Pokazywanie postów oznaczonych etykietą meteorologiczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą meteorologiczne. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 września 2017

Mity o trąbach powietrznych: Rozsadza zamknięty dom od środka

Jednym z najczęstszych mitów o tornadach jest przekonanie, że główną przyczyną uszkodzeń budynków jest różnica ciśnień między wnętrzem domu a lejem trąby i można temu zapobiegać zostawiając otwarte okno.

Wydaje się, że pierwotnie była to hipoteza wysunięta przez samych meteorologów i jako taka upowszechniana. Potem meteorolodzy doszli do innych wniosków, ale stara wersja nadal krążyła w prasie popularnej i powszechnym przekonaniu, głównie ze względu na obrazowość.

Ciśnienie wewnątrz leja trąby spada dość mocno. Przyczyną jest równowaga między ssaniem związanym z efektem kominowym działającym na ciepły prąd wstępujący a siłą odśrodkową wirujących wokół strug powietrza. W 2003 roku Tim Saramas zmierzył dzięki czujnikom rozstawionym na trasie tornada o szerokości 400 metrów spadek ciśnienia o 100 milibarów.[1] W 2007 roku łowca burz który wjechał opancerzonym wozem do tornado w Tulia zmierzył spadek ciśnienia o 190 mlilibarów.[2] Są to na prawdę spore spadki. Jeśli w środku domu ciśnienie wynosiłoby 1000 hPa to powstały nacisk mógłby wywołać uszkodzenia konstrukcji... pod warunkiem, że dom byłby szczelny.

Możliwość rozsadzenia domu przez samą tylko różnicę ciśnień jest problematyczna, ze względu na nieszczelności. Każdy dom ma jakąś klimatyzację i wywietrzniki, w wielu wolno stojących domach są też garaże których wrota nie są specjalnie uszczelnione. Zauważmy też, że w większości przypadków najmniej odporne na działanie ciśnienia są w domach właśnie okna. Przy słabszych wybuchach w domach jeśli nie zostanie uszkodzona ściana ani dach, to na pewno zostaną wybite okna. Jeśli dom znajdzie się wewnątrz tornada o takiej sile jak te mierzone przez łowców, to okna najpewniej same pójdą w drobny mak, otworzenie jednego nie zmieni sytuacji.
Z kolei gdy trąba powietrzna jest na tyle słaba, że sama różnica ciśnień czy napór wiatru, nie wybije okien, trudno mówić o niebezpieczeństwie rozsadzenia domu. W takiej sytuacji zostawianie specjalnie otwartego okna skończy się zdemolowaniem pokoju przez wpadający wiatr i zalaniem podłogi wdmuchiwanym deszczem.

Mit z pewnością nie utrzymywałby się w świadomość tak dobrze, gdyby nie to, że w pewnym stopniu coś jest na rzeczy. Otóż w wielu przypadkach ciśnienie przyczynia się do uszkodzeń konstrukcji, ale nie jest to po prostu różnica ciśnień, tylko efekty parcia i ssania wywołane wiatrem opływającym dom. Tam gdzie strumień powietrza opływa konstrukcję, następuje pojawienie się podwyższonego ciśnienia i nacisku. Tam gdzie strumień porusza się równolegle do ściany oraz tam gdzie odrywa się i powstają zawirowania, powstaje strefa obniżonego ciśnienia.
Efekty te pojawiają się przy każdym wietrze, także podczas zwykłej wichury. W klasycznym przypadku wiatru owiewającego dom ze spadzistym dachem, parcie pojawia się na ścianie odwietrznej i na odwietrznym spadzie dachu zaś po przeciwnej stronie pojawia się ssanie (to jeszcze zależy od kształtu dachu, ten mało spadzisty lub płaski może być zasysany jako całość). Przyczynia się to do uszkodzeń konstrukcji, częstym przypadkiem jest na przykład zerwanie dachu który był budowany z myślą przenoszenia obciążeń ale nie został odpowiednio zakotwiczony w murze.

Okna i drzwi mogą wpływać na te efekty, zależnie od tego czy są otwarte i po której stronie się znajdują. Jeśli w budynku duży otwór znajduje się po stronie z której wieje wiatr, i będzie otwarty, to wtłaczanie powietrza do budynku zwiększy w nim ciśnienie. Powoduje to wtedy efekt rozpierania na zewnątrz, który powiększa wpływ ssania po zawietrznej.
Częstym obrazkiem po wichurach jest zerwanie części dachu przy ścianie szczytowej w której było okno na strych lub która częściowo wpadła do środka i przez to wiatr mógł poderwać konstrukcję.

W odwrotnym przypadku, to jest gdy okno znajduje się po przeciwnej niż wiatr stronie domu, ciśnienie wewnątrz spada. Zmniejsza to rozpieranie ścian i podrywanie dachu, zwiększa natomiast działanie wiatru na ścianę odwietrzną. Może doprowadzić na przykład do wepchnięcia do środka okien, a co jak co, ale przeciąg przez cały dom w czasie wichury to nie jest dobra sytuacja.
Jeśli mamy dobrze zbudowany dom, lepiej aby okna pozostały zamknięte.

Ostatecznie w przypadku trąb powietrznych za uszkodzenia domów oprócz lokalnych efektów związanych z opływającym wiatrem odpowiadają także uniesione przez wiatr przedmioty.

Zbliżony mit dotyczący huraganów testowali Pogromcy Mitów w programie na kanale Discovery i też nie stwierdzili, aby dawało to jakieś korzyści, zarówno przy uwzględnieniu różnicy ciśnień jak i zmniejszeniu parcia wiatru na otwartą na przestrzał konstrukcję. Bardzo silny wiatr wybijał okna gdy były zamknięte. Słabszy wywoływał szkody w środku gdy okna były otwarte.

Wniosek: Otwarcie okien nie zapobiega uszkodzeniom domu podczas tornada czy huraganu. Podczas słabszych zjawisk więcej szkód wywoła wiatr wpadający przed okno niż jakieśtam ciśnienie, a podczas mocniejszych wichura sama sobie otworzy okna i nie trzeba jej wyręczać.


--------
[1] http://news.nationalgeographic.com/news/2003/06/0627_030627_tvtornadochaser.html
[2]  http://www.ejssm.org/ojs/index.php/ejssm/article/view/39/40

poniedziałek, 4 września 2017

Mity o trąbach powietrznych: w Polsce nie ma tornad

Postanowiłem zacząć we wrześniu krótką serię omawiającą najczęstsze mity na temat trąb powietrznych.

Ten mit co jakiś czas pojawia się w dyskusjach: "W Polsce nie zdarzają się tornada, tylko trąby powietrzne, a to dwa różne zjawiska". Chodzi tutaj o rozróżnienie między dwoma różnymi mechanizmami powstawania trąb powietrznych - mezocyklonicznym i związanym z prądem wstępującym pod chmurą. I otóż rzekomo ten pierwszy mechanizm generuje "prawdziwe" tornada, które zdarzają się tylko w Ameryce, zaś u nas nie pojawiają się i dlatego nasze wiry powietrzne powstające wedle tego drugiego mechanizmu powinny być nazywane tylko trąbami powietrznymi.
  Mit jest bardzo stary, w archiwach internetu znajduję go już w dyskusjach wokół trąby powietrznej w Skrzydlowie w 2007, która była pierwszym tak medialnym przypadkiem. Potem pojawia się co jakiś czas, wspierany niestety przez "ekspertów" synoptyków. [1]

Jak już wspominałem, istnieją dwa podstawowe mechanizmy powstawania trąb powietrznych. W jednym trąba jest dolną końcówką wiru, który powstał w chmurze burzowej, w drugim jest wyciągniętym aż do rosnącej chmury zawirowaniem z warstw przyziemnych. Ten pierwszy typ to tornada superkomórkowe.

Superkomórka, to burza zawierająca szczególny typ komórki konwekcyjnej, w której centralny ciepły prąd wstępujący wiruje. Jego powstawaniu sprzyjają uskoki prędkościowe w atmosferze, powodujące powstanie w chmurach poziomych wirów. Prąd wstępujący wyciąga ten wir ku górze aż wreszcie sam zaczyna wirować nadając ruch całej chmurze. Wirowanie obniża ciśnienie wewnątrz i zwiększa szybkość prądu wstępującego, przez co burza zamienia się w samonakręcającą maszynkę, wykorzystującą maksymalnie warunki konwekcyjne.
Trąba powietrzna to w istocie dolny, silnie ścieśniony odcinek centralnego burzowego wiru, pojawiający się w tylnej części burzy.

Drugi typ trąb powietrznych, to wiry nie związane z mezocyklonem, mające związek z zawirowaniami w warstwach przyziemnych, które wyciągane w górę sięgają chmur. Najpospolitszy przykład takiego zjawiska to trąba wodna, nazywana po angielsku waterspout (czyli dosłownie wodobryzg). Gdy zdano sobie sprawę z tego, że w podobny sposób wiry mogą powstać nad lądem, nazwano je landspout czyli po naszemu trąba lądowa.
Ich mechanizm rozwoju związany jest ze strefami konwergencji, gdzie zderzają się masy powietrza płynące z różnych kierunków. Takie strefy powstają we frontach ale także przed samymi frontami gdy zaczyna zmieniać się kierunek wiatru.  Na linii zbieżności wiatrów powstają lokalne, niewidoczne zawirowania w dolnych warstwach atmosfery, nawet przy samej ziemi. Jeśli warunki sprzyjają konwekcji, to na linii zbieżności zaczynają się tworzyć chmury cumulus rosnące w pionie oparte o lokalne prądy wstępujące znad cieplejszej ziemi/wody.

No i otóż - jeśli w prądzie wstępującym pod chmurą powstanie wskutek zbieżności zawirowanie, zaś w tym momencie mająca dobre warunki chmura zacznie szybko rosnąć, to rozciąganie w górę chmury przyspiesza prąd i zacieśnia początkowy słaby wir, wyciągając go od warstw przyziemnych aż do chmury. Ze względu na inny rozkład gradientu ciśnienia (źródło wirowania nie znajduje się u góry w chmurze) takie wiry wyglądają zwykle jak równomierne tuby ze słabo zaznaczonym lub niewidocznym lejkiem u podstawy chmury i często uwidoczniane głównie przez uniesiony z ziemi pył i drobne szczątki.

Zdarzają się jeszcze rzadsze typy jak tornada QLCS czy gustnada czyli wiry szkwałowe (choć te w zasadzie nie są uznawane za trąby powietrzne, bo nie łączą się z chmurą).

Jakie typy pojawiają się w Polsce a jakie w USA? Zarówno tu jak i tu występują oba typy. Nie da się powiedzieć, że jakiś rodzaj jest charakterystyczny dla tornad amerykańskich. Trąby powietrzne związane z superkomórkami zazwyczaj są silniejsze i bardziej długotrwałe niż te związane z wirami wstępującymi, i to one odpowiadają za najgroźniejsze wydarzenia. Superkomórką była burza która w 2008 wywołała trzy tornada koło Częstochowy, tak samo było z trąbami powietrznymi na Pomorzu w 2012 roku, zeszłoroczną trąbą w Bogaczewie i tegoroczną w Landmierzu.
Jakąś różnicą może być siła maksymalna, bo w Stanach pojawiają się silniejsze tornada niż u nas, ale to tylko kwestia warunków.

Amerykańska definicja "tornado" mówi, że są to zjawiska meteorologiczne w formie wirującej kolumny powietrza łączącej chmurę kłębiastą z ziemią.[2] Definicja obejmuje więc wszystkie możliwe typy i jest całkowicie zgodna z naszą definicją Trąby Powietrznej. Oba terminy znaczą to samo, po prostu amerykanie mają swoją nazwę. Zarazem nie jest to nazwa zjawiska lokalnego jak sirocco czy bora, lecz nazwa zjawiska pogodowego niezależnie od lokalizacji. Zaczęliśmy ją przejmować na zasadzie nowego synonimu.

Wniosek: tornado i trąba powietrzna to jedno i to samo, a obu terminów można używać zamiennie.

-------
[1] http://fakty.interia.pl/nauka/news-tornado-to-nie-traba-powietrzna,nId,985307
[2]  http://www.spc.noaa.gov/faq/tornado/

poniedziałek, 3 lipca 2017

Obłoki srebrzyste

Ponieważ sezon na to zjawisko właśnie się rozpoczął, warto napisać coś na ten temat.

Obłoki srebrzyste to najwyższe obserwowane chmury. Pojawiają się na wysokości 75 - 80 km nad powierzchnią ziemi, w obrębie mezosfery, gdzie atmosfera jest bardzo rozrzedzona a temperatury dochodzą do -100 stopni. Ponieważ są cienkie i niezbyt gęste, nie obserwujemy ich w normalnych warunkach. Stają się możliwe do zaobserwowania pod odpowiednio małym kątem, ze sporego oddalenia, w sytuacji gdy słońce oświetla je a obserwator pozostaje w cieniu.
Warunki takie pojawiają się co roku w okolicach przesilenia letniego. Półkula północna jest wtedy skierowana bardziej do słońca, dlatego za kręgiem polarnym pojawia się dzień polarny, zaś w bardziej pośrednich szerokościach geograficznych pojawiają się "białe noce" z zauważalną poświatą od północnego horyzontu. Patrząc ze środkowej Europy obserwujemy wówczas nisko na północy oświetlone słońcem górne warstwy atmosfery, które ze względu na znaczne rozrzedzenie bardzo słabo rozpraszają światło, podczas gdy jej gęstsze, dolne sfery pozostają w cieniu.

Obłoki widziane pod kątem stają się wówczas widoczne jako błękitna, pofalowana warstewka, trochę podobna do położonych znacznie niżej cirrusów, świecąca delikatnym blaskiem na tle ciemniejszego nieba. Stąd zresztą wzięła się ich naukowa nazwa "noctilucent clouds" znaczy "obłoki świecące nocą".
Jest to w meteorologii zjawisko dość świeże. Po raz pierwszy jako osobny rodzaj chmur opisał je w czerwcu 1885 roku astronom Witold Ceraski, prowadzący obserwacje z obserwatorium moskiewskiego. Było to dwa lata po eksplozji wulkanu Krakatau, której popioły wpłynęły na klimat i wywoływały wyraźne efekty w atmosferze, sądzono zatem, że to skutek tego zdarzenia. Jednak z upływem lat zaczęły się pojawiać coraz częściej i coraz dłużej trwał okres ich obserwacji. Od 1887 zaczęto badać je fotograficznie; porównanie zdjęć wykonanych w tym samym czasie przez różnych obserwatorów pozwoliła przez triangulację wyliczyć wysokość i odległość w jakiej się pojawiają. Nie zauważono wyraźnego związku z dużymi erupcjami wulkanicznymi, więc ten związek musiano odrzucić. Zauważono natomiast, że lokalne obłoki o podobnym wyglądzie tworzą się do upadkach dużych meteorów.
Prawdopodobnie są złożone głównie z zamarzniętej wody osadzającej się na cząstkach pyłu kosmicznego i pyłu po spaleniu meteorów. Na taką możliwość wskazuje powstawanie podobnych obłoków podczas startów rakiet kosmicznych - fragmenty obłoków spalin po takim starcie, na odpowiednio dużej wysokości, rozwiane wiatrem tworzą świecące obłoki o cechach tych srebrzystych. W spalinach po starcie obecna jest woda i drobne cząstki stałe.
Obłoki srebrzyste widoczne z orbity

W normalnej sytuacji powietrze na tych wysokościach zawiera bardzo mało wody, ze względu na brak konwekcji w stratosferze atmosfera jest słabo wymieszana pionowo, ciśnienie rzędu 1 hPa (czyli właściwie "próżnia" osiągalna przy pomocy pompki wodnej). Prawdopodobnie woda tworząca obłoki jest w dużej mierze wytwarzana w wyniku reakcji docierającego tu metanu z ozonem wytwarzanym pod wpływem ultrafioletu. Przy tak niskiej prężności pary wodnej aby doszło do powstania kryształków lodu temperatura musi spaść poniżej -120 stopni co może tłumaczyć czemu zjawisko pojawia się głównie w okolicy przesilenia letniego - paradoksalnie latem nad lepiej doświetloną półkulą temperatura mezosfery spada, słońce bowiem świeci pod większym kątem, zatem promień przecina warstwę mezosfery na krótszym odcinku, mniej więc ciepła jest absorbowane. Mezosfera jest równocześnie generalnie najchłodniejsza nad biegunami, dlatego obłoki powstają tylko w strefach polarnych skąd są obserwowane w średnich szerokościach.

Interesująca i wciąż badana jest też chemia tych chmur. Balony meteorologiczne tam nie sięgają a satelity latają wyżej, dlatego warunki na tych wysokościach są słabo zbadane i opierają się głównie o metody spektroskopowe. Na pewno są zbudowane z cząstek lodu o rozmiarach kilku mikrometrów rozpraszających białe światło. Ich charakterystyczny niebieskawy kolor to efekt rozpraszania Tyndalla oraz bliskiej warstwy ozonowej. Podświetlające je światło najpierw przechodzi długą drogę przez górne warstwy atmosfery zawierające ozon a po rozproszeniu pokonuje równie długą drogą do obserwatora.
Inną ciekawą ich cechą jest to, że dość mocno odbijają fale radiowe. Mezosfera na tych wysokościach to część radiosfery,  więc warstwy umożliwiającej komunikację radiową na dużych dystansach. Obłoki srebrzyste odbijają fale radiowe dużo intensywniej. Jednym z ciekawszych wyjaśnień jest absorbowanie się na powierzchni ziaren atomów metali, bądź żelaza bądź sodu ze spalających się mikrometeorów. Atomy obojętnego sodu są obecne na tej wysokości w dość dużej ilości, zaś w tak ekstremalnie niskich temperaturach mogą osadzać się na powierzchni ziarna lodu nie reagując z wodą.

Jak wspomniałem wcześniej, odkryte jako osobne zjawisko w XIX wieku nocne obłoki świecące początkowo pojawiały się w pobliżu przesilenia letniego, lecz stopniowo zaczęto widywać je coraz częściej, z roku na rok, a czas ich pojawiania się poszerzył się. Częściowo może to wynikać z postępu wiedzy, dawniejsze pojawienia się mogły być po prostu brane za zorzę polarną, z zapisków angielskiego astronoma Thomasa Romney'a Robinsona, prowadzącego obserwacje z terenów Szkocji znamy dwie obserwacje mogące być tym zjawiskiem, pochodzące z lat 50 XIX wieku.
Po pracach Ceraskiego zaczęto tych obłoków wypatrywać i stąd więcej obserwacji. Jednak porównanie zapisków o czasie pojawienia się najwcześniejszych i najpóźniejszych obłoków wskazuje na poszerzanie zakresu obserwacji i zwiększenie częstości pojawienia. Z czegoś to musi wynikać.

Najbardziej prawdopodobne wydaje się, że zwiększona częstość pojawiania obłoków w mezosferze to skutek globalnego ocieplenia i to na dwa sposoby - zatrzymywanie ciepła w troposferze przez gazy cieplarniane to mniejszy strumień ciepła od powierzchni ziemi, a zatem lepsze wychładzanie mezosfery. Drugi efekt to rosnące stężenie metanu który z pewnym opóźnieniem dociera aż tutaj i rozkłada się pod wpływem ozonu i ultrafioletu, wytwarzając wodę.

Jak obserwować?
Obłoki srebrzyste pojawiają się w zakresie kilku tygodni wokół przesilenia letniego, zwykle największe nasilenie osiągają dwa tygodnie po nim, na początku lipca. Pojawiają się wówczas gdy słońce jest od 6 do 16 stopni pod horyzontem, zatem w okolicach samego przesilenia mogą pojawiać się między 22 a 2 przez całą noc, najintensywniejsze są jednak wieczorem i przed świtem.
Można wypatrywać ich na północno-zachodnim niebie, nisko nad horyzontem od godziny po zachodzie do 23 lub będąc nocnym markiem, jak ja, od 1 do 3 w nocy bardziej na wschód. Z tego co zauważyłem, często jaśniejsze i wyraźniejsze pojawiają się w drugiej części nocy, co jest niestety powodem przez który mało ludzi je widziało.

Można je rozpoznać po niebieskawym kolorze odcinającym się na ciemnym tle. Są przezroczyste, widać przez nie gwiazdy. Najintensywniejszy jest zwykle pas wysoki do 15-20 stopni nad horyzont, bardziej białawy, przy większej intensywności u dołu podbarwiony na żółtawo a nawet pomarańczowo. Bliżej wschodu lub zachodu słońca sięgają wyżej, choć wówczas już na bardziej rozjaśnionym niebie. Zwykłe chmury, nawet cirrusy, są widoczne jako ciemne na ich tle, nie dosięga do nich bowiem światło. Bardzo jasne fragmenty mogą być widoczne także przy świecącym księżycu, choć w takie noce trzeba uważać aby nie pomylić ich z chmurami oświetlonymi księżycem.

Zwykle mają wygląd lekko sfalowanych płaszczyzn z przeplecionymi pojedynczymi pasmami. Istnieje klasyfikacja wzorów wymieniająca zamknięte pętle, ciemniejsze obszary, krzyżujące się pasy i inne rzadsze typy. Najlepiej znaleźć miejsce z odsłoniętym północnym horyzontem i bez świateł miejskich, choć jak pokażą zdjęcia całkiem nieźle da się je obserwować z miast. No i oczywiście trzeba mieć szczęście bo nie każdej nocy się pojawiają

Sam obserwuję je od około 2005 roku, początkowo rysowałem je w notatniku:
6 lipca 2006
Pamiętam, że jedne z najładniejszych pojawiły się w roku 2007, potem w 2009 kiedy to po raz pierwszy zrobiłem im zdjęcie:
13 lipca 2009


Następnych kilka lat było pod tym względem słabszych. Najlepsze pojawiły się w lipcu 2014. Najpierw wieczorem 3 lipca pojawiły się efektowne ale nie sięgające wysoko obłoki, które oglądałem z łąk poza osiedlem:
Gdy przed północą zanikły sądziłem, że to na dziś koniec. Jednak po pierwszej w nocy zauważyłem nisko bardzo intensywną ławicę:

Wzór stopniowo rozszerzał się i zwiększa się widoczny obszar:

Niebo było jeszcze całkiem ciemne, tymczasem jak widać obłok świecił jasno jak widoczny niżej blok oświetlony latarniami. Wyglądał jak przeklejony do nocy kawałek dziennego nieba. Na jego tle widać ciemniejszą smugę kondensacyjną (góra część jest podświetlona światłem bijącym od obłoku). W miarę upływu czasu widać było coraz większy podświetlony obszar, który ostatecznie rozciągał się do 60 stopni szerokości i miejscami tyleż wysokości, ujawniający bardzo ciekawy, skomplikowany wzór:
Około 2:30 obłoki były na tyle jasne, że rzucały słaby, rozproszony cień

Pod koniec, gdy niebo w tle zaczynało się już robić jasne, najwyższe fragmenty ujawniły ładną pofalowaną strukturę, niektóre pasma sięgały prawie do zenitu. Natomiast dolne rejony podbarwiły się na żółto:

To była piękna noc, napsztykałem wtedy prawie 50 zdjęć.

Ładne pojawiły się też 19 czerwca 2016, wybrałem się wtedy w plener aby uchwycić je w jakimś ładnym kadrze:

W tym roku dość długo czekałem aż się pojawią. Zwykle zaczynają być zauważalne na początku czerwca, czasem pod koniec maja, i są widoczne do końca lipca, raz widziałem je 1 sierpnia. Pierwsze tegoroczne obłoki srebrzyste pojawiły się 19 czerwca, czyli trzy dni przed przesileniem, były dosyć słabe, zauważyłem je przed świtem, w sumie przypadkowo.:
ładniejsze pojawiły się 20 czerwca:
Zdjęcie zostało zrobione z Mokotowa na północ, jak widać cała Warszawa z rozświetlonym Śródmieściem nie przeszkodziła ich oglądać.
Później widziałem je jeszcze 29 czerwca wieczorem:




Potem w obserwacjach przeszkadzały chmury ale podobno były dobrze widoczne przedwczoraj.

Tak więc gorąco zachęcam do obserwacji, na pewno jeszcze się trafią, a to na prawdę piękne zjawisko, rekompensujące nam rzadkie pojawianie się zórz polarnych.


-------
* https://en.wikipedia.org/wiki/Noctilucent_cloud

wtorek, 31 stycznia 2017

Cykle Milankovicia, czyli naturalne zmiany klimatu

Czy istnieją jakieś naturalne procesy, które wpływają na klimat Ziemi? I to tak bardzo, że decydują o tym, czy będzie na niej ciepło i przyjemnie, czy może zimno i lodowato? Owszem, znamy takie zjawiska i potrafimy przewidzieć ich skutki w przyszłości. Jednymi z nich są cykle Milankovicia, przewidziane teoretycznie w latach 40. przez serbskiego astronoma. Drobne wahania ziemskiej orbity i osi powodują zmianę nasłonecznienia półkul, co przy długim czasie oddziaływań może wpływać na klimat globalnie.


Precesja
Pierwszy efekt jest związany z precesją osi obrotu planety. Ziemia wiruje z dostateczną prędkością aby jej usytuowanie przestrzenne stabilizował efekt żyroskopowy. Jest jak bączek który po rozkręceniu nie przewraca się, bo tajemnicza siła utrzymuje go w pionie. Efekt ten jednakowoż nie jest wciąż dostatecznie silny aby całkiem oprzeć się zaburzeniom. Oddziaływania grawitacyjne słońca i księżyca, nie działające na oś zupełnie prostopadle z powodu jej lekkiego przekrzywienia, powodują że oś zatacza koło w długim okresie około 26 tysięcy lat.
Sam ten fakt nie miał by specjalnego znaczenia dla klimatu, gdyby orbita ziemi była zupełnie kolista. Jest jednak elipsą, toteż raz Ziemia jest bliżej słońca a raz dalej. Może się to wydać zaskakujące, ale Ziemia jest najbliżej słońca wtedy, gdy panuje u nas zima, dokładnie 3-4 stycznia, a najdalej w lipcu. Wynika to tylko stąd, że aktualnie oś ziemi jest skierowana w okolice Gwiazdy Polarnej. W takim ustawieniu zimą biegun północny jest skierowany nieco od słońca a latem nieco do, a to właśnie różnice nasłonecznienia mają dla danej półkuli najistotniejsze znaczenie jeśli chodzi o pogodę sezonową.
Do tego dochodzi cykl obrotu w przestrzeni punktów aphelium (najdalej) i peryhelium (najbliżej), powodujący, że trochę doganiają zmiany precesyjne. W efekcie co 21 tysięcy lat dana półkula doznaje zimy bądź w największym oddaleniu bądź w największym zbliżeniu

Za kilka  tysięcy lat precesja skieruje oś ziemi w inną stronę, wówczas w trakcie naszej, północnopólkulowej zimy ziemia będzie najdalej a w czasie lata najbliżej. I znów, samo to nie miało by wielkiego znaczenia dla klimatu, bo w końca raz bardziej przygrzeje jedną półkulę a raz drugą, gdyby nie fakt że najwięcej lądów jest położonych na półkuli północnej. Lądy mają to do siebie że część ich stanowią góry i wyżyny, tereny położone wyżej niż średni poziom morza a co za tym idzie nieco chłodniejsze. Niektóre tak bardzo, że lodowce utrzymują się tam cały rok. Lądy ponadto łatwiej się wychładzają niż morza. Morze pod wpływem mrozu częściowo zamarza, lecz cyrkulacja powoduje, że tuż pod lodem woda ma zwykle kilka stopni na plusie, co hamuje narastanie warstwy lodu a za sprawą pewnego przewodnictwa cieplnego lodu, także zbytnie ochładzanie się powietrza. Nic więc dziwnego, że na naszej półkuli zimą jądrami mrozu z których na okoliczne tereny spływa najchłodniejsze powietrze, nie jest ocean arktyczny, tylko wielki obszar lądowy Syberii, Kanady i czapa lodowcowa Grenlandii.

Gdy precesja spowoduje, że na półkuli z przewagą lądów największe oddalenie nałoży się na okres zimowy a zbliżenie na letni, te drobne zmiany natężenia promieniowania spowodują zaostrzenie klimatu. Zimy będą nieco zimniejsze a lata nieco cieplejsze. Wbrew pozorom nie nastąpi jednak całkowite "wyrównanie" na zasadzie tu trochę na plus, tam na minus więc wychodzi na zero. Zimą spada śnieg, który odbija promienie słońca i potem gdy przychodzi cieplejsza pora utrudnia nagrzewanie powietrza. Zimniejsze zimy to więcej śniegu i dłuższe jego topnienie. Więcej śniegu to także więcej pożywki dla lodowców górskich. Dla trwania lodowca mniejsze znaczenie ma to jak bardzo stopnieje latem, a większe ile urośnie zimą. Zmiany precesji wobec eliptycznej orbity powodują zatem, że na półkuli z przewagą lądów, co pewien czas lodowce łatwiej przybierają na wadze.

Zmiana elipsy
Ale eliptyczna orbita Ziemi wiąże się z drugim efektem - otóż stopień tego jak bardzo jest ona spłaszczona (ekscentryczność), nie jest stały. Oddziaływania planet powodują, że raz jest nieco bardziej wydłużona a raz nieco bardziej kolista. Jest to proces trochę nieregularny, ale można go opisać jako cykl długi na 100 tysięcy lat.Co to powoduje? 

Bardziej kołowa orbita to także średnio rzecz biorąc nieco większa odległość od słońca, co ma wpływ na nasłonecznienie całej planety. Ilość energii docierającej do Ziemi przez cały rok zmniejsza się wtedy w stosunku do stanu gdy orbita jest bardziej eliptyczna, o około 0,1%. Dodatkowo większa ekscentryczność orbity wzmacnia efekt klimatyczny związany z precesją osi. Okresy największej eliptyczności orbity bardzo dobrze nakładają się na okresy przerw między epokami lodowcowymi.

Zmiana pochylenia osi
Ale powróćmy do osi ziemi. Oprócz tego, że wykonuje ona w długim okresie obroty precesyjne, to dodatkowo nie jest stale przekrzywiona wobec orbity o taki sam kąt. Obecnie jest odchylona od kierunku prostopadłego o 23,5°, może jednak naprostować się do 21° lub bardziej przekrzywić do 24,5°.

Przekrzywienie osi ziemi przy jej stałym (w krótkim czasie) położeniu, powoduje dwa ważne efekty związane z naświetleniem - słońce nie pada dokładnie prostopadle na ląd tylko na równiku, lecz każdego dnia odchyla się od niego nieco na północ lub południe. W dniu przesilenia zimowego północnego, gdy oś jest najbardziej odchylona od słońca, świeci ono w zenicie 23,5° na południe od równika, a w dniu przesilenia letniego, 23,5° na północ. Dokładnie na równiku świeci w zenicie dwa razy do roku w równonoc. Linie maksymalnego odchylenia od równika to zwrotniki, a strefa między nimi, to strefa międzyzwrotnikowa. Jest ona najlepiej oświetlona a co za tym idzie najgorętsza.

Drugi natomiast efekt to istnienie stref polarnych. W dniu przesilenia zimowego oś ziemi jest odchylona w stronę przeciwną niż słońce, i to o kąt 23,5°. Obszar oddalony o tyleż od bieguna jest wówczas zacieniony całą dobę, panuje tam noc polarna, co stwarza idealne warunki dla wychładzania powietrza i powierzchni. W miarę upływu dni od przesilenia słońce zaczyna docierać coraz dalej aż w dniu równonocy pojawia się na samym biegunie. W związku z tym trwająca pół roku noc polarna występuje tylko na samym biegunie, wbrew częstemu mniemaniu, że tyle trwa noc za kołem podbiegunowym ogółem. Na polskiej stacji arktycznej Hornsund noc polarna trwa 3,5 miesiąca a nie 6.

Co takiego powoduje dla tych stref zmiana pochylenia osi? Gdy jest bardziej pochylona, strefa międzyzwrotnikowa się poszerza, toteż pasy dziennych górowań w zenicie oddalają się, a obszary po przeciwnej stronie niż aktualnie najlepiej doświetlane, widzą słońce pod nieco większym kątem. Efekt jest taki że tereny przyrównikowe nieco się ochładzają.
Z kolei przy biegunach większe obszary doznają zarówno nocy polarnej jak i dnia polarnego. Efektem ogólnym jest lekkie schłodzenie obszarów przyrównikowych i lekkie ocieplenie przybiegunowych, czyli większe wyrównanie temperatur globalnych.
Większe naprostowanie osi (zmniejszenie pochylenia) lekko ochładza tereny przybiegunowe a nagrzewa równikowe.

Nie miało by to znaczenia na planecie o równomiernym rozłożeniu lądów, ale w naszym przypadku najwięcej lądów znajduje się na północ od równika. A te, jak wspominałem, chętniej ulegają zlodzeniu niż morza.

Suma czyli jak rosną lodowce
Te cykliczne zjawiska różnie się na siebie nakładają, wywołując globalne lub lokalne zmiany ilości energii ze słońca. W najbardziej sprzyjającym układzie zmiany całkowitej energii sięgają do 10%.
Ochłodzeniom sprzyja sytuacja, gdy oś ziemi jest bardziej naprostowana (mniejszy kąt), gdy aphelium następuje gdy na półkuli z przewagą lądów jest zima i gdy orbita jest bardziej zaokrąglona, co ochładza ciepłą porę roku na całej planecie. Wówczas powierzchnia lodowców w górach i na wyżynach przyrasta i daje o sobie znać dodatnie sprzężenie zwrotne - więcej lodu to więcej odbitego słońca i mniejszy stopień nagrzania powietrza. Mniejsze nagrzanie powietrza to mniejsze topnienie i zwiększenie powierzchni lodowców. W przypadku grubych czap lodowcowych znaczenia nabiera też wzrost wysokości górnej części lodowca, którego szczyt dociera do chłodniejszych warstw atmosfery. 

Wszystkie te efekty powodują, że przy niewielkim wymuszeniu ochłodzenia związanym z cyklami nasłonecznienia, na lądach następują zmiany potęgujące efekt, i zwiększające ochładzanie. Duże ochłodzenie półkuli z przewagą lądów, na których lodowce narastają łatwiej niż na morzu, przekładają się na ochłodzenie klimatu globalnie.

Prześledzenie historii epok lodowcowych i okresów ciepłych przekonuje, że w dużym stopniu nakładanie się tych trzech cykli tłumaczy epizody ochłodzenia i ocieplenia, najlepszą korelację widać dla precesji i ekscentryczności orbity. Istnieją pewne rozbieżności, mogące wiązać się z procesami tektonicznymi czy położeniem Układu Słonecznego w galaktyce, ale w dużym stopniu tłumaczą dlaczego ocieplenia i ochłodzenia następują w pewnych określonych latach.

Jak będzie?
No właśnie. Te procesy zachodzą cały czas. 12 tysięcy lat temu zakończyła się dzięki nim epoka lodowcowa. Co zatem rysuje się w przyszłości? Coś takiego:

Niemal idealne nałożenie się peryhelium i zimy półkuli północnej, ulega rozstrojeniu. Już teraz są oddzielone o kilkanaście dni (przesilenie 22-23 grudnia, peryhelium 3-4 stycznia) a w miarę upływu czasu odchylenie będzie rosło.
Nachylenie osi ziemi wobec orbity zmniejsza się z szybkością 0,011* rocznie.
Kolistość orbity rośnie.

Wygląda zatem na to, że wszystkie efekty zmierzają ku ochłodzeniu. Obecny okres klimatyczny, holocen, rozpoczęty 12 tysięcy lat temu po zakończeniu epoki lodowcowej, osiągnął maksimum temperatur około 6 tysięcy lat temu. Od tego czasu średnie temperatury spadały. Lokalne minimum nastąpiło pod koniec średniowiecza i w renesansie, w okresie tzw. "małej epoki lodowcowej" gdy to swoje dołożyło słońce o wyjątkowo małej aktywności. Zgodnie z obliczeniami wymuszenia związane z cyklami Milankovicia powinny wywołać niezwykle powolny spadek temperatur globalnych. W ciągu ostatnich 100 lat byłby to spadek o 0,01K, właściwie trudny do zauważenia, w sumie można by było uznać klimat za stabilny. Dalsze ochładzanie następowałoby na tyle wolno, że ochłodzenie się klimatu Polski do obecnego w Szwecji zajęłoby kilkanaście wieków, a epoka lodowcowa pojawiłaby się dopiero za kilka tysięcy lat.

Zatem my i nasze prawnuki możemy spać spokojnie. Lądolód w Warszawie to rzecz która wprawdzie się zdarzy, ale wówczas gdy nie będzie już ani potomków którzy nas będą pamiętać, ani też pewnie i Polski.

Tymczasem...
Tymczasem wbrew przewidywaniom wynikłym z cykli zmian nasłonecznienia, w ciągu ostatnich 150 lat temperatura na ziemi wzrosła o 1 stopień. Jest to sytuacja bez precedensu, bo nie dość że następuje niezwykle szybko, to jeszcze wbrew wymuszeniom które w ciągu kilkuset ostatnich tysięcy lat regulowały klimat planety. Wygląda więc na to, że nie jest to zmiana naturalna. I jak na razie nie udowodniono aby odpowiadał za to czynnik w pełni naturalny, nie związany z destrukcyjnymi działaniami ludzkiej cywilizacji.


piątek, 6 stycznia 2017

Diamentowy pył czyli śnieg z bezchmurnego nieba

Zjawisko to pojawia się zimą, podczas szczególnie mroźnych dni - na niebie nie widać żadnych większych chmur a mimo to daje się zauważyć opadające powoli połyskliwe cząstki. Ze względu na odblaskową powierzchnię nazywa się je diamentowym pyłem.
Są to płaskie kryształki lodu wytrącające się wprost z powietrza. Zwykle mają postać sześciokątnych lub trójkątnych tabliczek o rozmiarach ułamków milimetra. Najlepiej widać je w linii pod lub nad słońcem, wtedy powiem opadające na płask jak liście kryształki wyraźnie odbijają światło. Z powodu tego wyróżnienia kierunku błyski często formują słup światła pod i nad słońcem, a nocą też księżycem czy nawet sztucznymi światłami miejskimi.
Można wówczas obserwować na poziomie ziemi zjawiska zwykle obserwowane wysoko w chmurach, w sprzyjających warunkach powstaje halo lub słońca poboczne, które dzięki powstawaniu w kryształkach blisko ziemi można obserwować na tle budynków czy drzew. Wszystko zależy od tego jakiego rodzaju kryształków jest najwięcej.

Zwykle opad tego rodzaju jest na tyle rzadki, że trudny do zauważenia, jeśli nie wie się na co patrzeć. Rzadko tylko bywa na tyle gęsty, że powietrze wydaje się nieco zamglone. Na obszarach arktycznych występuje bardzo często. W centralnych obszarach Antarktydy może wręcz stanowić główny opad trwający do kilkudziesięciu dni, bowiem wyże i bardzo niska wilgotność nad tym kontynentem zwykle uniemożliwiają powstawanie normalnych chmur. Poza tymi terenami może się pojawić w zasadzie wszędzie gdzie pojawiają się odpowiednio silne mrozy, poniżej -10 czy -15 stopni C. Sam obserwowałem je wiele razy.

Jeden z najciekawszych zdarzył mi się w lutym 2012 podczas fali silnych mrozów. Uczyłem się wtedy jeszcze w Siedlcach i po przyjeździe do miasta wczesnym rankiem zauważyłem po pierwsze migoczące cząstki w powietrzu, a po drugie dziwny, jajowaty kształt słońca:
Powyżej i poniżej tarczy pojawiały się słupy świetlne, które nadawały mu szczególny kształt.

Gdy dotarłem do akademika opad jeszcze się nasilił, a do słupów dołączyło kolejne ciekawe zjawisko - podsłońce. Jest to jasna plama widoczna pod słońcem, pod horyzontem, na tej samej głębokości co jego wysokość nad horyzont. Zwykle jest obserwowane z samolotów lub wysokich gór, dlatego byłem zaskoczony tym, że mogłem obserwować je wyglądając z okna na pierwszym piętrze.

Podsłońce powstaje jako refleks od kryształków lodu w kształcie tabliczek, które opadają płasko kołysząc się na boki. Gdy zaburzenia ruchu są duże, formuje się słup świetlny, gdy są małe przeważa ustawienie płaskie a sumą błysków jest fałszywy obraz słońca wyglądający jak odbity w płaszczyźnie równoległej do ziemi.
Udało mi się nagrać to zjawisko, dzięki czemu widać że jest to złożenie wielu błysków światła odbitych przez cząstki pyłu diamentowego:



Do najbardziej spektakularnych zjawisk wywoływanych przez pył diamentowych, należą jednak słupy świetlne nad sztucznymi światłami. Jeśli zagęszczenie kryształków jest duże, każda latarnia w okolicy może zostać zwieńczona słupem o właściwym jej kolorze.

Oczywiście na terenie dużego miasta wygląda to lepiej, tutaj przykład słupów obserwowanych nad alaskańskim miastem Anchorange:
A tu nad Moskwą:
W Polsce widywałem to zjawisko kilka razy, ale nie wyglądało tak efektownie, głownie przez słaby kontrast na rozjaśnionym niebie.

Do wyjątkowej sytuacji doszło w zeszłym roku w Finlandii - pył diamentowy pojawił się w warstwie powietrza wysoko nad ziemią, przez co zamiast słupów obserwowano krótkie odcinku. Nad miastem Eury słupy widziane od dołu przypominały punkty. Ponieważ każdy pojawiał się dokładnie nad każdą latarnią, a te ustawiono przy ulicach, świetlne punkty wyrysowały na niebie mapę przedmieść:
Dość dokładną:
W tym samym czasie bardziej na północy krótkie odcinki słupów nad ukrytą za lasem drogą, wraz z zorzą polarną, stworzyły niezwykły widok:






Zachęcam do obserwacji. Może tej zimy podobne widoki trafią się u nas.

niedziela, 16 sierpnia 2015

Uderzenie upału

Przeglądając starą prasę znalazłem w gazetach z początku XIX wieku ciekawy przypadek z Portugalii, pokazujący, że niektórzy mają jeszcze gorzej niż my teraz:

1824. Z Lisbony d.20 Lipca.
Wczoray o godzinie 5tey z rana stolica tuteysza była w wielkiey trwodze, z powodu znacznego trzęsienia ziemi. Od okropney klęski roku 1766, kiedy połowa Lisbony wraz z iey mieszkańcami została pochłoniętą, naymnieysze podziemne wzruszenie było dostateczne do przerażenia trwogą obecnogo pokolenia. Powietrzokrąg był rozpalony iak pod strefą gorącą, co d. 18 b. m. o północy doszło do naywyzszego stopnia. Ciepłomierz Reaumura okazywał wtenczas więcey iak 36 stopni, a rzeczą iest osobliwą, iż nadzwyczayny ten upal przyszedł z wiatrem północno-wschodnim. Powiew iego był zgubny; we wszystkich winnicach przez które przeszedł, iagody winne na pniu poschły. Zwierzęta, a co gorsza, męszczyzni i kobiety poumierały, uduszone od niego na polach. [1]

Czy to możliwe, że nagle o północy temperatura wzrosła tak bardzo?

Skala Reaumura to nie używana już dziś, ale dawniej bardzo popularna w Europie skala termometryczna w której 0 stanowiło temperaturę topnienia lodu, a 80 temperaturę wrzenia wody. Nie znalazłem informacji czemu stopnie tak podzielono. Po przeliczeniu okaże się zatem, że temperatura 36*Re to prawie 45*C.
Tak silny wzrost temperatury w nocy, połączony z silnym wiatrem i dużym osuszeniem powietrza można chyba wytłumaczyć tylko w jeden sposób - poprzez zjawisko "uderzenia upału" czyli Heat Burst.

Zjawiska tego typu notuje się na całym świecie. Objawiają się pojawieniem się silniejszego wiatru, często z nietypowego kierunku, niosącego szybki wzrost temperatury i spadek wilgotności. Temperatura potrafi wówczas w kilka minut wzrosnąć o 10-15 i więcej stopni, co jest szczególnie dokuczliwe w ciepłe miesiące. Pojawianie się takich podmuchów zawsze jest związane z przechodzeniem rozpadających się chmur burzowych. Prawdopodobnie gdy prąd wstępujący w głównym pniu burzy zamiera a w suchym powietrzu opad zaczyna parować, z dużych wysokości zaczyna opadać "kropla" gęstszego, chłodniejszego powietrza. Pędzi ona w stronę ziemi, zagęszczając się i ocieplając, podobnie jak wiatr halny. Gdy dociera do ziemi, rozpływa się na boki tworząc podmuch mogący osiągać nawet 100 km/h. Chłodniejsza wersja, potrafiąca wygenerować nawet silniejsze podmuchy, to prąd opadający "down burst".


Zjawisko jest generalnie dosyć rzadkie, zajmuje niewielki obszar i nie często trafia akurat w okolice stacji meteorologicznej, dlatego wielu doniesień o rekordowych uderzeniach gorąca nie da się zweryfikować, bądź też możliwe jest, że zmierzone temperatury wynikają z niedokładności zaokiennych termometrów. Tak jest z często podawanym przypadkiem z Portugalii, gdzie w 1949 roku w dwóch miejscowościach podczas silnego wiatru temperatura miała wzrosnąć z 38*C do prawie 70*C, oraz z przypadkiem z Iranu gdzie w czerwcu 1976 w Abadan temperatura miała wzrosnąć do 87*C. W żadnym z tych miejsc nie było sprzętu spełniającego wymagania, a rekordowe odczyty znane są tylko z opowieści mieszkańców.
Dlatego zarejestrowane oficjalnie przypadki uderzeń upału są nieco mniej spektakularne.

30 czerwca 2001 roku w hiszpańskim mieście Melilla nad ranem temperatura wzrosła z 24*C do 41*C w ciągu pięciu minut.[2]
10 lipca 2011 w amerykańskim mieście Wichita tuż po północy temperatura wzrosła z 29 do 39 stopni Celsiusza, przy wietrze do 80 km/h.[3]
3 sierpnia 2008 roku w Sioux Falls temperatura wzrosła z 21 do 38 stopni w ciągu kilku minut, z towarzyszącym wiatrem do 100 km/h[4]

17 lipca 2015 we francuskim mieście Troyes temperatura skoczyła z 24 do 33 stopni między północą a pierwszą w nocy.[5]
Jeśli chodzi o polskie przypadki, to nie mam tu zbyt szczegółowych informacji. Chyba nikt specjalnie nie zwracał uwagi na tajemnicze nocne skoki temperatur. W dyskusjach na forum Łowców Burz można znaleźć wzmiankę o prawdopodobnym heat burst podczas przechodzenia rozpadającego się układu wielokomórkowego koło Krakowa, 21 sierpnia 2012, gdy to wiatr zamienił się na silny północny a temperatura po północy wzrosła z 19 do 25 stopni[6]. Aczkolwiek tutaj równie dobrze za zmianę temperatury mogła odpowiadać sama zmiana kierunku i siły wiatru a to za sprawą przerwania występującej nocą inwersji temperatury (nocą nad gruntem zbiera się warstwa chłodniejszego powietrza, nad którą jest cieplej; wymieszanie warstw zwiększa temperaturę).

Tego typu "uderzenia upału" oprócz wzrostów temperatury i siły wiatru, charakteryzują się też dużym spadkiem wilgotności, który wysusza roślinność i może przyczyniać się do pożarów. Podejrzewa się, że występowanie takich gorących podmuchów nad kompleksami leśnymi może odpowiadać za obserwowane przypadki wielkopowierzchniowych pożarów, zdających się nie mieć konkretnej przyczyny.

Czy zatem przypadek z Lizbony mógł być czymś takim? Niewykluczone. Nie wiem tylko na ile wiarygodna jest podana temperatura. Nie znalazłem informacji czy prowadzono w tym czasie w Lizbonie jakieś regularne pomiary.
----------
[1] Gazeta Korrespondenta Krayowego i Zagranicznego, 31 sierpnia 1824, WBC
[2]  http://www.aemet.es/documentos/es/conocermas/elobservador/2001/eo-017-2001.pdf
[3]  http://www.washingtonpost.com/blogs/capital-weather-gang/post/extreme-temperature-swings-midnight-heat-burst-in-wichita-mercury-tanks-in-chicago-minneapolis/2011/06/10/AG4qltOH_blog.html
[4] http://www.weather.gov/fsd/20080803-heatburst-siouxfalls
[5] http://www.thelocal.fr/20150717/french-town-hit-by-freak-midnight-heat-burst
[6] http://forum.lowcyburz.pl/viewtopic.php?f=121&t=6673&start=200#p84346

*  https://pl.wikipedia.org/wiki/Skala_R%C3%A9aumura
*  https://en.wikipedia.org/wiki/Heat_burst

niedziela, 13 października 2013

Cuda Islamu

Z pewnością wielu czytelników spotkało się z wywodami chrześcijańskich kreacjonistów na temat niesamowitej zgodności Biblii z odkryciami naukowymi.Zawiła i metaforyczna budowa świętych ksiąg sprzyja luźniej interpretacji - w ten sposób wykazywano już że opis "ciemności między gwiazdami" z księgi Hioba to ciemna materia, zaś opis słonia wzięto za przedstawienie dinozaurów.
Pewnym zaskoczeniem może być jednak fakt istnienia dotychczas niezauważalnych kreacjonistów Islamskich, których wywody o zgodności Koranu z Nauką, są tak samo ścisłe i zabawne. Znalazłem właśnie taką zabawną stronę "Way to Allah" prowadzoną przez niemieckich muzułmanów, ale z polską wersją językową, gdzie podawano bardzo dziwaczne "naukowe dowody" prawdziwości Koranu. Myślę że na początek, aby móc zorientować się w typie rozumowania, zacytuję taki fragment o tym, jak odleżyny dowodzą że Koran jest posłaniem od Allaha:

Ważkość ruchu podczas snu
Mógłbyś uważać ich za czuwających, podczas gdy oni byli pogrążeni we śnie; My odwracaliśmy ich na prawo i lewo, a pies ich znajdował się na progu z wyciągniętymi przednimi łapami. Gdybyś ich zobaczył, to z pewnością odwróciłbyś się od nich, uciekając, i zapewne ogarnąłby cię strach na ich widok.(Sura Grota, werset 18)


Werset opowiada fragment historii o uśpionych na 309 lat młodzieńcach. Podczas snu byli oni odwracani na prawo i lewo. O tym, jak ważny jest ruch podczas snu wiemy z badań przeprowadzonych w ostatnich latach przez naukowców.
Podczas leżenia w bezruchu mogą pojawić się poważne kłopoty zdrowotne: komplikacje krążenia, odleżyny, pęcherze, siniaki i inne zmiany skórne. Na zmiany te istnieje określenie „rany ciśnieniowe”. W przypadku leżenia bez możliwości zmiany pozycji, w niektórych partiach ciała ciśnienie krwi może doprowadzić do zatorów w żyłach, czego efektem jest niedotlenienie i niedostarczenie substancji odżywczych do tych części a w rezultacie powstanie ran, które, nie leczone, mogą doprowadzić do obumarcia tkanek i mięśni.
Nieleczenie zaatakowanych chorobą tkanek i mięśni może doprowadzić do poważnych powikłań, a w ekstremalnych przypadkach nawet do śmierci. Aby nie dopuścić do powstawania zatorów, należy zmieniać pozycję raz na piętnaście minut. Osoby sparaliżowane lub niezdolne do wykonywania ruchów, powinny być pod stałą opieką pielęgniarską a ich pozycje powinno się zmieniać przynajmniej raz na dwie godziny.
Przekazanie tej mądrości w Koranie jest dowodem na to, iż jest to cudowna Księga, zesłana nam przez wszechwiedzącego Allaha[1].
Autor najwyraźniej zakłada, że powstawanie odleżyn u chorujących długi czas jest zjawiskiem możliwym do odkrycia dopiero przy użyciu zaawansowanej techniki, w związku z czym jeśli rzecz opisano przed wiekami w Koranie, to ta nie możliwa do zdobycia wiedza musiała być zesłana w sposób nadnaturalny. Jest to oczywista bzdura a samo rozumowanie raczej ośmiesza Islam niż go wspiera.
Odleżyny nie są trudne do zauważenia dla tych, którzy zajmują się chorymi. Opisał je już Hipokrates żyjący w V-IV wieku n.e.. To że zapobiega się im zmieniając pozycję pacjenta też nie jest wielką nowością. Abstrahując jednak od kwestii medycznych - czy w surze na pewno opisano sposób postępowania z odleżynami?

Al-Kahf to 18 sura, będąca połączeniem kilku przypowieści. Pierwsza opisuje luźno historię kilku młodzieńców, wyznawców jednego boga, którzy prześladowani za swą wiarę schronili się w jaskini i tam podczas modlitw zasnęli. Spali tam i spali aż przespali tak 309 lat, po czym zbudzili się, myśląc że minął tylko jeden dzień. Gdy jeden z nich udał się do miasta po jedzenie, zdumiał się widząc świątynie zakazanego wcześniej kultu jedynego boga, zaś mieszkańców zdumiało, że posiada stare monety. Wkrótce po ujawnieniu cudu, młodzieńcy umarli a mieszkańcy zbudowali przy jaskini świątynię.
Historia raczej nie brzmi zbyt wiarygodnie. Z kontekstu można się domyśleć, że całe to "przewracanie z boku na bok" miało obrazować tyle tylko, że byli podczas snu całkiem bezwładni i nie dawało się ich obudzić. Wymysł autora strony jest więc naginaniem byle znaleźć niesamowite potwierdzenie nauki. A to przecież dopiero początek:

Objętość płuc
Kolejnym zabawnym "dowodem" jest mające jakoby następować przy wspinaczkach górskich ścieśnianie się płuc:

Człowiek, aby przeżyć, potrzebuje przede wszystkim tlenu i ciśnienia atmosferycznego. Wdychanie zawartego w powietrzu tlenu możliwe jest dzięki układowi oddechowemu i płucom. Po przekroczeniu pewnej wysokości zmniejsza się jednak zawartość tlenu w powietrzu a ciśnienie atmosferyczne spada. Do organizmu dostaje się więc mniej tlenu, czego wynikiem są kłopoty z oddychaniem i w następstwie tego kłopoty ze zdrowiem.
Jeżeli dostarczymy organizmowi mniej tlenu niż potrzeba, pojawią się takie objawy jak przemęczenie, bóle i zawroty głowy, mdłości i rozstrój żołądka oraz wiele innych schorzeń. W wysokich partiach gór oddychanie bez użycia specjalnego sprzętu i masek tlenowych może stać się niemożliwe. Istnieje duże prawdopodobieństwom że na wysokości 5.000 do 7.000 m n.p.m. osoba bez takiego specjalistycznego oprzyrządowania zemdleje a następnie zapadnie w śpiączkę. Samoloty zaopatrzone są w specjalne maski tlenowe, włączające się w przypadku nagłej zmiany ciśnienia w kabinie. Aparatura kontrolująca ciśnienie w samolocie włącza się na wysokości 9.000 m n.p.m.

Niedotlenienie jest przyczyną schorzenia znanego pod nazwą anoksja. Pojawia się ono u ludzi przebywających na wysokości powyżej trzech tysięcy metrów n.p.m. i może doprowadzić do utraty świadomości, w celu reanimacji należy podać tlen.
W Koranie znajduje się werset poświęcony zmianom w płucach dokonujących się podczas zmian wysokości:

Kogo Bóg chce prowadzić drogą prostą,
rozszerza jego pierś dla islamu,
a kogo chce sprowadzić z drogi,
czyni jego pierś ciasną, udręczoną,
jak gdyby on chciał wznieść się do nieba.
W ten sposób Bóg daje odczuć swój gniew
tym, którzy nie wierzą.
( Sura Trzody, werset 125)[2]
Nie trudno wyłapać, że owo "wznoszenie się do nieba" to po prostu metafora śmierci, zatem Bóg "ścieśnia pierś niczym umierającym" po raz kolejny więc interpretacja idzie w stronę znalezienia jakiegokolwiek podobieństwa do odkryć naukowych. Niestety wśród objawów choroby wysokościowej mamy obrzęk i rozedmę płuc, a więc skutek odwrotny. U ludów żyjących na dużych wysokościach, następuje zwiększenie objętości płuc często wraz z beczkowatym poszerzeniem piersi. Zatem ta interpretacja też jest bzdurą.



Niezniszczalna kość ogonowa 

  Ten "cud" jest tak kuriozalny, że przebija wszystko. Otóż w Koranie napisali, że kość ogonowa jest niezniszczalna, i islamscy naukowcy mają to potwierdzać:

Kość ogonowa, która jest ostatnią kością (kość szczątkowa) kręgosłupa, jest częścią człowieka, która nigdy nie zniknie. Nawet zakopana w ziemi nigdy nie ulegnie do końca rozkładowi.

W wielu świętych przekazach naszego Proroka Muhammeda (niech pokój będzie z Nim) jest mowa o tym, że kość ogonowa jest pierwotną częścią człowieka. W Dniu Zmartwychwstania Allah wskrzesi człowieka właśnie z tej części.
święte przekazy (Hadżis) podają:
    1) Według Abu Hourayra, Prorok (niech pokój będzie z Nim) powiedział:
„Wszystko wywodzące się od synów Adama ulegnie w ziemi rozkładowi oprócz kości ogonowej. Z niej człowiek powstał i z niej będzie wskrzeszony w Dniu Zmartwychwstania”.
Przekazane przez Al-Boukhari, Abou Dawoud, Al-Nisaali, Ibn Maajeh i Ahmeda w jego książce Il-Mosnad i przez Malek w jego książce Il-Mouwataa.
    2) Według Abu Hourayra, Prorok (niech pokój będzie z Nim) powiedział:
„Człowiek posiada kość, która w ziemi nigdy nie ulegnie rozkładowi i z której  będzie on wskrzeszony w Dniu Sądu Ostatecznego. Oni spytali Proroka: Która to kość? On odpowiedział: kość ogonowa.”
Przekazane przez Al-Boukhari, Abou Dawoud, Al-Nisaali, Ibn Maajeh i Ahmeda w jego książce Il-Mosnad i przez Malek w jego ksiązce Il-Mouwataa.
Przekazy te zawieraja jednoznaczne stwierdzenia i fakty:
  1. Człowiek powstał z kości ogonowej
  2. Kość ogonowa nigdy nie ulegnie rozkładowi
  3. Dzięki tej kości człowiek zostanie wskrzeszony w Dniu Sądu Ostatecznego[3]
Cóż. Śmiała teza, zobaczmy natomiast jak uzasadniona:


Formowanie się zarodka zaczyna się w momencie, gdy plemnik natrafi na komórkę jajową. Zapłodniona komórka jajowa zaczyna się dzielić: z jednej komórki powstają dwie, następnie cztery itd. W wyniku dalszego podziału i pomnażania się komórek powstaje tarcza zarodkowa, która posiada dwie warstwy:

1) Substancja zewnętrzna lub epiblast:
Zawiera cytotrophoblast, dzięki któremu embrion zakotwicza się w macicy, aby móc

2) Substancja wewnętrzna lub hypoblast:
Z której ukształtował się embrion w wyniku woli Allaha Wszechmocnego.
15-ego dnia pojawia się w tylnej części zarodka włókno nerwowe, które jest nazwane „włóknem pierwotnym”. Włókno to ma ostre zakończenie i pierwszy węzeł, nazwany „węzłem pierwotnym”.
Strona, po której się to włókno pojwi, jest znane jako tylna część tarczy zarodkowej. Z włókna pierwotnego i węzła pierwotnego kształtują się wszystkie organy i tkanki zarodka, czyli:

    warstwa ektodermy: tworzy skórę i układ nerwowy
    warstwa mezodermy: tworzy mięśnie gładkie układu trawiennego, serce, układ krążenia, kości, system płciowo-moczowy, tkanki podskórne, system limfatyczny, śledzionę.
    warstwa endodermy: z której kształtuje się tkanka wewnętrzna układu trawiennego, układ oddechowy, inne organy układu trawiennego, pęcherz moczowy, tarczyca i kanał słuchu.
W końcu dochodzi do cofania się włókna pierwotnego i węzła pierwotnego, który stabilizuje się na poziomie ostatniego kręgu w celu utworzenia kości ogonowej.

Wniosek: Kość ogonowa zawiera zatem włókno pierwotne i węzeł pierwotny, które są w stanie powiększać się i formować trzy warstwy, z których kształtuje się embrion: warstwa ektodermy, mezodermy i endodermy.
Na dowód ważności włókna pierwotnego w rozwoju zarodka brytyjska komisja WARNEK (odpowiedzialna za ludzkie zapłodnienie i genetykę) zakazała lekarzom i naukowcom kontynuowania doświadczeń na embrionach otrzymanych sztucznie w probówce, które już uformowały węzeł pierwotny.

2/ Mutacje embrionu jako dowód, że kość ogonowa zawiera komórki macierzyste człowieka
Po przeobrażeniu i ukształtowaniu się embrionu z włókna pierwotnego i węzła pierwotnego, które cofają się i stabilizują na poziomie ostatniej kości kręgosłupa, włókno i węzeł zachowują swoje właściwości. Jeśli uległyby one mutacji, to w tym samym czasie co embrion utworzyłby się dodatkowy guz – terakoma - który wyglądałby jak zniekształcony (wadliwy) zarodek z niektórymi całkowicie wykształconymi organami (np. zębami, włosami, rękoma i stopami z paznokciami). Jeśli chirurg otworzyłby ten guz, mógłby w nim znaleźć wszystkie te organy (istnieją zdjęcia, których nie będziemy tutaj publikować). Dzięki temu wiadomo, że kość ogonowa zawiera naprawdę komórki macierzyste.

3/ Doświadczenia Hansa Spemanna

Naukowcy odkryli, że formowanie się komórek i budowa embrionu ma swój początek we włóknie pierwotnym i węźle pierwotnym. Przed powstaniem tych części nie rozpocznie się dalszy podział komórek. Hans Spemann, niemiecki uczony, jest jednym ze znanych naukowców, którzy tego dowiedli.
W rezultacie swych eksperymentów nad włóknem i węzłem pierwotnym odkrył on, że to właśnie one determinują formowanie się zarodka i nazwał je „organizatorem pierwotnym” (Primary Organizer).
Uczony niemiecki rozpoczął swoje eksperymenty na płazach-skrzekach, biorąc w tym celu organizatora pierwotnego i przeszczepiając go do drugiego zarodka, będącego w tym samym wieku, pod warstwę epiblast (embrion był w stadium trzeciego lub czwartego tygodnia rozwoju zarodka).
To spowodowało formowanie się drugiego zarodka w „nowym środowisku” z części przeszczepionej. Ta wszczepiona część wywarła wpływ na komórki otaczające „nowego środowiska”. Tym sposobem uformował się drugi zarodek w ciele pierwszego.



4/ Komórki kości ogonowej nie mogą ulec rozkładowi ani zostać uszkodzone.

W 1931 r. zmielił Spemann organizatora pierwotnego i przeszczepił go na nowo. Fakt ten nie jmiał jednak wpływu na wynik eksperymentu, drugi zarodek znów się ukształtował.
W 1933 r. powtórzył Spemann wraz z innymi badaczami to samo doświadczenie, lecz tym razem ugotowal organizatora pierwotnego przed przeszczepieniem. Mimo tego drugi embrion się uformował. W ten sposób zostało udowodnione, że komórki te nie podlegają wpływom zewnętrznym.
W 1935 r. otrzymał Spemann nagrodę Nobla za odkrycie organizatora pierwotnego.
Podczas miesiąca Ramadan 1424/2003 wykonał Dr Othman Al Djilani i Sheik Majid Azzandani eksperyment na kości ogonowej w domu Sheik Majid Azzandani w Sanaa (Jemen).Jeden z dwóch kręgów z 5 kości ogonowych przypalano na kamieniu przez 10 minut przy użyciu płomienia gazowego do momentu, aż stały się czerwone a następnie czarne.
Potem umieszczono je w wysterylizowanych pojemnikach i oddano do najbardziej znanego laboratorium w Sanaa (Labor. El Awlaki). Dr Saleh al Olaki, profesor histologii i patologii na uniwersytecie w Sanaa dokonał badania szczątek i stwierdził, że komórki tkanek kości ogonowej nie uległy zmianom i przetrwały proces spalania. (Spaleniu uległy jedynie mięśnie, tkanki tłuszczowe i rdzeń kręgowy, podczas gdy komórki kości ogonowej zostały nienaruszone.)[3]
Długi wywód, nie ma co. Jak natomiast z weryfikacją? To "włókno pierwotne" czy raczej w polskiej literaturze "bruzda pierwotna" tworzy się w zarodku wyznaczając osiową budowę ciała. Jedna cześć zarodka uwypukla się do pustego pęcherzyka z którego powstanie łożysko a druga różnicuje tworząc ów "węzeł pierwotny" z którego powstanie cała reszta, czyli wszystkie tkanki ciała. Ale czy węzeł pierwotny to kość ogonowa?
Jeśli wszystko w embrionie powstaje z tego zgrupowania komórek, to kość ogonowa też, ale nie można powiedzieć że ów węzeł zamienia się wprost w tą kość. Bruzda pierwotna zamienia się z czasem w strunę grzbietową, cechę charakterystyczną dla strunowców, wyznaczającą główną oś ciała, jednak utożsamianie jej z kręgosłupem a jej końcówki z kości ogonową jest błędne.
To co powstaje jako struna w zarodku, ostatecznie zamienia się w jądra krążków międzykręgowych (nazywanych pospolicie dyskami, tymi od wypadania dysku). Krążki te pojawiają się między kręgami aż do kości krzyżowej, gdzie zanikają. W kości ogonowej człowieka już ich nie ma, a poszczególne kręgi są ze sobą w mniejszym lub większym stopniu zrośnięte. Same kręgi powstają z całkiem innej tkanki, z somitów powstających z mezodermy gdy struna grzbietowa już istnieje. Jeśli kość ogonowa nie zawiera krążków - pozostałości po strunie - a jej kręgi powstały z całkiem innej niż struna tkanki, to nie można jej utożsamiać z ostrą końcówką struny.       
Pierwszy argument jest zatem błędny.

Potworniaki to nowotwory powstające z linii komórek zarodkowych, które w wyniku zaburzeń próbują tworzyć jak gdyby nowy zarodek, zawierający zwykle tylko zdeformowane tkanki powstające z jednej z warstw zarodkowych. Dojrzały guz może zawierać przemieszane tkanki skóry i włosów, czasem innych organów, często zamieniając się w nowotwory złośliwe. Guzy te zazwyczaj grupują się wzdłuż linii dawnej struny pomiędzy dawnymi somitami, a więc na kości krzyżowej, guzicznej, kręgosłupie lędźwiowym, piersiowym, w śródpiersiu, otrzewnej, na szyi, w jamie nosowej, pod językiem, w szwach między kościami czaszki a czasem i w mózgu. Kość ogonowa nie jest tu zatem wyjątkiem. Jedynym co wyróżnia tą okolicę jest to, że najczęstszym umiejscowieniem potworniaka wrodzonego jest obszar między kością ogonową a krzyżową, co jednak wynika prawdopodobnie stąd, że jest to miejsce w którym ze względu na brak rdzenia kręgowego rozwój teratomy nie powoduje szybkiej śmierci płodu. Czy jednak powstawanie takiego guza w tej okolicy mówi nam coś o istnieniu komórek macierzystych w samej kości ogonowej? Jedno z drugim nie ma związku.

Doświadczenia Spermana też nie stanowią podstawy o wyróżnieniu kości ogonowej, zważywszy zresztą że utożsamianie z nią węzła pierwotnego jest błędne. Same zarodki są bardzo plastyczne jeśli chodzi o manipulacje - naukowcom udawały się już takie rzeczy jak dzielenie zarodków na połowy albo ćwiartki, i z tak powstałych części mogły potem powstawać dojrzałe organizmy, albo sklejanie dwóch zarodków do utworzenia organizmu mozajkowego.
Jeśli zaś chodzi o doświadczenie z wypalaniem kości ogonowej - "komórki tkanki kostnej" czyli osteocyty, są rozproszone w zbitej masie tworzonej przez kolagen i substancję mineralną. Jeśli wypalimy kość to po komórkach pozostaną w tej masie jamki oddające ich kształt. To zaś nie jest to samo co żywe, nienaruszone komórki.

Weryfikację praktyczną "cudu" dają nam wykopaliska archeologiczne, podczas których często znajdowane są szkielety o różnym stopniu zachowania. Gdyby kość ogonowa była niezniszczalna, powinna być najczęściej odnajdywaną pozostałością po człowieku, tymczasem w wielu przypadkach z całego szkieletu zachowują się tylko kości długie, jak kość udowa, części miednicy i czaszki. Wyjątkowo niesprzyjające dla zachowania kości są warunki bagienne - wprawdzie kwaśne, beztlenowe środowisko sprzyja zachowaniu tkanek miękkich w zaskakującym stopniu, ale zwykle towarzyszy temu zupełna degradacja szkieletu - z kością ogonową włącznie. Tutaj mamy przykład "Człowieka z Bremervörde" który utonął w bagnie w VI wieku naszej ery:
W przypadku dziewczyny z Ucher Moor zachowała się duża część szkieletu i prawie wszystkie kręgi aż do kości krzyżowej, kość ogonowa natomiast nie:
Bywało że miękkie części takich naturalnych mumii zachowywały się całkowicie, zaś szkielet w ogóle.

Takich "cudów" jest jeszcze więcej, jak choćby wzmianka o korzeniach gór która potwierdza się w budowie skorupy ziemskiej, ale już następującego potem twierdzenia że góry stabilizują ziemię i zapobiegają trzęsieniom geologia nie potwierdza (większość trzęsień w rejonach poza granicami płyt powstaje w wyniku wypiętrzania łańcuchów górskich). Fragment mówiący o tym że Bóg podtrzymuje ciągłość życia na ziemi i "wyprowadza żywe z martwego a martwe z żywego" został uznany za potwierdzenie cykli obiegu materii, choć mi brzmi raczej jak opis samorództwa. W innym miejscu opisuje się, że Allach wyznaczył los człowieka i "uczynił jego drogę łatwą " - przy czym interpretator uważa że chodzi tu o drogi rodne które są w sam raz tyle szerokie aby dziecko mogło się przecisnąć. Niestety przypadki gdy ta droga jest tak niełatwa, że konieczne jest cesarskie cięcie, znane są medycynie aż nadto.
W kilku miejscach koranu powtarza się stwierdzenie, że Bóg dał ludziom "słuch, wzrok i mózg" zawsze w tej samej kolejności. Muzułmański embriolog Keith Moore udowadniał ma łamach muzułmańskiego periodyku medycznego, że w rozwoju embriona najpierw rozwija się ucho wewnętrzne, potem zalążki oka a dopiero na końcu mózg - faktycznie, pęcherzyki uszne będące zalążkami ucha pojawiają się już u 40 dniowego embriona, choć reakcja na dźwięki pojawia się dopiero w czwartym miesiącu; tylko że zalążek mózgu pojawia się pierwszy. W trzecim tygodniu na górnej części bruzdy pierwotnej formuje się cewa nerwowa, która wygina się i rozrasta w śródmózgowie, kresomózgowie i przodomózgowie, które są już wyraźne w czwartym tygodniu. Dopiero gdy te trzy części są już wyróżnione zaczyna powstawać pęcherzyk optyczny będący zalążkiem oczu.[4]
Fragment sury opisującej zmartwychwstanie, gdzie powiedziane jest, że Bóg jest w stanie "ponownie ułożyć palec" został uznany za potwierdzenie wiedzy o unikalności odcisków palców, choć takie pojęcie nawet się tam nie pojawia. Również przenośne określenie "ciężkich chmur" zostało uzane za dowód nadnaturalej wiedzy, gdyż to że chmury zawierają setki ton wody nauka stwierdziła dopiero niedawno. Tyle że o ciężkich chmurach często mówiło się w dawnych wiekach w znaczeniu przenośnym, że są to chmury z których spadnie dużo deszczu.
 W innym miejscu Bóg tłumaczy ludziom, że wszystkie ptaki i zwierzęta tworzą społeczności podobne do ludzkich, czego potwierdzeniem mają być zwierzęta stadne i owady tworzące roje. Ponieważ zdaniem interpretatora niemożliwe jest aby dawni ludzie zauważyli, że zwierzęta żyją w stadach, a wiedza ta musiała być zesłana z nieba, co jest tak głupie że aż śmieszne O pszczołach-samotnicach nigdy nie tworzących kolonii się tu oczywiście zapomina. Gdzie indziej mówi się że Bóg kieruje wiatrami. Zdaniem interpretatora wiatry powstają w wyniku różnic temperatur, w czym częściowo ma rację, wobec czego pomiędzy biegunami a równikiem powinien stale wiać niszczycielsko silny wicher, uniemożliwiający życie. Tak się nie dzieje nie za sprawą konwekcji czy pasów atmosferycznych, tylko za sprawą miłosiernego Allaha który pokierował wiatrami.

I tak to jest z tymi dowodami - albo się coś wybiórczo interpretuje, albo doszukuje jakiegokolwiek podobieństwa do faktów, łącznie z przekręcaniem tychże faktów aby pasowały do świętego tekstu.

--------
[1] http://www.way-to-allah.com/pol/miracles/schlaf_polnisch.html
[2]http://www.way-to-allah.com/pol/miracles/hoehe_polnisch.html
[3] http://www.way-to-allah.com/pol/miracles/TheTailboneMiracle.html
[4]  http://en.wikipedia.org/wiki/Neural_development

* http://en.wikipedia.org/wiki/Bog_body

piątek, 15 lutego 2013

1928 - Meteoryt na Syberii zabił 8 osób

Chcąc być na bieżąco skomentuję wycinkiem historii najnowsze ekscytujące zdarzenia:

Spadający meteor zburzył cztery domy i zabił osiem osób

Wedle doniesień z Moskwy w jednej z osad syberyjskich spadł w ostatnich dniach
olbrzymiej wielkości meteor, który zburzył cztery domy oraz zabił osiem osób.
Jak wielką była siła spadającej gwiazdy, świadczy najlepiej fakt, iż meteor
zniszczył całkowicie dwupiętrowy budynek, zbudowany całkowicie z żelaza i betonu. W miejscu w którym meteor zarył się w ziemię powstała wielkich rozmiarów dziura, podobna zupełnie do otworu wulkanicznego.
Wśród ludności tych okolic zapanowała panika. Przerażeni mieszkańcy opuszczali domy, szukając schronienia w polu. W pierwszej chwili bowiem sądzono, że ma się do czynienia z trzęsieniem ziemi.
Oprócz osób zabitych skutkiem upadku meteora jest też wiele osób rannych.

[Gazeta Sępoleńska 22 listopada 1928 r KPBC]
Podobny, choć mniej tragiczny przypadek zdarzył się dziesięć lat wcześniej w Hiszpanii:


Olbrzymi meteor. Spadł ubiegłej niedzieli we wsi Ćubilla olbrzymi meteor, niedaleko Burgos, w Hiszpanii. Mieszkańcy wsi szli właśnie do kościoła, gdy zobaczyli na niebie ogromną kulę ognistą, która spadała ze straszliwą szybkością, poczem nastąpił gwałtowny wybuch i długim 1 głośnym grzmotem. Przerażeni włościanie myśleli, że nadszedł koniec świata 1 padli na kolana. Dom, na który spadł meteor, uległ zdruzgotaniu 1 z dwoma sąsiedniemi stanął w płomieniach. Ody włościanie ochłonęli z przerażenia, rzucili się do gaszenia pożaru. Gruzy zburzonego domu pokryte były masą żelaza krystalicznego. "Większe odłamy meteoru przesłano do muzeum w Madrycie. [Głos Warszawski Niedziela, 24 stycznia 1909 r. EBUW]

Ówczesne gazety nie raz podawały informacje o meteorytach, które swym upadkiem poczyniły wielkie szkody. W 1931 roku meteoryt miał podobno zburzyć dom leśnika w Stanach, zabijając dwie osoby, a niewiele wcześniej inny miał zrujnować magazyny pod Tromso, wywołując podobny skutek[1].

Powracając zaś do współczesności - meteoryt w okolicach Czelabińska był prawdopodobnie niewiele mniejszy od tego z roku 1908, który spadł w dorzeczu rzeki Podkamienna Tunguska, i jak się wydaje praktycznie wszystkie zniszczenia są wywołane przez falę uderzeniową po eksplozji w atmosferze a nie przez upadek szczątków na ziemię. Oprócz licznych zdjęć i filmów z ziemi, najciekawsze jest chyba zdjęcie rozbłysku uchwycone z kosmosu, przez satelitę Meteostat 10:

Prawdopodobnie odnaleziono też krater, ale ten pokazywany na zdjęciach wygląda mi za gładko:

 Wydaje się jednak, że wbrew twierdzeniom lokalnych władz, ten meteoryt nie ma związku z przelatującą dziś obok ziemi małą asteroidą. Obiekt ten nadlatuje bowiem z południa na północ, zaś meteor leciał od wschodu. Pierwsze szacunki wskazują, że prawdopodobny radiant leży w okolicach gwiazdozbioru Pegaza, a orbita ciała jest całkowicie inna niż orbita planetoidy.[2] Zatem nie jest to jej odłamek jak piszą media.

-----
[1] Pałuczanin 1931.03.08
[2]  http://kaira.sgo.fi/2013/02/are-2012-da14-and-chelyabinsk-meteor.html
http://slon.ru/fast/russia/foto-dnya-voronka-ot-chelyabinskogo-meteorita-909960.xhtml