Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lubelskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lubelskie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 15 lipca 2017

1894 - Śmiercionośne gradobicie

O klęsce gradowej i jej skutkach donoszą archiwalne gazety:

Klęska gradowa.
W niedzielę 15-go lipca wielka klęska spadła na znaczną część kraju naszego. Mocno ona dotknęła bardzo wielu gospodarzy rolnych w powiatach: zamojskim, hrubieszowskim, a po części w krasnostawskim i chełmskim, gubernji Lubelskiej. Wszyscy cieszyli się z pięknego urodzaju, rozpoczęto już żyto zbierać. Aż tu w ową niedzielę po południu przychodzi straszna burza z gradem, jakiego i starzy ludzie tam nie pamiętają. Zboża na polach, warzywa w ogrodach zostały poniszczone, drzewa po lasach, sadach i ogrodach połamane lub powywracane, domy podziurawione, niektóre budowle zniesione, zwierzęta pobite, wreszcie ludzi sporo poranionych, a nawet i zabitych.

Oto co piszą o téj burzy z różnych nawiedzonych przez nią miejscowości:
W mieście Zamościu grad zaczął padać o godzinie 3-ciéj i trwał 15 minut. Były to wielkie kawały lodu, ważące od 7 łutów do jednego funta. Zdawało się, jakby z armat w miasto walą. Ludzie pozamykali sklepy i domy, i kryli się w głębi mieszkań. Na rynku grad zabił jadącego woźnicę i trzy konie. Szyby w domach od zachodniéj strony potłukł, tynk z murów poobijał, a drzewa w ogrodach z gałęzi ogołocił. Deszcz ulewny padał do godziny 5-éj, a woda przez podziurawione dachy wdzierała się do mieszkań. O godzinie 7-éj zaświeciło słońce, ale nocą od godz. 2-giéj znowu nastała ulewa.

We wsi Wielączy zostało zabitych dwoje dzieci. Padło też mnóstwo drobiu i psów. W Deszkowicach, w gminie Nieliszu, odbywał się tego dnia przegląd i spis koni. Mnóstwo więc było zebranego ludu. Gdy nastała burza, zrobił się wielki popłoch. Konie się rozbiegały. Ludzie chowali się pod wozy
Czterech włościan i 11 koni padło trupem od gradu. (...)*
 W tym czasie łut to około 12,5 grama, natomiast funt 0,4-0,5 kg, przyjmując podane, pewnie szacunkowe masy, odpowiadałoby to gradowi od 2,5 cm do 4,5 cm. Grad tej wielkości czasem się zdarza, ale rzadko się słyszy aby kogoś poranił, widocznie teraz łatwiej jest się chować, bo ludzie jeżdżą samochodami a nie odkrytymi wozami.
 ---------------------
[1]  Gazeta Świąteczna 29 lipca 1894 EBUW

piątek, 5 czerwca 2015

1892 - Trąba powietrzna koło Włodawy

A oto i kolejny przykład gwałtownych przejawów polskiego klimatu:

Trąba powietrzna. Mieszkańcy wsi Petryłowa w powiecie Chełmskim, gubernji Lubelskiej, oglądali w dzień Zielonych Świątek niezwykłe zjawisko. Była to trąba powietrzna, która nawiedza zwykle kraje gorące, położone w blizkości równika,
ale u nas i wszędzie, gdzei powietrze jest umiarkowane, nadzwyczaj rzadko daje się widzieć. Włościanie wracając z nabożeństwa zobaczyli nad wsią jakby ogromny słup dymu i pobiegli na ratunek, myśląc, że ogień ogarnął chyba wszystkie zagrody. Zbliżając się jednak zobaczyli, że to nie był dym, tylko ciemna, prawie czarna chmura, z któréj spływał jakby ognisty
strumień błyskawic. Następnie środek chmury zaczął się upuszczać i zwisł niby słup ku ziemi. Słup ten stawał się coraz
grubszy, aż w końcu mógł mieć ze cztery sążnie średnicy. Czas jakiś stał on w miejscu, potém zaczął się kręcić i posuwać ku
wsi; ale zmienił kierunek i zwróciwszy się w bok, znikł zwolna z przed oczu patrzących. Po przejściu trąby ziemia była jakby skopana, a najgrubsze drzewa leżały powyrywane z korzeniami. Po chwili spadł obfity deszcz, a miejscami grad niesłychanéj wielkości.

[Gazeta Świąteczna 26 czerwca 1892 roku, WBC]
Petryłów to mała wieś w województwie Lubelskim, na południowy zachód od Włodawy. Opis jest wystarczająco jednoznaczny aby móc potwierdzić trąbę powietrzną. Mieszkańcy mieli szczęście, że wir ominął wieś.

Zielone Świątki są świętem ruchomym obchodzonym 50 dni po Wielkanocy, i w roku 1892 wypadały 5 czerwca.

niedziela, 24 czerwca 2012

1997 - Huragan na wschodzie

Rok 1997 zapisał się w annałach polskiej meteorologii jako wyjątkowo obfitujący w groźne zjawiska. Już tragiczna wichura w Wielkanoc*, która wyrządziła dużo strat na terenie całego kraju stanowiła preludium ciągu dalszych nie mniej groźnych anomalii, których kulminacją była lipcowa powódź nazwana, nie całkiem przesadnie, Tysiącletnią. Ogrom strat jaki spowodowała przesłonił jednak zdarzenie jakie miało miejsce tuż przed nią, będące wydarzeniem bez precedensu.

Huragan
Poniedziałek, 23 czerwca był w regionie Zamojskim dniem parnym. Wyraźnie zbierało się na burzę, nie zapowiadano jednak niczego groźnego, toteż nikt się tym nie przejmował. Po południu, około 15 na zachodzie pojawiła się szybko zbliżająca ciemna chmura. Świadkowie mówili potem o siwej ścianie deszczu od strony której dobiegał szum i grzmoty. A potem nie było nic widać. Następne minuty wypełniał huk potężnego wichru, łoskot walących się dachów i trzask łamanych drzew. A gdy kataklizm przeszedł i skuleni w domach mieszkańcy wyszli na zewnątrz, nie poznali swej okolicy. Kwadrans silnego wiatru wystarczał aby zerwać w wioskach większość dachów na domach i innych budynkach, zawalić stodoły i obory, wyłamać rozległe płaty lasu. W wielu miejscowościach uszkodzeniu uległy wszystkie budynki. Również rozległość kataklizmu była porażająca. Dotknął praktycznie cały powiat Tomaszowski i część Zamojskiego i Hrubieszowskiego. Jak się doliczono całkowitemu zniszczeniu uległo 33 domy mieszkalne i 45 innych budynków, uszkodzeniu zaś blisko 2 tysiące domów i 3,5 tysiąca innych budynków. Największe straty poniosły gminy Łaszczów i Mircze (po 1800 budynków). W większości były to zerwania, całkowite lub częściowe dachów, czasem przewracane były kominy i ściany szczytowe, które upadając na strop uszkadzały go. W szkole podstawowej w Łaszczowie przewrócony komin kotłowni uszkodził ścianę i przebił dwa stropy, na szczęście dzieci nie miały tam wówczas zajęć. W Nobrożu wiatr wybył witraż w rozecie, poważnie uszkodził organy, przekrzywił sygnaturkę i naderwał dach, tam też uszkodzona została strażnica OSP. Odłamki eternitowych płyt wbijały się w ściany, blachy znajdowano kilkaset metrów od domów.  Zdarzało się, że po zniszczeniu stodoły, wicher wypychał traktory na odległość kilkudziesięciu metrów.[1]
Ponadto zniszczeniu uległo 8 tysięcy hektarów lasu, głównie w nadleśnictwach Tomaszów i Mircze.[2] Zatarasowane drzewa utrudniały komunikację. Z powodu złamania kilkuset słupów, w wielu miejscach nie było prądu jeszcze tydzień po zdarzeniu.

Co zaskakujące mimo tak rozległych strat, do szpitali trafia tylko 7 ciężej rannych osób. Koło Łaszczowa ginie mężczyzna przygnieciony przewróconym drzewem. Zaledwie dzień wcześniej odbywał się tam festyn na którym bawiły się setki osób.

Kataklizm za granicą
Wichura jaka przeszła wówczas nad tym skrawkiem Polski była zaledwie odpryskiem większej, jaka dała się we znaki na Białorusi i Ukrainie.
Wedle podawanych informacji na Białorusi prędkość wiatru dochodziła do 32 m/s, uszkodzeniu uległo tam 7200 domów, zginęło 5 osób a 50 zostało rannych.[3][5] Straty dotyczyły głównie obwodu Brzeskiego, w regionach Iwanowskim, Iwacewiczowskim i Hancewiczowskim oraz w obwodzie Mińskim w okolicach Nieświeża, Klecka, Kopyla i Wołożyna. W samym Mińsku połamane zostały drzewa w parkach i rannych 9 osób.[4] 200 miejscowości pozbawionych było prądu. Straty sięgające 150 mln dolarów spowodowały, że Łukaszenko zwrócił się do międzynarodowych organizacji o pomoc finansową
 
Zniszczenia w obwodzie Mińskim

Na terenie Ukrainy uszkodzonych zostało 3500 domów (wraz budynkami gospodarskimi 11 tysięcy[6]), zginęło 11 osób a 90 zostało rannych. Wiatr dochodził w porywach do 50m/s[7] Huragan dotknął głównie Wołyń

Jeśli zatem traktować ten kataklizm łącznie, to zginęło w nim 17 osób zaś uszkodzonych zostało 15 tysięcy budynków. Była to zatem najgorsza wichura w europie środkowej w ostatnich dekadach, nie związana z orkanem. Zbliżoną wielkość zniszczeń w kraju miała dopiero wichura z 20 maja 1960 połączona z kilkoma trąbami powietrznymi.

Wichura? Trąba?
Opisy na jakie się natknąłem były dosyć skromne. Dziennik Wschodni ledwie o tym wspomniał, podobnie Kurier Lubelski, szersze artykuły opublikować dopiero Tygodnik Zamojski. Mam wrażenie że media wciąż jeszcze żyły wizytą papieża i mało się zaprzątały innymi, lokalnymi sprawami. Rozległość zjawiska jest oczywiście zbyt duża aby mogła je wywołać trąba powietrzna, ale niewykluczone że mogła się taka tam uformować w którymś z miejsc. Pewna kobieta w Podhajcach opisywała że gdy burza zaskoczyła ją na polu w trakcie pielenia, zaczęła uciekać w stronę domu i w pewnej chwili wiatr przeniósł ją na drugą stronę drogi, dobrych 40 metrów - kto wie czy aby sprawcą nie było jakieś chwilowe zawirowanie. W tej samej wsi wiatr przepchnął traktor na kilkadziesiąt metrów.
Co prawda znalazłem ówczesne mapy pogodowe ale nie umiem ich czytać, w każdym razie kontrast temperatur i ciśnień w tamtej okolicy nie wyglądał na jakoś szczególnie wielki, mimo to doszło do utworzenia linii burz generujących silny szkwał. Niewykluczone ze powstało tam bow echo, to jest łukowate wybrzuszenie linii burz, wywołujące bardzo silne podmuchy - tak to jak sądzę miało miejsce w zeszłym roku w Opoczyńskim, gdzie porwało tunele foliowe i uszkodziło wiele domów.
Jeśli próbować zbadać rozkład strat, to można zauważyć że choć duże zniszczenia stwierdzono w obwodzie Brzeskim, to nie dotyczyły samego Brześcia i nie dotarły do Polski. Na Ukrainie dotknęły okolice Kowla. Zatem pas burz musiał przebiegać ukośnie z południowego zachodu w Polsce na północny wschód na Białorusi, gdzie straty są szczególnie rozległe.

------

* chodzi o wichurę z 23 marca, która zabiła 11 osób
[1] Tygodnik Zamojski, 25 czerwca i 2 lipca 1997
[2] http://www.lublin.lasy.gov.pl/web/tomaszow/hodowla
[3] http://www.stolin.biz/arch_news_2008_07.htm
[4] http://www.belarus.net/minsk_ev/97/russia/n7/uragan25.htm
[5] http://reliefweb.int/node/31244
[6] http://reliefweb.int/node/31329
[7] http://pulib.if.ua/part/9535

piątek, 15 lipca 2011

Trąba powietrzna w Lublinie 22 czerwca 1996 roku


Lubelszczyzna należy do niespokojnych meteorologicznie terenów kraju Średnia liczba dni z burzą na tym terenie waha się między 25 a 30 dniami[1].
Gdyby prześledzić historię tego regionu, to okaże się, że trąby powietrzne pojawiały się tam stosunkowo często. W ostatnich latach dały o sobie znać w 2007 roku na pojezierzu Łęczyńsko-Włodawskim, gdzie na szczęście więcej przyniosły strachu niż szkód. Rok wcześniej zniszczyły ponad sto budynków w gminie Zakrzówek. We wcześniejszych latach sporadycznie dotykały pojedyncze miejscowości, nie wywołując większego rozgłosu.
Jednak zdecydowanie najsilniejszym, a przy tym równocześnie najsłynniejszym pozostaje tornado, które przetoczyło się przez centrum Lublina 20 lipca 1931 roku. Jest to przypadek najbardziej znany dzięki narosłej wokół niego legendzie, ale zarazem paradoksalnie bardzo mało poznany, gdyż wszystkie oryginalne źródła wiedzy o nim, znajdują się w archiwach. Zatem poza ogólnikowym opisem, podawanym przez IMGW w oficjalnych opracowaniach, i wieści, że było to najsilniejsze tornado na świecie, niewiele faktów na jego temat jest szerzej znanych.
Zajmę się tym tematem na swym blogu, starając się w kilku artykułach przedstawić to, czego udało mi się o nim dowiedzieć, zanim jednak się za to zabiorę, chciałbym przypomnieć przypadek zupełnie dziś zapomniany.

Wydaje się, że nawet lublinianie nie bardzo pamiętają co takiego zdarzyło się pod koniec czerwca roku 1996. W końcu zniszczenia nie były wielkie, a samo zjawisko pojawiło się na obrzeżach miasta i wielu mogło go nie widzieć. Nie są tu zresztą wyjątkiem - zapewne wielu białostocczan nie pamięta, że w latach osiemdziesiątych silna trąba przeszła przez osiedle Dojlidy, podobnie jak rzeszowianie sądzą, że to co w latach 60. zniszczyło kościół na Staromieściu było tylko burzą z huraganowym wiatrem. A cóż takiego miało miejsce?

Dzień ten był z pewnością bardzo parny i gorący, dlatego nikt nie przejmował się kolejną burzą, krótko po godzinie piętnastej nadchodzącą nad miasto, ani tym, że ciemna chmura wisi nad ziemią wyjątkowo nisko. Dopiero głośny szum i trzask łamanych drzew zwrócił uwagę na to, co rozpętało się nad lasem Stary Gaj.
Szary lej zwisający z chmur, otoczony wysokim na sto metrów tumanem łamał drzewa i przenosił je na znaczne odległości. Jeden z poszkodowanych opisywał:
"Huk, szum, trzask łamanych drzew. 15-letnie jabłonki w ogrodzie fruwały z korzeniami kilka metrów nad ziemią. Potem trąba opanowała chałupę. Gdybyśmy do piwnicy się nie skryli, pewnie sufit runąłby prosto na nasze głowy. Dach naszego domu znaleźliśmy półtora kilometra dalej"[2]
Trąba połamała 2,5 ha lasu w pasie 1,5 kilometra długim, po czym wypadła z niego znosząc altanki na ogródkach działkowych, wreszcie dotarła w okolicę ulicy Janowskiej. W kilka sekund rozniosła drewniane stodoły, zerwała linie elektryczną, i poważnie uszkodziła domy w 15 gospodarstwach. W kilku przypadkach oprócz zerwania dachów naruszona została konstrukcja budynków. Drewniana kuźnia została całkowicie zniesiona[3] Na jednym z podwórzy wylądowała sosna przyniesiona z odległego o pół kilometra lasu. Jedna z osób opisywała wir powietrza w kształcie leja, wysoki na 100 metrów i szeroki na 200 - choć można sądzić, że taką szerokość miał raczej tuman wzniesionego kurzu, gdyż bezpośrednio poszkodowani mówili o "walcu wirującego powietrza" o średnicy 20-30 metrów.

Próbowałem odtworzyć na tej podstawie przypuszczalną trasę leja, lecz informacje jakie znalazłem, okazały się niewystarczające. Ulica Janowska jest dość długa, i ciągnie się obok lasu na całym odcinku, zaś ogrody działkowe w tej okolicy są dwa - POD Słoneczna leży na południe od ulicy Rąblowskiej, zaś zakładowe ogrody działkowe "Stary gaj" leżą gdzieś przy ulicy o tej samej nazwie. Ponieważ jednak, aby poczynić szkody na tych pierwszych, trąba musiałaby przejść przez nie wymieniane w źródłach ulice Lipską i Tęczową sądzę, że szkody dotyczą raczej tych drugich, a zatem uszkodzone domy leżały na początku ulicy, w okolicy bocznej Parczewskiej. Sytuację geograficzną niech objaśni ta mapka:

Jak widać wir musiał zaniknąć zaraz po minięciu pierwszych domów, bo w przeciwnym wypadku, wpadłby między domy na Romera i tereny należące do kolei, a opisów strat w tych miejscach nie znalazłem.

Trudno mi na podstawie takich opisów ocenić siłę tornada. Łowcom burz padł serwer, więc nie mam jak się spytać. Sądzę, że dałoby się przypisać jej siłę między F1 a F2.

W Dzienniku wschodnim z 25 czerwca pojawiła się informacja, że tego samego dnia co w Lublinie, trąba pojawiła się w okolicy Łęcznej. "Wir powietrzny" miał uszkodzić 8 gospodarstw w Łuszczanie, Trębaczewie i Kolonii Witanów, w tym jeden dom w stopniu znacznym. Na załączonym do artykułu zdjęciu, którego niestety nie mogłem skopiować, widać było ceglany budynek z zerwanym dachem i uszkodzoną ścianą szczytową. Byłoby to bardzo ciekawe, bo również w 1931 roku obok Lublina inna trąba (nazywana huraganem) pojawiła się pod Lubartowem. Niejako zatem historia się powtórzyła.
---------
Źródła:
[1] Atlas klimatu Polski pod redakcją Haliny Lorenc, Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej. Warszawa 2005

[2] Gazeta Wyborcza nr. 145, 24 czerwca 1996
[3] Dziennik Wschodni, 24-25 czerwca 1996
Oparłem się też na archiwalnej kopii strony osiedla Czuby, gdzie podawano dane co do szkód w lesie - dziś niestety nie dostępna