Pokazywanie postów oznaczonych etykietą błędy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą błędy. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 28 listopada 2017

Historia pewnej pomyłki, czyli ile rogów ma nosorożec?

W ramach ciekawostki opiszę krótko taką rzecz - dawne europejskie przedstawienia nosorożca. W roku 1515 jeden osobnik nosorożca indyjskiego został sprowadzony do Portugalii jako niebywała ciekawostka. Nigdy wcześniej w Europie nie widziano takiego zwierzęcia. Ówcześnie panujący król Manuel I postanowił wysłać nosorożca do Rzymu jako dar dla papieża. Niestety po drodze statek rozbił się podczas burzy a nosorożec utonął. Zanim jednak do tego doszło pewien przyrodnik przebywający na portugalskim dworze wykonał szkic zwierzęcia. Szkic i opis wyglądu przesłany listem wykorzystał niemiecki malarz Albreht Dürer i wykonał drzeworyt mający wiernie przekazywać wygląd zwierzęcia:


Pofałdowaną skórę na grzbiecie przedstawił jako pancerz podobny do zbroi płytowej, nawet z zauważalnym zwisającym ryngrafem u szyi oraz dodał zwierzęciu dodatkowy, skręcony róg na grzbiecie, nawiązujący zapewne do kształtu spiralnych rogów jednorożców w dawnych wyobrażeniach. Na narysowanym pierwotnie rysunku piórkiem ten szczegół był mniej wydatny. Było to o tyle ciekawe, że inny grafik opierający się na tych samych informacjach narysował jednorożca bez dodatkowego rogu, ale za to z grzywą na grzbiecie.

Przez następne dwa wieki europejscy przyrodnicy opierali swoje wyobrażenia na tym drzeworycie, sądząc chyba, że Dürer widział zwierzę naocznie. Sposób w jaki kolejne osoby przedstawiały nosorożca, przypominał trochę zabawę w głuchy telefon - grzbiet coraz bardziej przypominał płytowy pancerz zbroi a dodatkowy róg na karku rósł i stawał się większy od tego na nosie. Tutaj nosorożec na emblemacie Medyceuszy:

 Tutaj Grotta deli Animali z ok. 1530 roku:

 Porcelanowa figurka wykonana w Messynie ok. 1730:

 Kolejni artyści tworzyli swoje kopie, dodając szczegóły i kolory. Na przykład takie przedstawienie na gobelinie z Kronenbergu gdzie pancerz wygląda na metalowy:


bajecznie kolorowa wersja Aldrovandiego:





Europejskie wyobrażenia bazowały na Dürerze aż do końca XVIII wieku, do czasu gdy jeden osobnik został sprowadzony do Włoch. Młoda samica imieniem Klara przewędrowała dosłownie całą Europę, będąc pokazywaną w wielu miastach (dwa razy była we Wrocławiu). Po takim pokazie trudno było wierzyć przestarzałym wizerunkom.

Jak bardzo wyobrażenie Dürera oddziaływało na percepcję, pokazuje przykład Andreasa Morelliusa który opisywał w swoim dziele starożytne monety. W wydaniu z 1750 roku pewne rzymskie monety z wizerunkiem nosorożca narysował tak:

 Oryginalne monety z około 80 r. n.e.  wyglądały tak:

 Historyk uznał, że monety są niewyraźne, więc rysując rewers uzupełnił szczegóły opierając się na wyobrażeniu Dürera - i dodał nieistniejący róg na grzbiecie.

-------
* https://en.wikipedia.org/wiki/D%C3%BCrer%27s_Rhinoceros

piątek, 29 maja 2015

Błędy astronomów

Kuriozalne pomyłki, źle postawione przecinki...

Planetoida której nie było
2 lutego 1892 roku Max Wolf, niemiecki astronom znany z wielu odkryć asteroid, zaobserwował obiekt, który wstępnie oznakował jako 330 Adalbertia. Wolf fotografował wybrane fragmenty nieba i porównywał ich wygląd z mapami. Dzięki tej metodzie odkrył ponad 200 asteroid i kilka komet.
Z tamtym obiektem był jednak ten problem, że kolejni obserwatorzy nie mogli odnaleźć asteroidy, wyglądało zatem na to, że był to kolejny przypadek zagubionej asteroidy, to jest takiej, której jasność bądź zbyt słabo poznana  orbita nie pozwoliły na ponowne obserwacje.
Dopiero sto lat później podczas dokładnego przeglądu materiałów astronoma i porównaniu ze znanymi danymi, wyszło na jaw, że doszło do gigantycznej pomyłki. Obiekt który odkrył Wolf był zwykłą gwiazdą, nie było żadnej asteroidy.[1]
Nazwa i cyfrowe oznaczenie zostały więc wykorzystane do nazwania innej asteroidy odkrytej przez Wolfa w 1902 roku.


Gwiazdy które nie były zmienne
W połowie lat dwudziestych astronom Ceraski porównywał z nowszymi danymi stare klisze z obrazami nieba naświetlonymi w moskiewskim obserwatorium jeszcze w czasie I wojny światowej. Mierząc jasności poszczególnych gwiazd i porównując ich położenie z nowszymi danymi, zauważył iż pewna gwiazdka w gwiazdozbiorze Lwa, która zwykle miała jasność na samej granicy uchwytności dla użytego aparatu, na kliszy z dnia 25 marca 1917 roku niespodziewanie zwiększyła swoją jasność o kilka wielkości. Ponieważ jednak późniejsze obserwacje wykazały że gwiazda znów świeci tym samym blaskiem co poprzednio, uznano że nagłe pojaśnienie było związane z wybuchem, a samą gwiazdę sklasyfikowano jako zmienną kataklizmiczną.
Dopiero w 1995 roku stwierdzono, że przed laty doszło do pomyłki - za gwiazdę wzięto obiekt znajdujący się obok, była to planetoida Flora kilka dni po opozycji. W czasie kolejnych obserwacji planetoida odsunęła się od tamtego miejsca, a obserwatorzy znaleźli tam jedynie niezmienną gwiazdę. Wprawdzie między położeniem gwiazdki a jaśniejszego obiektu była pewna rozbieżność, ale Ceraski uznał że poprzednicy popełnili błąd wyznaczenia pozycji gwiazdy.[2]
Identyczna pomyłka zdarzyła się w 1934 roku, gdy w podobnych okolicznościach zaobserwowano i sklasyfikowano gwiazdę wybuchową CV Aquari, która ostatecznie okazała się planetoidą Europa.

Planetoidy odkryte dwa razy
W czasach gdy nie było jeszcze komputerowych baz danych z możliwością szybkiego wyszukiwania, badacze asteroid musieli opierać się tylko na papierowych spisach znanych, odkrytych obiektów o wyznaczonej orbicie.
I zdarzały się w związku z tym błędy.

W 1904 roku Wolf odkrył planetoidę oznaczoną jako 525 Adelajda. W 1930 roku odkryto obiekt nazwany 1171 Rusthawela. Dopiero w latach 50. zorientowano się, że to jeden i ten sam obiekt. Spór co do nazwy rozwiązano w ten sposób, że pozostawiono nowsza nazwę a starą wykorzystano do nazwania innej planetoidy[3]. Identycznie postąpiono w przypadku planetoid 787-Moskva/1317 Silvretta; 1095 Tulipa/1449 Virtanen; 864 Aase/1078 Menthia i 715 Transvaalia/933 Susi.

Planetoida która straciła dobre imię
21 października 1928 roku chiński astronom odkrył planetoidę oznaczoną patriotycznie 1125 China. Potem nie udało się jej odnaleźć więc uznano, że to kolejna zgubiona planetka. W 1957 roku odkryto kolejny obiekt o tymczasowym oznaczeniu 1957 ONZ1. Wstępne wyliczenia orbity wskazywały na to, że jest to tamta zaginiona planetoida, toteż obiekt o lepiej opisanej orbicie nazwano w ten sposób.
Jednak w 1987 roku odkryto kolejny obiekt, zaś po przekopaniu baz danych i wykonaniu symulacji okazało się, że na pewno jest to tamta, chińska planetoida z 1928 - zaś ta z lat 50. miała źle wyliczoną orbitę i błędnie uznano, że jest to odnalezienie zagubionego obiektu.
Przeprawianie nazwy uznano chyba za zbytnią komplikację, dlatego obiekt z 1957 roku pozostał przy błędnie przypisanej nazwie China, zaś teraz już na pewno ponownie odnaleziony obiekt z lat 20. nazwano 3789 ZhongGuo.[4] Nazwa to transliteracja nazwy Chin w dialekcie mandaryńskim.


Galaktyka zdublowana
Gdy w XIX wieku astronom John Dryer przygotowywał swój Nowy Generalny Katalog zbierający informacje o znanych galaktykach i gromadach gwiazd, posługiwał się głównie zapisami innych obserwatorów, donoszących o wykryciu nowego obiektu. Niestety, bywało że zapisy te były błędne, co prowadziło do zabawnych pomyłek. Tak było z galaktyką wpisaną na listę jako NGC 20 - jako pierwszy opisał ją R. J. Mithell. Trzydzieści lat później ponownie odkrył ją Swift, jednak ustalając jej pozycję na niebie, popełnił błąd i przypisał jej położenie bliskie, lecz różne niż rzeczywiste.
Opierający się na różnych doniesieniach Dryer nie miał jak tego zweryfikować, dlatego ta sama galaktyka pojawia się na liście dwa razy, jako NGC 20 i NGC 6.

--------
[1] West, R, Madsen, C and Schmadel, L: "On the Reality of Minor Planet (330) Adalberta", Astronomy and Astrophysics 110, 1982.
[2]  Schmadel, L. D., Schmeer, P., & Börngen, F., TU Leonis = (8) Flora: the non-existence of a U Geminorum star, Astronomy and Astrophysics 312, 496
[3]  http://pl.wikipedia.org/wiki/%28525%29_Adelaide
[4] http://ssd.jpl.nasa.gov/sbdb.cgi?sstr=3789+Zhongguo

piątek, 6 marca 2015

Kiedy zmienia się statystyka a nie zmienia się świat.

Ach te statystyki...

Zbiór liczb opisujących zachodzące zjawiska i mający pomóc w ich ogarnięciu i zrozumieniu. Zawierzamy im mając nadzieję, że przystają do rzeczywistości - i czasem prowadzi nas to na manowce.

Na początku zeszłego roku polskie media obiegła wiadomość: "Coraz więcej Polaków popełnia samobójstwa!". Ze statystyk udostępnianych przez Policję wynikało, że w roku 2013 samobójstwo skutecznie popełniło 6 tysięcy osób, co w porównaniu z 2012 rokiem w którym zanotowano ich o 2 tysiące mniej, stanowiło wyraźny i zastanawiający wzrost. Wzrost, który skłaniał do szukania przyczyn - do czego zaraz ochoczo wzięły się media.

Wedle prof. Marii Jarosz, poproszoną o komentarz przez Na Temat, ten nagły wzrost to oznaka coraz gorszej kondycji społeczeństwa, związanej także z kryzysem finansowym[1]. Wszakże - zauważa w pewnym momencie - liczba samobójstw wzrasta od roku 2009 czyli od początku kryzysu.. Wywiad ma jednak charakter rozważań bardziej ogólnych na temat zjawiska, a nie ma temat wzrostu w tym konkretnym roku.
Gazeta Wyborcza z kolei koncentrowała się na przewadze mężczyzn wśród samobójców, uważając to za wynik presji wizerunku "twardego faceta" który nie okazuje uczuć[2].
Najwyższy Czas uważa że to wina Tuska, bo jesli sięgnąć jeszcze dalej, do 2007 roku, to od tego czasu przyrost wynosi 50%! [3] Podobne przyczyny - złe rządy i długi (oraz wizyty komorników) widzą w tym przypadku inne portale.[4] Niekiedy wskazuje się, że mogą być to statystyki i tak zaniżone, bowiem dane publikowane przez policję dotyczą tylko potwierdzonych samobójstw.
Co więcej - pewne informacje wskazują że w roku 2014 samobójstw było jeszcze więcej.[5] Dane te nie zostały jeszcze opublikowane, ale gdy tak się stanie, z pewnością alarmistyczne głosy powrócą.

Skąd ten nagły wzrost? Ja gdy usłyszałem niedawno o tej sprawie, zaciekawiłem się przede wszystkim kwestią - skąd te dane. Źródłem są tu statystyki publikowane przez komendę główną Policji, a konkretnie tabela podsumowująca dotychczasowe raporty.[6]

LICZBA ZAMACHÓW SAMOBÓJCZYCH ZAKOŃCZONYCH ZGONEM
ROK OGÓŁEM MĘŻCZYŹNI KOBIETY
2013 6.101* 5.196 904
2012 4.177 3.569 508
2011 3.839 3.294 545
2010 4.087 3.517 570
2009 4.384 3.739 645
2008 3.964 3.333 631
2007 3.530 2.924 606
2006 4.090 3.444 646
2005 4.621 3.885 736
2004 4.893 4.104 789
2003 4.634 3.890 744
2002 5.100 4.215 885
2001 4.971 4.184 787
2000 4.947 4.090 857
1999 4.695 3.967 728
1998 5.502 4.591 911
1997 5.614 4.622 992
1996 5.334 4.392 942
1995 5.485 4.465 1.020
1994 5.538 4.541 997
1993 5.569 4.519 1.050
1992 5.453 4.426 1.027
1991 4.159 3.388 771
*- w 1 przypadku brak danych ze względu na płeć

Liczby wyglądają przerażająco. Zarazem jednak przyglądając się im, trudno nie zauważyć, jak pewne wymienione wcześniej tezy o wzrostach i spadkach nie zupełnie stosują się do tych danych. Przykładowo trudno mówić o "wzroście od 2009 roku" w sytuacji gdy zmienność liczb w obrębie kolejnych lat jest dosyć duża - między 2009 a 2010 spadek o 400, potem spadek o 200 mimo że to środek kryzysu; potem wzrost o 350 i gdyby nie ten skok na końcu, trend byłby raczej spadkowy. Jeszcze dziwniej wygląda teza "wzrostu samobójstw od rządów Tuska" bo w roku 2007 w którym wygrał wybory, samobójstw było o 500 mniej niż w roku, w którym rządził jego antagonista.

Ale nie takie kwestie sprawiły, że napisałem ten artykuł - powodem była inna rzecz, którą zrobiłem, gdy już odpowiedziałem sobie na pytanie o źródło danych. Popatrzyłem na tabelkę na stronie policji i zastanowiłem się - a czy na pewno nie zmieniła się metoda statystyczna? Po czym zrobiłem coś na co nie wpadł ani jeden dziennikarz - kliknąłem na link do raportu podsumowującego ten tragiczny rok 2013.
A tam przeczytałem:
Od 2013 roku zmienił się sposób gromadzenia i generowania danych statystycznych dotyczących zamachów samobójczych. Wcześniej dane do systemu wprowadzane były po przeprowadzeniu i zakończeniu postępowania: sprawdzającego* lub przygotowawczego. Obecnie wprowadzane są bezpośrednio po wydarzeniu jeżeli z okoliczności wynika, że doszło do zamachu samobójczego. System pozwala na modyfikację danych jeżeli okaże się, że nie był to zamach samobójczy.[7]
Teraz rozumiecie?

W poprzednich latach w tabelce zapisywano tylko dane dotyczące samobójstw potwierdzonych w dochodzeniu. Jeśli dany przypadek uznano za wypadek, morderstwo lub zgon naturalny, lub też nie było możliwe ustalenie jego natury, to w tabelce się nie pojawiał. Podobnie było z przypadkami dla których śledztwo dało wyniki w innym roku niż rok popełnienia.
W roku 2013 do statystyk wliczono wszystkie sprawy, dla których przyjęto samobójstwo wstępnie - także te które potem mogły mieć jednak inne przyczyny. Brak odrzucenia wątpliwych spraw spowodował gwałtowny i skokowy wzrost liczb w statystykach. I to była przyczyna.

W takiej sytuacji, gdy już znamy główną przyczynę, nasuwają się dosyć oczywiste wnioski - po pierwsze dziennikarze powinni zacząć dokładniej weryfikować informacje, bo to że na głównej stronie statystyk jest tabela, nie oznacza że nie warto zajrzeć w poszczególne dokumenty. Jeśli tego nie zrobią, to daję głowę, że w  marcu wraz z publikacją kolejnych statystyk sprawa wybuchnie ponownie.
Po drugie panowie policjanci zajmujący się statystykami powinni się nauczyć dokładniej objaśniać wprowadzane zmiany, w tym także na głównej stronie. I ewentualnie prostować błędne rozumienie statystyk w mediach.
Po trzecie wypadałoby dodać teraz do tabeli trzecią kolumnę i podać w niej dane zgodne ze starym sposobem podliczania samobójstw, bo w obecnej sytuacji gdy zmieniło się naliczanie, nowych danych nie ma jak porównać ze starymi i tym samym sprawdzić jak się one rzeczywiście zmieniły, i czy nastąpił rzeczywisty wzrost w porównaniu z poprzednimi latami, czy nie.
Takie dobre rozwiązanie stosuje GIS w raportach na temat niepożądanych odczynów poszczepiennych. Od kilku lat zmienił się sposób klasyfikowania stopnia ciężkości objawów - w starym używanym w Polsce, za ciężki uznawano objaw skutkujący hospitalizacją dłuższą niż 1 dzień, wedle norm WHO jest to każdy skutkujący obecnością w szpitalu, nawet jeśli pacjent był tam tylko na badaniu. Ta różnica daje ok. 20% więcej powikłań ciężkich i wynika tylko ze zmiany sposobu naliczania. Aby moc porównywać stare dane z nowymi, służba zdrowia zlicza powikłania na dwa sposoby, podając liczby zarówno wedle nowego i starego sposobu. O czymś takim właśnie powinni pomyśleć policyjni statystycy.

A po czwarte... Jak zobaczyłem, że to co ja spostrzegłem na początku, umknęło tym wszystkim dziennikarzom snującym rozważania na temat nagłego wzrostu, to nie wyobrażacie sobie jak mi się zrobiło ciepło na ego...
--------------
[1] http://natemat.pl/35151,wzrost-samobojstw-mamy-tak-wysoki-jak-w-grecji-zycie-odbiera-sobie-ponad-6-tys-osob-rocznie
[1] http://wyborcza.pl/1,75478,15713588,2013__rekord_samobojstw__Mezczyzni_pod_presja.html
[3] http://nczas.com/wiadomosci/polska/drastyczny-wzrost-liczby-samobojstw-za-tuska/
[4] https://www.eurogospodarka.eu/jezeli-liczba-samobojstw-rosnie-ze-spoleczenstwem-dzieje-sie-cos-niedobrego
[5] http://londynek.net/wiadomosci/article?jdnews_id=26198
[6] http://statystyka.policja.pl/st/wybrane-statystyki/samobojstwa
[7] http://statystyka.policja.pl/st/wybrane-statystyki/samobojstwa/100065,Samobojstwa-2013.html