Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Blog. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Blog. Pokaż wszystkie posty

piątek, 7 lutego 2025

Moje artykuły splagiatowano

 

 

Miło jest zobaczyć, że ktoś w mediach powołuje się na moje artykuły, bo to oznacza, że udało się rozpowszechnić jakiś temat, że wywiera się jakiś wpływ i komuś się spodobało. Mniej miłe jest zobaczenie, że ktoś przepisał sobie fragmenty bez pytania. Takie też miałem niemiłe odkrycie na początku stycznia, a ponieważ sprawa się już zakończyła, dobrze jest to opisać w ramach przestrogi.

Poprzedni artykuł na blogu dotyczył mało znanej historii katastrofy podczas pogrzebu w małej wsi pod Cieszynem. W zasadzie w polskojęzycznym internecie nic o tym nie było. Jednak na początku stycznia, gdy szukałem wzmianek czy kiedyś zdarzył się podobny przypadek, znalazłem że na Onecie ukazał się artykuł dotyczący tej właśnie historii, którą opisałem. Artykuł pochodził z portalu FacetXL, który ma partnerstwo z Onetem i dostarcza większemu portalowi teksty. Pod artykułem podpisał się redaktor naczelny Krzysztof Załuski. 
Pierwsza myśl była taka, że widocznie artykuł zaciekawił kogoś nieznaną historią i ten ktoś postanowił opracować swój artykuł na bazie mojego. Pod tekstem jako źródła wymieniony był blog oraz dwie gazety, co wyglądało tak, jakby ktoś nawet zajrzał w źródła pierwotne. Niestety już podczas szybkiego przeglądu zorientowałem się, że artykuł jest w zasadzie plagiatem. Powtarzał te same informacje co ja i żadnej więcej, w tej samej kolejności co ja i cytował fragmenty gazet ale tylko te same co moje cytaty i ani litery więcej. Pominął kawałek o tym, kim był ksiądz, z którego pamiętnika brałem informacje, skupiając się tylko na streszczeniu wydarzeń. Samo to jest pójściem na łatwiznę, gdy dziennikarz jedynie streszcza czyjąś treść i nie ma wkładu własnego, ale to nie jest jeszcze zabronione. Ale wśród zdań streszczenia i cytatów znalazły się też zdania przepisane z drobnymi zmianami lub bez żadnych zmian i stanowiło to zauważalną część objętości dość krótkiego artykułu.

Jeśli ktoś nie wie - podanie źródła, z którego zerżnięto tekst wcale nie oznacza, że nie doszło do plagiatu, bo jeśli przepisany tekst nie jest w żaden sposób zaznaczony jako cytat, to dochodzi do naruszenia jasnego określenia, kto te słowa stworzył; nie tak dawno wyłożył się na tym pewien były już doktor politologii.

Przykłady które są najbardziej wyraziste:
Onet
„W środku był tłok, pastor podobnie jak inne osoby początkowo opierał się plecami o ścianę, ale w pewnym momencie chciał wyjrzeć przez okno. Wtedy błysnęło, a pastor stracił przytomność.”
Blog
„W środku był tłok, pastor podobnie jak inne osoby początkowo opierał się plecami o wilgotną ścianę, ale w pewnym momencie podniósł się aby wyjrzeć przez okno. Wtedy błysnęło a pastor stracił przytomność.”

Onet
„Według relacji świadków piorun wpadł do wnętrza kaplicy przez mały otwór w ścianie i wydostał się na zewnątrz, gdzie stało czterech mężczyzn, którzy opierali się o ścianę pod daszkiem — wszyscy oni zginęli, a ich ciała zesztywniały i stały nadal wyprostowane, dopóki wiatr ich nie poprzewracał.”
Blog
„Pastor opisuje mały otwór w ścianie powstały w wyniku przebicia się pioruna na zewnątrz; obok tego otworu od zewnątrz stało czterech mężczyzn, którzy opierali się o ścianę pod daszkiem - wszyscy oni zginęli a ich ciała zesztywniały i stały nadal wyprostowane dopóki wiatr ich nie poprzewracał.”

(przy okazji drobnych przeróbek pomylono otwór wyjściowy iskry z wejściowym - tak uważnie dziennikarz czytał)

Onet
„Ofiar być może byłoby mniej, gdyby nie powolna akcja ratunkowa. Dopiero po godzinie dojechał na miejsce wezwany lekarz z Cieszyna. Niewiele mógł już jednak zrobić. Został późno powiadomiony. Ci, którzy przeżyli i uciekli z kościoła, byli w szoku.”
Blog
„ Do liczby ofiar przyczyniła się zapewne powolna akcja ratunkowa. Cmentarz był widocznie trochę oddalony od wsi, uczestnicy pogrzebu w większości zostali porażeni i albo byli nieprzytomni albo w szoku. Kilka lżej porażonych i tych poza zasięgiem pioruna w szoku uciekło do domów i tam dopiero ocknęli się, że trzeba ludzi ratować. Jeden z gospodarzy pojechał do Cieszyna po lekarza, ale ten niewiele już mógł na miejscu zrobić,”
(w gruncie rzeczy ta przeróbka pomija rzecz, na jaką zwracały uwagę gazety - że przyczyną opóźnienia wezwania pomocy był szok wśród porażonych)

Oprócz tych oczywistych kopii w artykule były zdania bardziej zmienione, z dodanymi synonimami czy podziałem długiego zdania na dwa. Cytując fragment z pamiętnika księdza, plagiator przedstawił  jako jeden cytat coś, co było w rzeczywistości dwoma fragmentami, co zaznaczało ujęcie ich w osobne cudzysłowy. Przy okazji poprawił język tekstu na bardziej zgodny ze współczesną pisownią, czego w takich przypadkach nie powinno się robić. Stare teksty mogą zawierać inaczej pisane słowa nie z powodu błędu, tylko zmian językowych. 

To już wyglądało grubo. Postanowiłem jednak sprawdzić, czy FacetXL nie robił czegoś takiego wcześniej, i przejrzałem pod tym kątem inne artykuły. I znalazłem dwa kolejne ze zbyt daleko sięgającymi zapożyczeniami. Artykuł "Panika w kościele i pogrom" opisywał historię paniki w kościele świętego krzyża w Warszawie w roku 1881 i dalszych wydarzeń. Nie jest to historia tak całkiem nieznana, trochę już było o tym artykułów i mój tekst nie jest wymieniony jako jedyne źródło, jakieś akapity były oparte na czymś innym. Ale podczas opisywania wydarzeń plagiator właśnie ode mnie wziął niektóre fragmenty. I podobnie jak poprzednio, jest to streszczenie tego samego w tej samej kolejności z podaniem tego samego cytatu, zdania brzmiące dość podobnie ale trochę zmienione i kilka zdań prawie takich samych:
Onet
„ Jeden z cukierników przystawił do podestu drabinę, próbując pomóc uwięzionym w tłumie. Najbardziej spanikowani rozpychali się łokciami i nogami, wydostając się nad zgniecioną masą ludzką, i depcząc innych po głowach, po twarzach, zbiegali w dół lub przeskakiwali balustradę.”
Blog
„ Najbardziej spanikowani rozpychali się łokciami i nogami, wydostając się nad zgniecioną masę ludzką, i depcząc byle jak, po głowach, po twarzach, zbiegali w dół lub przeskakiwali balustradę. Jakiś cukiernik złapał drabinę, i podstawiwszy ją pod balustradę zaczął wyciągać jedną po drugiej osoby pod samą balustradą. ”

Onet
„Zginęli wskutek uduszenia i urazów głowy.
W sumie było 30 ofiar śmiertelnych, w tym m.in. hrabina Stanisława Aleksandrowiczowa z Konstantynowa wraz ze służącym. Do szpitali przewieziono wielu rannych. Ponad trzydziestu odniosło ciężkie obrażenia.”
Blog
„Po podliczeniu zmarłych na miejscu i zaraz potem w szpitalu, okazało się, że panika wywołała aż 30 ofiar śmiertelnych[1] w większości z powodu uduszenia w ścisku, lub podeptania głowy. Wśród nich znalazła się też hrabina Stanisława Aleksandrowiczowa z Konstantynowa, wraz ze służącym. Ponad trzydziestu ciężej rannych odwieziono do szpitali…”

Onet
„Tłum nie tylko rozbijał szyby, ale też wyważał drzwi; włamywano się do sklepów, niszcząc i rabując zgromadzone tam towary. Początkowo zamieszki ograniczyły się do pobliskich uliczek — Ordynackiej, Wróblej, Tamce i Browarnej.”
Blog
„Tłum rozbijał szyby, wyważał drzwi, towary ze sklepów tłuczono, rwano i wyrzucano na bruk. Tam lądował też dobytek rodzin. Niektórzy posuwali się do rozbijania pieców kaflowych. Początkowo plądrowanie ograniczało się do pobliskich uliczek - Ordynackiej, Wróblej, Tamce i Browarnej.”

Onet
„Pierwszego dnia zamieszek policja i wojsko ograniczyło się głównie do zabezpieczenia instytucji rządowych i dzielnic willowych.
Drugiego dnia zaczęły się masowe aresztowania osób biorących udział w niszczeniu kolejnych domów i sklepów. Sytuacja została opanowana dopiero trzeciego dnia, gdy do miasta przybył nieobecny wcześniej naczelnik policji, który spędzał święta w Petersburgu.”
Blog
„pierwszego dnia policja i wojsko właściwie nie przeszkadzały rozbojom - zamykano jedynie dostęp do ważniejszych gmachów rządowych i dzielnic willowych, rozbijano większe zbiorowiska na mniejsze grupy, nie pozwalano zbierać się na Nowym Mieście.
Drugiego dnia rozboje przerodziły się właściwie w grabież, zabierano to co wcześniej zostało wywleczone na ulice. Wtedy też zaczęły się masowe aresztowania osób biorących udział w niszczeniu kolejnych domów i sklepów. Sytuacja została opanowana dopiero trzeciego dnia, gdy do miasta przybył nieobecny wcześniej naczelnik Policji, który spędzał święta w Petersburgu.”

Artykuł "Morderca zabijał ofiary młotkiem, nie oszczędził nawet dzieci" był streszczeniem mojego o zabójstwie rodziny Kosterów i też zawierał zdania prawie bez zmian.

Onet
„Wszedł do domu. Już w kuchni natknął się na zwłoki dzieci Kosterów — 6-letniego Edwarda i 12-letniej Genowefy, urodzonych jeszcze w Ameryce. Wszędzie było pełno krwi. Na głowie dzieci widać były rany zadane tępym narzędziem.”
Blog
„W kuchni, na podłodze, leżały ciała dzieci Kostery - 6 letniego Edwarda i 12 letniej Genowefy, urodzonych jeszcze w Ameryce. Ich głowy porozbijano tępym narzędziem. Wszędzie widać było ślady krwi.”

Blog
„Dopiero przybyła policja ujawniła rozmiary tragedii. Oprócz zwłok dzieci w kuchni, w pokoju leżało ciałko 2 letniego Ludwika, zabitego w ten sam sposób. W piwnicy stodoły, zagrzebane w sianie, leżały ciała Piotra Kostery i parobka, 16 letniego Jana Kopy. W chlewie znaleziono Kosterową i służącą Maciaszkównę. Wszyscy zabici uderzeniami tępym narzędziem. „
Onet
„W pokoju leżało ciało 2-letniego Ludwika. Zginął w taki sam sposób. Przybyła policja znalazła kolejne ofiary — w piwnicy stodoły, zagrzebane w sianie leżały ciała Piotra Kostery i 16-letniego parobka. W chlewie znaleziono Kosterową i ich służącą. Wszyscy zostali zabici uderzeniami w głowę tępym narzędziem.”

Blog
„Zamiast tego Sobczak przedsięwziął plan rabunku.
Ukradł ze sklepu chleb i cały weekend przebywał poza gospodarstwem. W niedzielę wieczorem przyszedł do Kosterów i zagrzebał się w sianie na piętrze stodoły. Gdy w poniedziałek o świcie przyszedł parobek, zaczekał aż wejście na drabinę, i ciosem młota zabił go na miejscu, przysypując ciało sianem.
Onet
„Sobczak już wtedy obmyślił plan rabunku. W niedzielę wieczorem ukrył się w sianie w stodole. Gdy w poniedziałek o świcie przyszedł parobek, zaczekał, aż wejdzie na drabinę i ciosem młotka zabił go na miejscu, przysypując ciało sianem."
(zamiana młota na młotek to za mało żeby zdanie stało się oryginalne)

Na FacetXL pojawił się też artykuł o strzelaninie na ulicy Złotej z 1904 roku i tam takich wprost przepisanych zdań nie było, a autor nawet chyba zajrzał do źródeł bo podał trochę więcej opisów. Czyli jak się chce, to można.

Nie wiedziałem jak wygląda umowa między portalami, jak krążą informacje. Obawiałem się, że jeśli odezwę się tylko do Facetxla, redaktor po cichu wycofa teksty i redakcja Onetu nie dowie się co się stało. A plagiator dalej będzie zarabiał na dostarczaniu streszczeń cudzych rzeczy do dużych portali.  Dlatego napisałem o tym bezpośrednio do redakcji Onet. Nie wysuwałem żadnych konkretnych roszczeń, żądałem wyjaśnienia co się stało i zareagowania adekwatnie. Taki duży portal powinien wiedzieć jakie mogą być skutki prawne naruszenia autorstwa. Wymieniłem w mailu wszystkie fragmenty, w tym też takie o mniejszym stopniu podobieństwa, których nie pokazałem tutaj. I czekałem. 

Mail został wysłany późno, ale liczyłem na to, że redakcja zaczyna przeglądać wiadomości z nocy wcześnie. I wydawało się oczywiste, że najpierw pojawi się jakaś krótka odpowiedź, w stylu "przyjęliśmy pańskie zgłoszenie, proszę poczekać aż je rozpatrzymy". Zaglądam do skrzynki o 7, nic. Zaglądam o 8, nic. Zirytowałem się i pomyślałem, że może jednak trzeba zrobić trochę szumu - opisałem wszystkie żale na Wykopie, informacja zaczęła krążyć. Pierwszy efekt pojawił się półtora godziny później - linki do artykułów przestały być aktywne. Plagiaty zniknęły z wyszukiwarek. OK, czyli jakaś reakcja jest. 
Na odpowiedź mailową musiałem jednak poczekać do wieczora, aż dotarła bardzo ostrożna i wyważona odpowiedź, ale nie od redaktora tylko od prawnika. Że wyrażają ubolewanie z tego, że zaszła taka sytuacja (czyli jaka?), że wysłali pytanie do autora tekstu i czekają aż odpowie na zarzuty, że ukryli artykuły do czasu wyjaśnienia, i oczywiście nie mają z tym nic wspólnego bo teksty pisał autor portalu zewnętrznego i to on ich zapewniał, że ma pełnię praw. Czyli mniej więcej to, czego się spodziewałem. I żeby nie było za bardzo przyjemnie, prosili żeby rozważyć usunięcie tekstu z Wykopu, który ujawniał, że w ogóle coś się stało. Nie wiem za bardzo po co, skoro tam też było wprost stwierdzone, że to nie ich redaktor napisał tekst. A akurat dziennikarze powinni być ostatnimi ludźmi, którym trzeba tłumaczyć, jakie są zalety nagłaśniania spraw. 

Ktoś może zapytać - a czemu zamiast tego nie poleciałem od razu po prawnika, żeby złożyć pozew i zażądać grubego bilonu? Taka sprawa trochę by się pewnie przeciągnęła a rezultaty mogłyby wcale nie być imponujące. Ciężko określić jakie są straty finansowe wynikające z publikacji kilkunastu przepisanych zdań w portalu, który nigdy nie zamierzał publikować moich tekstów, więc trudno mówić o na przykład uniemożliwieniu mi publikacji. Byłoby ryzyko, że po kilku czy kilkunastu miesiącach sąd uzna, że szkodliwość czynu była niska i wyda wyrok bez odszkodowania lub postąpi tak jak utrwaliło się w takich sprawach. Zwykle sądy zasądzają w takich sprawach odszkodowanie w wysokości trzykrotności wynagrodzenia jakie plagiator dostał za tekst. Prawdopodobnie koszt prawnika byłby podobnej wysokości lub większy.

No więc sprawa się toczyła i toczyła, minął tydzień, minął drugi tydzień i dalej nie było odpowiedzi. plagiaty zniknęły też z portalu FacetXL.  Zaczynałem się obawiać, że oba portale przyjmą strategię "nie mamy pańskiego płaszcza".  Jakby tak się to potoczyło, to oczywiście o sprawie nie było by cicho, zadbałbym o to. Wysłałem maila do naczelnego. Brak odzewu. Wysłałem kolejnego do redakcji. I znowu czekanie. No ile może zajmować ustalenie, że kropka w kropkę identyczne zdania zostały skopiowane bez pytania? 

Odpowiedź była bardzo krótka i prosta. Zgłoszone teksty zostały usunięte a Onet przestaje współpracować z portalem z którego pochodziły plagiaty. I w zasadzie tyle. Liczyłem na jakieś "przepraszam" ale widocznie tamte pierwsze "ubolewanie" miało już załatwiać sprawę. Zerwanie współpracy oznacza, że portal przestanie zarabiać na artykułach będących w najlepszym razie streszczeniami i w dużej mierze o to mi chodziło. Na razie na głównej FacetXL nadal wisi napis, że są partnerem Onetu. 





sobota, 18 marca 2017

Śmiertelne trąby powietrzne w Polsce - od bloga do artykułu naukowego

Tyle już tutaj opisywałem dawnych przypadków trąb powietrznych w Polsce (a do opisania zostało jeszcze dwa razy tyle), że być może niektórzy zastanawiali się, czy z tymi danymi można zrobić coś więcej. No i można, w czym sam miałem udział. Na łamach amerykańskiego periodyku meteorologicznego Monthly Weather Review, ukazał się właśnie artykuł "Deadly Tornadoes in Poland from 1820 to 2012" którego jestem drugim autorem.


Rzecz zaczęła się dość dawno, bo jeszcze w roku 2015, gdy to napisał do mnie doktorant z UAM Mateusz Taszarek, z propozycją napisania artykułu o tym, czym w sumie i tak zajmuję na blogu. Słyszałem o nim już trochę wcześniej, pracował nad algorytmem komputerowym mającym lepiej niż zwykłe, globalne modele prognozujące pogodę, przewidywać szansę wystąpienia trąb powietrznych na terenie kraju. [1]
Propozycja wyglądała korzystnie - jako że naukowo zajmowałem się nieco inną dziedziną, nie miałem za bardzo możliwości aby samemu o tym napisać pracę, choć o tym myślałem, on natomiast potrzebował danych możliwych do oceny i weryfikacji, aby móc napisać na ten temat. Wcześniej napisał prace na temat trąb powietrznych zgłoszonych w raportach do EWSD, organizacji gromadzącej doniesienia o gwałtownych zjawiskach pogodowych, ale te często są trudne do weryfikacji, czasem fałszywe. [2]

Proponowany artykuł miał się skupiać na konkretnej grupie przypadków - na trąbach wywołujących ofiary śmiertelne, dzięki czemu możliwe było określenie na ile dużym zagrożeniem są w kraju te zjawiska.

Opracowanie
Z mojej strony sprawa wyglądała tak, że miałem dużo notatek rozsianych w różnych plikach, trzeba było wszystko przepatrzeć, odnaleźć konkretne źródła, niekiedy gdy nie zapisałem wszystkich szczegółów, ponownie odnaleźć odpowiednią gazetę. W międzyczasie ponownie przeglądałem źródła szukając tym razem konkretnych informacji o śmiertelnych ofiarach, bywało że o jakimś przypadku miałem dwa teksty mówiące o rannych, a dopiero w trzecim była mowa że ktoś zginął (jak w przypadku trąby powietrznej w Wieliczce), toteż nawet na bardzo zaawansowanym etapie gdy wydawało się, że wszystko już zostało znalezione, zdarzało mi się pisać "znalazłem jeszcze jeden przypadek" i trzeba było dopisać i jeszcze raz przeliczać statystyki.
Trwało to dość długo, u mnie pojawiło się trochę życiowego zamieszania, a Taszarek na kilka miesięcy wyjechał na staż do USA do NOAA, gdzie nie tylko zapoznał się z profesjonalistami od tornad, ale też brał udział w terenowych łowach z tamtejszymi Storm Chaserami, więc przez pewien okres dopisywanie nowych ustępów szło niemrawo. Zasadniczo na wiosnę zeszłego roku manuskrypt był w większości skończony.

Większość informacji czerpałem z bibliotek cyfrowych zawierających skany dawnych gazet polskich, kilka przypadków zostało opisanych na stronach internetowych lub w dokumentach możliwych do odnalezienia w sieci. Jest to źródło niejako z pierwszej ręki, z czasu tuż po samym zdarzeniu.

Zakres lat wynikał z dostępnych informacji - pierwszy dobrze opisany przypadek to trąba w Wyszkowie z 1829 roku, o której już tu pisałem (link) gdzie dwie osoby zginęły wskutek utonięcia po uderzeniu trąby w tratwy na Bugu. Ostatni zaś to trąby powietrzne na Pomorzu w 2012 roku, gdy zginęła jedna osoba. Najlepiej rozpoznany okres to XIX wiek i początek XX wieku. W okresie II wojny światowej pojawia się tylko jeden przypadek, trąba w Borzymach na Pomorzu, opisany na podstawie informacji przekazanych przez niemieckiego miłośnika meteorologii Thilo Kühne, znającego szczegóły z przekazów rodzinnych. W okresie PRL pojawia się natomiast tylko kilka przypadków, generalnie w prasie z tego okresu mało było tego typu informacji, najczęściej na zasadzie krótkiej wzmianki. 
Podkreślenie tego wpływu polityki państwowej na dostępność informacji zostało uznane przez recenzentów za jeden z najciekawszych elementów pracy, tym bardziej że podobny efekt pojawił się już w publikacjach z Czech i Rumunii.

Łącznie udało się nam odnaleźć 37 zdarzeń gdy trąba powietrza wiązała się z ofiarami śmiertelnymi, tylko kilka tych przypadków było już opisanych naukowo. W tej grupie znalazły się jednak doniesienia różnej jakości, wśród nich na przykład zdarzenia co do której w opisie wydarzeń brakowało jednoznacznych informacji, a więc opisu trąby czy charakterystycznych szkód. Były też zdarzenia w których wprawdzie opisano charakterystyczne dla tornada szkody, ale informacje są  skąpe i powtórzone w małej ilości źródeł, jak na przykład dla trąby z Jędrzejowa, gdzie wprawdzie mamy i wykolejenie wagonów i uniesienie w powietrze kilkorga dzieci, ale zdarzenie opisała tylko jedna gazeta.
Stąd podział na trzy kategorie: przypadek niepotwierdzony, przypadek potwierdzony (dla sytuacji gdy pojawiały się charakterystyczne dla trąby szkody, ale brak było opisu samego zjawiska) i przypadek w pełni zweryfikowany, gdzie mieliśmy i charakterystyczne szkody i opis samego zjawiska. Poszczególne przypadki są dalej opisane, z zaznaczeniem czy są co do niego jakieś wątpliwości, aby czytający i chcący oprzeć się na tym zestawieniu mógł sam ocenić jakość doniesienia.

Dla wszystkich kategorii na 37 zdarzeń przypada 106 ofiar śmiertelnych, zdarzeń ocenionych na "w pełni zweryfikowane" jest tylko 9 ale wiążą się z 38 ofiarami, a "potwierdzonych" 10 przypadków i 29 ofiar. To dużo więcej, niż by się mogło wydawać. Najgorsze było tornado w Krośnie Odrzańskim w 1886 roku, które zabiło 13 osób.
Dla porównania w tym samym okresie w Niemczech zdarzyły się 53 takie przypadki, we Francji 23 a w europejskiej części Rosji 18.

Ze względu na fragmentaryczność źródeł trudno wyciągnąć precyzyjne wnioski ze statystyk. Dawne gazety to specyficzne źródło, bazowały na skąpych doniesieniach urzędowych oraz informacjach od pewnej ilości korespondentów, nie wszystkie więc zdarzenia zostały opisane, jedynie wtedy gdy szkody były duże lub gdy obserwował je piśmienny czytelnik gazety. To, oraz mała ilość przypadków, powoduje pewne zaburzenia. Przykładowo w ujęciu dekadalnym, nie ma ani jednego przypadku z lat 40. XIX wieku. Rozkład przypadków w ciągu roku pokazuje małą górkę w maju, ze spadkiem częstości na początku czerwca i z dużym "pikiem"  na przełomie lipca i sierpnia, nie ma natomiast opisanego ani jednego z września i miesięcy późniejszych. Ponieważ wiele doniesień wiązało się z opisem zbiorów na polach, to ucięcie może wiązać się z tym, że we wrześniu wiele już zostało z pola zebrane, toteż późne burze i trąby były rzadziej opisywane w sprawozdaniach.

Jeśli chodzi o przyczyny śmierci, w tych przypadkach gdzie były one podane najczęściej było to uniesienie w powietrze i powstałe obrażenia, przygniecenie zawalonymi budynkami oraz utonięcie.

Sporą część pracy zajmuje załącznik z opisem poszczególnych przypadków, z zaznaczeniem w jakim stopniu dało się je zweryfikować i podanymi źródłami. Oceniono siłę zjawisk. Dla niektórych wyznaczono i narysowano mapki z prawdopodobnymi trasami zniszczeń, w kilku przypadkach udało się znaleźć zdjęcia zniszczeń.



Redakcja
Artykuł należało napisać po angielsku. Moja angielszczyzna przedstawia się dość mizernie, ale coś od siebie naskrobałem, Mateusz poprawił i dopisał część teoretyczną z przeglądem dotychczasowej literatury. Niemniej było oczywiste, że językowo nie jest to twór idealny, dlatego Taszarek wysłał pracę do firmy zajmującej się właśnie poprawianiem artykułów naukowych pod kątem językowym. Korektę u nich opłacił ze swojego grantu.

Przygotowany i wymuskany artykuł wysłaliśmy do redakcji czasopisma na początku lata i czekaliśmy. Trwało to długo, aż we wrześniu dotarła do nas wiadomość, że artykuł mógłby być przyjęty, lecz musi być jeszcze poprawiony. Pracę oceniło dwóch anonimowych recenzentów, którzy generalnie zwrócili uwagę na mankamenty językowe, miejscami zbytnią rozwlekłość oraz dość dużą długość pracy (24 strony) jak na warunki czasopisma. Oprócz takich rzeczy jak opuszczone zaimki zwrócili uwagę na przykład na formułę opisów poszczególnych przypadków. Mieliśmy napisać 37 krótkich notek, stąd zaczynały się dość monotonnie "First case was occured... Second case was occured... just another case was occured...", recenzent uznał, że dużą część takich wyliczeń można spokojnie wywalić.

Jeden recenzent proponował, aby poszerzyć część opisującą dobór źródeł i ich mankamenty, drugi z kolei uważał, że powinno się ją skrócić. Jeden żądał dodania cytowania do literatury, gdy pisząc o słabej organizacji służb meteorologicznych wspominamy o Powodzi Stulecia w 1997, drugi uważał że wszystko to można wyrzucić. Jeden zaproponował dodanie informacji o innych, także nieśmiertelnych trąbach powietrznych z tego okresu, aby stanowiły tło do oceny częstości względnej, to jednak wydłużyłoby pracę jeszcze bardziej, więc poprzestaliśmy na stosownym przeliczeniu częstości.
Na każdy taki zarzut trzeba było odpowiedzieć i w miarę potrzeb zmienić pracę.
Zadanie recenzentów to bowiem nie tylko prosty odsiew prac niskiej jakości (w utajnionej recenzji dla redaktorów oceniają, czy praca w ogóle nadaje się do publikacji) czy wyłapywanie nieuczciwości, ale też pewne pouczenie dla autorów. Dopiero po uznaniu przez nich, że autorzy bądź poprawili błędy, bądź uzasadnili obecny kształt pracy, artykuł może przejść do dalszej redakcji i składu.
W naszym przypadku ostatnie poprawki nanosiliśmy w październiku, na przykład dwa dni przed końcem terminu zauważyłem, że źle zapisana jest nazwa województwa.

Na tym etapie pojawił się pewien dodatkowy problem - otóż często jest tak, że za publikację w bardzo dobrych periodykach naukowych trzeba zapłacić. Zapłata nie jest warunkiem publikacji, lecz po prostu opłatą za możliwość zajęcia ich łamów, prace redakcyjne, opłacenie recenzentów itp. Są oczywiście tak zwane "drapieżne czasopisma" u których podejście przedstawia się odwrotnie, to jest skłonne są wydać cokolwiek byle zapłacono, toteż po pewnym czasie zamieniają się w osobliwe panoptikum doniesień o genach Yeti, szkodliwych szczepionkach, obaleniu teorii względności i innych rzeczach jakich nie dałoby się wydać w normalnym piśmie stosującym recenzję naukową.
W naszym przypadku suma była trochę kłopotliwa.
 Taszarkowi właśnie kończyły się pieniądze z grantu badawczego, zaraz miał mieć obronę, natomiast ja nie bardzo wiedziałem kto będzie moim promotorem i nie miałem szans na dofinansowanie artykułu, który do żadnego chemicznego przewodu doktorskiego się mi nie przyda. Ostatecznie po różnych poszukiwaniach dostał jakieś dofinansowanie od swojego uniwersytetu.

Po przyjęciu pracy i wstępnym przeredagowaniu, pojawiła się na liście przyjętych, do publikacji w przyszłości. Musieliśmy jeszcze podpisać oświadczenie o przekazaniu praw autorskich na potrzeby publikacji, i gdy w grudniu artykułowi nadano numer DOI, mogliśmy uznać, że oto mamy na swoim koncie pracę naukową.
Ostatecznie jak widać artykuł ukazał się w wydaniu marcowym. Podejrzewam, że ze względu na duży rozmiar redakcja zastanawiała się jak go ułożyć.

Jeśli zaś chcecie przeczytać tą pracę, to zajrzyjcie do pracy doktorskiej Taszarka, którą już opublikował w internecie - nasz artykuł jest dodany do niej jako "appendix F" od strony 136.
(Link .pdf)
-----------
Nasz artykuł na stronach czasopisma, większość osób powinna móc przeczytać abstrakt :  http://journals.ametsoc.org/doi/abs/10.1175/MWR-D-16-0146.1

[1] http://tvnmeteo.tvn24.pl/informacje-pogoda/polska,28/przelomowy-projekt-mlodego-polaka-potrafi-przewidziec-traby-powietrzne,105829,1,0.html
[2] http://forum.lowcyburz.pl/viewtopic.php?f=162&t=8950

wtorek, 2 lipca 2013

Tajemnicze wyniki w statystykach bloga

Powiedzmy, że sytuacja wygląda tak - autor niespecjalnie popularnego bloga jak co dzień zagląda na swoją stronę i przegląda statystyki wejść. I oto ze zdumieniem stwierdza, że nagle pojawiło mu się kilkadziesiąt wejść z jakiejś zagranicznej strony. Myśli sobie: "kurczę, chyba mnie ktoś polecił" - więc oczywiście chcąc sprawdzić co to za miejsce, klika na adres. Ale otwiera mu się jakaś reklama. Klika ponownie, i znów zamiast anglojęzycznej strony, na której polecono jego bloga, wyskakuje coś w rodzaju ofert sprzedaży taniej viagry.
Dziwne.
Ale wejścia z tajemniczej strony nadal narastają, jest ich 100, czy 200 w ciągu kilku dni, ale kolejne próby dowiedzenia się, co to za strona, spełzają na niczym. Co też to za przedziwny proces? A no Referer spam - spam w odwołaniach.

Spamerzy już dawno zorientowali się, że ludzie nie nabierają się na emaile o tytule "odp: Kasia" a przynajmniej nie tak masowo, i zaczęli szukać nowych metod nabijania w butelkę. Znana z pewnością każdemu blogerowi ciekawość, podszyta zresztą łatką ambicjonizmu, czy, skąd i dlaczego nie częściej ludzie wchodzą na bloga, została tu wykorzystana.
Spamerzy sztucznie generują połączenia z wybranym blogiem, wiedząc że link propagowanej strony pojawi się w statystykach bloga, a zaciekawiony bloger kliknie, jesli nie raz to więcej. I w ten sposób generują ruch.
W większości przypadków takie działania nie wpływają negatywnie na działanie bloga, najwyżej przez kilka dni sfałszują statystyki, czasem jednak ataki mogą przejść w publikowanie setek anonimowych komentarzy, zawierających linki, co zdecydowanie zaśmieca stronę. W tym przypadku spamerom chodzi o to, aby wyszukiwarki wykrywały linki w  komentarzach i ustawiały spamujące strony w lepszych miejscach.

Co z tym zrobić? W zasadzie na bloggerze użytkownik nie ma zbyt wiele do zrobienia, nie mając dostępu do plików na serwerze. W przypadku innych platform, zwykle pomaga dodanie odpowiedniego kodu do plików htacces, przykłady takich kodów znajdziecie na tej stronie, jednak nadal mogą pojawiać się ataki z całkiem nowych domen. Najlepiej po prostu nie klikać na takie podejrzane linki, i nie zwiększać aktywności spamerów.
Walka ze spamem w komentarzach jest trudniejsza. Ponieważ zwykle tego typu komentarze są dodawane w opcji "gość", najprościej jest zmienić ustawienia i nie pozwalać komentować gościom. To jednak oznacza utratę dużej ilości komentujących. Można więc zamiast tego dodać różne metody weryfikacji, te bywają jednak uciążliwe i wręcz odstraszające (choć spotykam się też z zabawnymi, typu "przeciągnij na pole dużą rzepę" przy obrazku grządki z rzodkiewką, porem, selerem i rzepą). Jeśli atakowany jest konkretny post, można wyłączyć możliwość komentowania tego konkretnego posta w opcjach.
Niektórzy stosują zamiast wbudowanego, inne systemu postowania, na przykład Google+ lub Disqus, jednak i te są kłopotliwe. Ostatnio w Google+ niemożliwe stało się komentowanie bez zakładania konta na tym portalu, co na przykład mi odcięło możliwość komentowania paru blogow; z kolei Disqus w przypadku komentowania jako gość, wpisany w jednym miejscu zestaw login+email zapisuje, i gdy próbujemy tak komentować w innym miejscu, pokazuje się informacja, że takie konto już istnieje. Omijam to, za każdym razem wpisując inny, zmyślony adres.
Można też dodać opcję komentarzy przez Facebooka, ale nie każdy ma tam konto i nie zawsze chce komentować pod własnym nazwiskiem.

Jednym ze sposobów walki ze spamem w komentarzach, jest też dodanie do metatagów strony, tagu  <name rel="nofollow">, z wpisaną domeną do której najczęściej linkują spamerzy. Wyszukiwarka wówczas nie widzi linków do tej domeny, spamer nie stwierdza ruchu z naszego bloga i w zasadzie powinno go to zniechęcać do dalszego spamowania u nas, więcej informacji tutaj.

Sam miałem tak dwa miesiące temu - w dwa dni statystyki pokazały 300 wejść ze strony tentopblogstories.com, ale gdy stwierdziłem, że otwierają mi się jakieś reklamy, wpisałem domenę w wyszukiwarkę i dowiedziałem się w czym rzecz. Dlatego gdy po tygodniu identyczny numer pojawił się na drugim blogu, już nie klikałem na link.W tym tygodniu pojawił się adres: kmzackblogger.com, i thetaoofbadas.com też nie klikajcie. Ze spamem w komentarzach nie miałem dotychczas problemu, więc to wszystko o czym piszę jak dotychczas jedynie wyczytałem na różnych mądrych stronach.

czwartek, 27 grudnia 2012

Coś tak około półtora roku...

Nie wiem jak to się stało, ale zupełnie przegapiłem rocznicę założenia bloga. Skoro tak to podsumowanie dotychczasowej działalności będzie półtoraroczne.

Począwszy od 30 czerwca 2011 roku opublikowałem 77 postów na różne tematy, głównie dotyczące ciekawostek wygrzebanych w starych gazetach, jako to o polskich trąbach powietrznych, którego to tematu jeszcze nie wyczerpałem. Blog był przeglądany 43 tysiące razy, dzienna przeglądalność waha się od 20 do 100 objerzeń. Najpopularniejsze posty:
* Nieukowcy - 11798 obejzeń
* Co na pewno nie zdarzy się w grudniu - 6028 zaglądnięć
* I gdzie ta Nibiru? - 3101 zerkań
* Diabeł wirujący - 1315 przepatrzeń

Najwięcej wejść miałem bezpośrednio przez wyszukiwarkę Google, oraz ze stron Wykop.pl, Czajniczek Pana Russela, Forum Łowcy Burz, forum Wizaż.pl i Klikd.pl

Choć blog jest z założenia luźny tematycznie, to jednak daje się zauważyć pewne główne rysy - sceptycyzm naukowy i historia niedawna, a w ramach tej "trąbologia". Nie inaczej będzie w przyszłym roku. Być może uda mi się już w styczniu skończyć i opublikować duże podsumowanie wyszukanych przypadków polskich trąb powietrznych z ostatnich 200 lat, których liczba grubo przekroczyła setkę, mam z tym jednak poślizgi. W przygotowaniu mam też dwie następne notki o nieukowcach, tym razem z zakresów humanistycznych.
Do poruszanych tematów dojdą także przedwojenni seryjni zabójcy i masowe morderstwa typu spree killer. Być może uda się pchnąć do pracy parę artykułów.

A cóż będzie dalej - zobaczymy. Na razie wygląda na to, że moje nieporadne blogowanie będzie kontynuowane.

środa, 1 lutego 2012

Pół roku... i dalsze plany

Tak się teraz sesją zająłem, że przegapiłem półrocznicę założenia bloga. Pierwszy wpis to 30 czerwca, więc półrocznica to 30 stycznia. Jak na razie odwiedzano mnie przez ten czas ponad pięć tysięcy razy, raczej nieregularnie.

Zwykle przeglądalność dzienna wynosiła kilkanaście wejść, jednak od czasu do czasu pojawiały się górki, związane z podlinkowaniem któregoś z wpisów do popularnych serwisów. Najwięcej wejść miałem zatem z Wykopu i Klikd-u, gdzie linkowano do mnie chętnie, za co polecającym mnie tam bardzo dziękuję.
Najbardziej popularne wpisy to Diabeł Wirujący i Wir umywalkowy. Ten pierwszy oglądano prawie dwa tysiące razy, z czego tysiąc w ciągu pierwszego tygodnia od zalinkowania. Przez tych sześć miesięcy zamieściłem 29 wpisów.

Zasadniczo nie wyznaczałem sobie jakiejś określonej tematyki dla bloga, wyszło jednak że dużo napisałem o kataklizmach i wypadkach na świecie. Przez następne miesiące będę oczywiście kontynuował tematykę trąbologiczną w miarę moich amatorskich możliwości, z resztą w tym roku będzie parę ciekawych rocznic w tym względzie. Ostatnio zacząłem podsumowywać wszystkie zapiski o odnalezionych przypadkach i podejrzeniach wystąpień trąb powietrznych w Polsce w ciągu minionych 250 lat i zestawiać w kwerendę, może wyjdzie z tego parę ciekawych notek.
Napiszę też parę notek o teoriach spiskowych i o medialnych bzdurach. Będę kontynuował napoczęty cykl "drobne rośliny kwiatowe". Mam też w planach kilka wpisów na temat mało znanych polskich spraw kryminalnych. Od pewnego czasu intryguje mnie też temat masowych, szalonych morderców, z rodzaju tych którzy urządzają masakry w amerykańskich szkołach, więc temat też się pojawi, zwłaszcza że jest też kilka polskich przypadków takich wydarzeń.

A tak w ramach najnowszych wydarzeń, przyszło mi do głowy coś takiego:
Owczy pęd dotyczy też rewolucji
a cóż jest niezwykłego w buncie
gdy wszyscy buntują się tak samo?
więc ja tak trochę na przekór:
nie dla actów przemocy
na mocy
pomocy...

czwartek, 30 czerwca 2011

O Blogu

Witam

Blog ten ma być w założeniu luźny i bardzo różnorodny tematycznie. Już od paru miesięcy prowadzę bloga Nowa Alchemia, poświęconego głownie chemii i mimo dość ścisłej tematyki jest przeglądany zaskakująco często. Stwierdziłem jednak, że są prawy, o których chętnie bym napisał, lecz które zdecydowanie nie mieszczą się w tak określonym zakresie. Stąd drugi blog - i oby starczyło mi pomysłowości, aby prowadzić obydwa równocześnie na równie wysokim poziomie

Biblia Curiosa to księga ciekawostek, choć słowo "ciekawostka" będzie tu rozumiane trochę inaczej. Będę pisał o rzeczach, które mnie zaciekawiły, zastanowiły, skłoniły do rozważań i wyszukiwania w różnych źródłach dodatkowych informacji na ich temat. Szczególnie chętnie będę przypominał różne, drobne zdarzenia z przeszłości, o jakiś dziś zupełnie się już nie pamięta.

Na pewno więc będę pisał o katastrofach, anomaliach i niezwykłych zdarzeniach. O literaturze, psychologii, naukach ścisłych, zjawiskach paranormalnych, historii, teoriach spiskowych, fotografii... Pojawi się też długa seria artykułów o polskich trąbach powietrznych, co do czego mam już zebraną część materiałów. O Biblii też się coś znajdzie.