -Tydzień 31.  Nr. 31 2 sierpnia 1931 EBUW