piątek, 28 lipca 2023

1911 - Trąba powietrzna pod Włoszczową, dodatek

 O tej sprawie kiedyś już pisałem (link), ale opis z gazety z czerwca był skąpy i niejasny i bez dokładnej daty. Gdy teraz znalazłem kolejny opis z tej samej okolicy, początkowo sądziłem, że to inny przypadek bo inne były nazwy miejscowości oraz podana została data majowa. Ale jednak po dokładnym porównaniu wychodzi, że jednak jest to ta sama sytuacja. Ten opis jest ciekawy i nie dający wątpliwości co do rodzaju zjawiska:

Trąba powietrzna

(korespondencja wł. Narodu - Wiad.Codz)

Z Obiechowa pod Szczekocinami

Dnia 19 maja pomiędzy godz 4 po południu, na południowo-zachodniej stronie horyzontu pokazała się w górze niewielka chmurka, która za kilka minut zaczęła się stopniowo opuszczać, zmniejszać, to wydłużać, wirować, przybierać formę lejka, cienkim końcem w dół zwróconego i posuwać się ku północno-zachodniej stronie. Jednocześnie od ziemi stożkowato leniwie podnosić się zaczął straszny ciemny bałwan, barwy dymu z płomieniem. Bałwan ów prędko przybrał formę wirującego słupa do 10 łokci w przecięciu i kilkadziesiąt szerokości. Z obłoku tego dały się słyszeć przeciągłe grzmoty, oślepiające błyskawice, a w powietrzu przeciągły łoskot, jakby walenie się tysiąca domów albo drzew. Zjawisko to zaczęło się w górze łączyć z górnym lejkiem; potem rozrywać się, dzielić na kilka stożków, to znów łączyć, gonić, uciekać, rwać i w straszliwym swem wirze i pędzie psuć, łamać, niszczyć wszystko na swej drodze.

We wsi Wólce Rokickiej rozerwało dom i rozwaliło 2 stodoły, we wsi Jasieńcu wywróciło stodołę, a w lesie majorackim Jasieniec usłało trakt na kilkadziesiąt łokci szeroki z połamanemi o powywracanemi z korzeniami drzew. Jednocześnie zasypał ziemię niebywałej wielkości grad, ziarna którego były większe od kurzych jaj, około 5 centimetrów w przecięciu. Szkód jednak w polu wielkich nie zrobił, bo padał bez wiatru i bardzo spokojnie. We wsi Węgrzynowie od pioruna spaliły się cztery stodoły.

J.W. [ Naród - Wiadomości Codzienne. 1911, no 126 3 czerwca ]

 Autor relacji wybitnie lubił używać, stosować, pisać... bezokoliczniki. Nie ma tu wątpliwości, że był to wir powietrzny, w którym tylko częściowo zachodziła kondensacja, więc widać było stożek zwisający z chmur i chmurę pyłu przy ziemi, która stopniowo uwidoczniła cały lej. 

Wir wąski, na polach oceniono jego średnicę na 10 łokci. Skoro wywracał grube drzewa i niszczył domy i zabudowania gospodarcze, osiągał siłę co najmniej F1/T3

Jest trochę niejasne o który Jasieniec tutaj chodzi, bo pod uwagę możemy brać dwa - jeden z gminie Słupia w woj. świętokrzyskim na południe od Obiechowa i drugi w gminie Pilica, już w dolnośląskim, oddalone od siebie o 10 km. Pomocne są tu jednak informacje z wcześniejszego tekstu. Trąba miała wywrócić las między Solcą a Jeziorowicami. Blisko Solcy jest Jasieniec w gminie /pilica, więc to zapewne o niego chodzi. 

Rokitno leży na zachód od Obiechowa i trudno mi określić która część wsi była wtedy nazywana Wólką Rokicką. Może tak lokalnie nazywano pobliską Wólkę Ołudzką?  W takim razie las o którego powaleniu pisał wcześniejszy tekst leży w prostokącie Solca-Jeziorowice-Wólka-Jasieniec i trąba przeszła gdzieś w tym obszarze, zahaczając jedynie o pojedyncze domy na obrzeżach.



https://crispa.uw.edu.pl/object/files/314158/display/Default

poniedziałek, 3 lipca 2023

1913 - Trąba powietrzna w Tuliszkowie; kolejna

 Jakie to ciekawe zbiegi okoliczności, kiedyś już opisywałem trąbę powietrzną w tej miejscowości, a tutaj kilkadziesiąt lat później kolejna:

"Z Tuliszkowa pod Koninem, w gubernji kaliskiej, otrzymaliśmy list następujący:
Rok obecny obfity jest w różne niezwykłe zjawiska. Podaję i ja czytelnikom opis dziwnego zjawiska, któreśmy oglądali w tych stronach w ubiegłą sobotę.
(...) O godzinie 4-tej jednak ciemne chmury zaczęły rozpinać się pod sklepieniem niebios, a deszcz na razie drobny, później większy, ostudził nadzieje. (...) W tem rozległ się jakiś łoskot, jakby huk dwóch naraz parówek młócących zboże a oczom przedstawiało się trudne do opisania zjawisko. Jakby chmura lub wielki tuman kurzu - coś w rodzaju trąby powietrznej całą siłą pędziło na granicy naszej parafji, niszcząc po drodze wszystko co napotkało. Trąba ta urywała drzewa od pni i unosiła ze sobą, a niektóre były takie, że i trzech ludzi z trudem by każde objąć zdołało. W strudze zabrała owa trąba wodę i utworzywszy z niej słup, pędziła go naokoło. Z siana i ptaszyńca w całej okolicy śladu nie pozostało. Jedną stodołę wicher zabrał ze sobą a drzewo w kawałki połamał; jednemu gospodarzowi złamał wóz na pól i połowę zabrał ze sobą, a konie z przodkiem wpędził w rów, gdzie dopiero znalazły opór. We wsi Bagnie zjawisko ukazało się jakby obłok czy słup ognisty, tak że ludzie po niezapomnianym jeszcze pożarze zaczęli wołać "Tuliszków się pali!", "Bagna się palą!".
Słowem, ile ta trąba powietrzna sobą i skrzydłami swemi mogła ogarnąć - a jak obliczają ogarniała 6 prętów wszerz, wszędzie budzac przestrach, zaznaczyła przeprawę swą wielkimi szkodami. Dalej już jej siła osłabła.
Ksiądz L. Ciesielski 

[Gazeta Świąteczna, Warszawa, Niedziela nr. 40 1913,  22 września/5 października, s.3 CRISPA]

Opis obłoku podobnego do słupa, straty związane z uniesieniem i przeniesieniem czegoś w powietrzu oraz wąski pas zniszczeń, są rozstrzygające aby uznać, że to była faktycznie trąba powietrzna.  Data nie jest wprost podana. List wydrukowano w numerze z 5 października a więc na niedzielę. Ale gazetę zaczęto drukować  wcześniej, list musiał też przybyć do redakcji z opóźnieniem, więc najbliższa sobota, o jaką mogło chodzić, to poprzednia - 27 września. 

O Tuliszkowie wspominałem już przy opisie serii trąb powietrznych z 1890 roku:

" Najstarsi ludzie nie pamiętają jakiej burzy, jaka nawiedziła dnia 24-go lipca wsie Tuliszkowo, Bodły i Brzezie w powiecie konińskim, gub Kaliskiej. Pomiędzy godziną 3 a 4 z południa zerwał się wicher okropny a potem trąba powietrzna, która przewracała damy i chaty, zrywała dachy i rzucała niemi jak piórami, ludzi unosił, drzewa ogromne z korzeniami wyrywał.
Choć burza trwała zaledwie pól godziny, jednak szkód po niej okazało się mnóstwo: w Tuliszkowie runęła stodoła murowana duża, bo 135 łokci długa, kilka wiatraków - jedne leżą w gruzach a drugie spłonęły od pioruna(...)
Niebrak też wypadków z ludźmi. W Modłach spod gruzów domostwa wydobyto trzech ludzi bez życia...

https://curioza.blogspot.com/2017/08/1890-traby-powietrzne-w-srodkowej-polsce.html

środa, 28 czerwca 2023

Drobne rośliny kwiatowe (27.) - Marzanka wonna

 Drobna bylina, która kwitnie właśnie teraz.


 Najbardziej charakterystyczna cecha to eliptyczne listki tworzące piętrowo okółki na łodydze. Najczęściej jest ich 8 ale występuje pewna zmienność plus - minus od tej średniej, nawet w obrębie jednego pędu. Listki odchodzą bezpośrednio od łodygi. Pęd czterokanciasty, krótki, do 40 cm wysokości.

Dopiero na samym końcu pędu pojawiają się drobne, białe kwiaty, o czterech krótkich płatkach, które nie wyróżniają się specjalnie. 


Roślina krucha, łatwo się łamie i zrywa. Płytko pod ziemią rozchodzi się cienkie kłącze, zabarwione na żółtopomarańczowy kolor. Latem pojawiają się drobne, kuliste nasionka, otoczone okrywą z haczykowatymi włoskami, które czepiają się sierści zwierząt i ubrania i tak rozprzestrzeniają.

Typowa roślina leśna, cieniolubna, w stanowiskach chronionych zwartymi koronami. Na polanach, poboczach przecinek i poręb ustępuje. Woli miejsca trochę wilgotniejsze ale nie mokre, z gęstą ściółką, lasy mieszane lub liściaste. Nie lubi suchych lasów sosnowych. W mojej okolicy nie widuję jej w dolinie Bugu, natomiast sporo jest jej w lasach na obrzeżach i stokach. Jeśli stanowisko sprzyja, tworzy kępy i rzadkie płaty.

Dawniej zaliczana do rodzaju marzanka (Asperula l.), dziś włączana do przytulii (Galium) ale nadal najczęściej znana jest pod starą nazwą systematyczną. Inne krajowe przytulie także tworzą okółki liści na łodygach, ale liście są dużo bardziej wydłużone, wręcz przypominają krótkie pędy, oraz kwitną dużo bardziej obficie, wypuszczając grona kwiatów także z niższych okółków. Potencjalnie można ją pomylić z przytulią leśną, która jednak rośnie dużo większa, może przekraczać metr.

Została zawleczona do USA i lokalnie uważana jest za roślinę inwazyjną. 


Skład

Jej najbardziej charakterystyczną cechą jest wysoka zawartość kumaryny (1,2-benzopironu), o słodkim zapachu, podobnym do woni siana, a w większym stężeniu do wanilii. Zapachu tego nie ma jednak w świeżym materiale. Po roztarciu liści czuć przede wszystkim zapach gniecionych liści i nic więcej. W roślinie występuje głownie w formie związanej jako glukozyd. Po uszkodzeniu tkanki glukozyd hydrolizuje, uwalniając prekursor. Ten cyklizuje do ostatecznej kumaryny wysychając. Dlatego zapach uwalnia się bądź po pozostawieniu na powietrzu roztartej rośliny, lub podczas suszenia. 

Ta właściwość spowodowała, że marzanka wonna zaczęła być używana do aromatyzowania żywności i kosmetyków. W Niemczech tradycją jest picie na wiosnę Wina Majowego robionego na bazie słodkiego wina, w którym maczano suszoną marzankę, do tego dodawano różne przyprawy, otrzymując bardzo aromatyczny napój. 

Kumaryna i inne jej pochodne są jednak w żywności składnikiem dość kontrowersyjnym. Niektóre typy kumaryn zwiększają wrażliwość skóry na światło, 4-hydroksykumaryny działają jak antywitaminy względem witaminy K i tym samym rozrzedzają krzew. Gdy rośliny bogate w kumaryny porastają pleśnią, czy to od porażenia grzybem, czy to od zapleśnienia w czasie złego suszenia siana, grzyby metabolizują je wytwarzając dimer dikumarol, którego zdolność do zatrzymywania krzepnięcia krwi jest znacznie wzmocniona. Badanie przyczyny śmierci zwierząt z objawami wewnętrznych krwawień, których krew w ogóle już nie krzepła, do czego dochodziło na duża skalę w czasie Wielkiego Kryzysu w USA, gdy rolnicy nie mogli sobie pozwolić na wyrzucenie poczerniałego w stogach siana, doprowadziło do rozwoju leków zapobiegających skrzepom. Pochodną 4-hydroksy kumaryny o silnym działaniu jest warfaryna, lek dziś podawany dla rozpuszczenia skrzepów i zapobiegania im w chorobach serca.

W ostatnich kilkunastu latach mocno zaostrzono normy zawartości w żywności także prototypowej kumaryny bez grupy hydroksylowej, ze względu na badania na szczurach, wskazujące na jej hepatotoksyczność. Na podstawie tych badań ustalono, że z zapasem bezpieczeństwa żywność sprzedawana w EU nie powinna zawierać więcej niż 2 mg kumaryny na 1kg. I jest to norma tak wyśrubowana, że niemal zmiotła z rynku wina majowe, żubrówkę i inne nalewki na bazie roślin bogatych w kumarynę; specjalnie dla napojów alkoholowych ustalono wyjątek dopuszczalnego stężenia 10 mg/l. Była też przyczyną ostrzeżeń o unikania nadmiernego używania cynamonu.

Cynamon jest otrzymywany z kilku gatunków drzew i za najbardziej szlachetny uważa się cynamon cejloński. Niestety wielu producentów sprzedaje mielony cynamon robiony z tańszej Kasji lub jej mieszanki z prawdziwym cynamonem. Konsumenci przywykli do cynamonu ze znaczną domieszką kasji, który ma ciemny kolor i słodszy zapach; przedstawiciel Darów Natury opowiadał mi, że gdy firma sprowadziła korę cynamonu w kawałkach, z certyfikatem, że to właściwy gatunek, to po wprowadzeniu na rynek przyprawy zmielonej u nich na miejscu mieli zwroty od klientów, uważających że ten cynamon jest jakiś podrobiony, bo jest jasny i ma bardzo korzenny zapach. Kasja natomiast zawiera znaczne ilości kumaryny i już ciasto zawierające jedną łyżeczkę może przekraczać unijną normę, stąd zalecenia dotyczące cynamonu tak generalnie, właśnie ze względu na praktykę mieszania różnych gatunków. 

Są jednak krytycy tego podejścia instytucji regulujących. Toksyczność wobec wątroby u szczurów i myszy wynika z metabolizowania kumaryny do epoksydu 3,4-kumarynowego. Tymczasem analizy krwi u ochotników sugerują, że u ludzi głównym metabolitem jest nieszkodliwa 7-hydroksykumaryna, czyli znany już wcześniej umbelliferon, a zatem hepatotoksycznosć u ludzi powinna być znacznie niższa. 

Innym ważnym składnikiem są irydioidy, a zwłaszcza asperulozyd, składnik występujący w wielu gatunkach z rodziny Rubiaceae, o działaniu przeciwzapalnym i przeciwwirusowym. Irydioidy są bronią przeciwko owadom i drobnym roślinożercom, na różne sposoby hamując wzrost. W eksperymentach na myszach wykazano, że asperulozyd hamuje gromadzenia się tłuszczu na diecie wysokokalorycznej. 


poniedziałek, 29 maja 2023

2001 - Trąby powietrzne na południu

 Przypadek nie tak dawny, swego czasu dość głośny, wydawałoby się że dobrze już przez innych opisany, ale po dokładniejszym sprawdzeniu pojawiło się trochę zapomnianych szczegółów...

Warunki meteorologiczne tego dnia nie były jakieś szczególnie silne. Polska znajdowała się między niżem znad  Rosji a wyżem znad Zatoki Biskajskiej; oddziaływał tu także system frontów związanych ze słabym niżem znad Norwegii. Efektem była często występująca cyrkulacja północno-zachodnia, w której powstawały wewnątrzmasowe komórki konwekcyjne układające się w pasy równoległe do przepływu powietrza. Od północnego zachodu zmierzał w tę stronę front chłodny, na bardziej północnym odcinku okludowany i niemal stacjonarny. W pobliżu słabo zaznaczonej zatoki niżowej pojawiła się adwekcja cieplejszego powietrza z południa. I to w tym obszarze dość wąskiej strefy tuż przed frontem powstały superkomórki burzowe.

Ich powstawaniu sprzyjał gradient temperatury 1,2K/100m do 1,5 km i 0,98 K/100m do 3 km. Była to więc dość wąska warstwa z dobrymi parametrami do powstawania burz.

Podhale 

Wydarzenia z 29 maja 2001 najbardziej zostały zapamiętane jako trąba powietrzna na Podhalu, bo tam było najwięcej szkód. 

Po godzinie 12 tornado wylądowało w lesie na stokach Żeleźnicy, na wysokości ponad 600 m n.p.m. W miejscu tym spotykały się wąskie doliny a wiat wywrócił w chaotyczny sposób płat lasu szeroki na 200 metrów. Dalej idąc pasem szerokim na zaledwie 10 metrów, trąba przekroczyła grzbiet o wysokości 730 m n.p.m. Stamtąd spadła na położoną w dolinie potoku Bielankę, gdzie uszkodzonych lub zniszczonych zostało 29 budynków. Dalej szła nad kolejną wyniosłością o podobnej wysokości i przeszła przez przysiółki należące do Pyzówki, gdzie uszkodziła 14 budynków. Następnie przekroczyła kolejną wyniosłość i uderzyła w Morawczynę, tym razem nie muskając rozproszone gospodarstwa na brzegu, jak to było poprzednio, lecz wbijając w gęstą zabudowę, niszcząc lub uszkadzając 48 budynków. Kolejne były Trute, gdzie uszkodziła 10 budynków. Musnęła brzegiem Ludźmierz uszkadzając 5 budynków, po czym zaczęła się już rozpraszać. Na sam koniec zdążyła jeszcze uszkodzić dwa budynki w obrębie Nowego Targu i zanikła. I całe szczęście, bo miasteczko to jest dużo gęściej zabudowane i trąba tam wywołałaby ogromne szkody. 

Z pracy Niedźwiedź (2003)

Sądząc po mapce, gdyby trąba przeszła o kilometr bardziej na południe, przeszłaby przez Pieniążkowice a potem wzdłuż osi na jakiej rozciąga się Ludźmierz. .

Suma strat to 106 budynków uszkodzonych w dużym stopniu, kolejne lżej, oraz powalony las i zerwane linie elektryczne, wszystko w pasie długim na 12 km. Autor pracy z której czerpałem ocenił siłę między F2 a F3. [1]

Świadkowie z uszkodzonych miejscowości opisywali zjawisko jako nagłe, szybkie, po którym zaraz się wypogodziło.

- To był moment! Zobaczyłem lecące dachy i drzewa. Zanim się spostrzegliśmy, już było po wszystkim - opowiada Roman Łajka z Morawczyny.

- Byłem kilka metrów od domu, gdy zobaczyłem nadlatujący kawał dachu. Ledwie zdążyłem dziecko wepchnąć do domu - opowiada Paweł Buła z Morawczyny. Trąba zerwała dach i poddasze z jego domu. Dom Stefana Buły został wręcz zmieciony przez trąbę. Pozostały jedynie murowane fundamenty.

- Byłem daleko od domu, gdy to się zaczęło. Nigdy czegoś takiego nie widziałem. Nie mam już domu - mówi. Trąbę widziały dzieci wracające ze szkoły.

- Była w kształcie leja i bardzo szybko się przesuwała. Na szczęście zdążyliśmy się schować pod dachem - opowiadają chłopcy z Morawczyny.[2]

Na miejsce przyjechał ówczesny premier Jerzy Buzek a miescowości pokazywała telewizja.[3]

Śląsk

O 14:30 w lasach nadleśnictwa Złoty Potok, leśnictwa Lipnik, w gminie Janów, przejść miała kolejna trąba powietrzna. Zaczęła się w Żurawiu, potem przeszła przez las pasem o szerokości 50-100 m, długim na 5 km. Na koniec wypadła z lasu koło Julianki, gdzie wyrządziła szody w zakładach Kabex i w zabudowaniach nadleśniczego Mariana Grzanki. Nikt nie został ranny. Straty w lasach oceniono na 6 tys. metrów sześciennych drzewa. Pnie złamane na wysokości kilku metrów. [c]  

Tak bardzo wąski pas takiej długości mocno wskazuje na trąbę, choć bezpośrednich relacji świadków nie znalazłem.

Podkarpackie

Ale to nie koniec, bo o godzinie 17 nawałnica  silnym wiatrem spustoszyła gminę Zalesie.

" Nagle z robiło się ciemno. Pojawiła
się chmura i lekki deszczyk. Z dwóch
stron szły mocne podmuchy wiatru .
W pewnym momencie, właśnie na
mojej posesji, zlączyły się. Niesamowity 

wir złapał moją stodołę i zerwał
dach. Następnie zdjęło dach z garażu
i rzuciło go na dom. Poleciały krok-
wie. Fruwały jak piórka na odległość
200 - 300 metrów. Z odkrytego stry-
chu wymiotło wszystko. Ubrania, poś
ciel, buty rozrzuciło po podwórkach
sąsiadów. Sklep zupełnie obdarło z si

dingu i styropanu"

 Inny mieszkaniec opisuje pól minuty huku i szumu, po którym uspokoiło się i wypogodziło. Potem szkody pojawiły się w Żurawiczce i Kisielowie, w sumie 60 budynków w 34 gospodarstwach. Jeden mieszkaniec został lekko ranny w rękę od lecącej dachówki. Opisywał, że nagle pojawiła się "biała ściana" po czym zrobiło się bardzo duszno i nie dało się oddychać. [5] Główne straty to uszkodzone lub zerwane dachy z murowanych i drewnianych domów, wyrwane okna, uszkodzony fragment ściany garażu z pustaków i połamane drzewa. Mieściłoby się to w zakresie siły F1. 

Czechy

Tornado miało się też tego dnia pojawić po drugiej stronie Tatr, w miejscowości Slowenska Ves ale tutaj mało znalazłem informacji. Według raportu w ESWD była słaba, w zakresie F0/F1. 

 

------

[1] Niedźwiedź Tadeusz, German Krystyna, Sadowski Piotr; Synoptic conditions of the tornado occurrence in the Podhale region on 29 May 2001 and its natural and economic impacts, Prace Geograficzne, 112, 2003 p. 55-67

 [2] https://krakow.naszemiasto.pl/traba-nad-podhalem/ar/c1-5328573

[3]  https://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/s;premier;na;podhalu;tam;gdzie;przeszla;traba;powietrzna,0,0,48640.html


[4] Gazeta Częstochowska nr.22 2001 

[5]  Pogranicze nr. 23 5 czerwca 2001, PBC Rzeszów.

niedziela, 21 maja 2023

1960 - Trąby powietrzne na Podkarpaciu i Lubelszczyźnie

Kilka lat po omawianych tu już trąbach powietrznych z połowy maja 1958, nastąpiło drugie zdarzenie o podobnych rozmiarach i sile, jednak w tym przypadku informacje są bardziej skąpe i mniej jednoznaczne. Znów maj, znów napływ chłodnego powietrza, tylko tym razem dotknięta została wschodnia Polska, a zwłaszcza okolica Rzeszowa.

Maj 1960 zaczął się dość sucho i ciepło. Rolnicy obawiali się o plony z tego powodu. Ale jak to u nas bywa, stan ten nie mógł trwać długo. 19 maja w Starym Sączu temperatura osiągnęła 30 stopni, natomiast na północy, w Ustce, zaledwie 8. Tak potężna różnica temperatur doprowadziła więc do fali burz, ale nigdzie nie osiągnęły tak dużego natężenia, jak w południowo-wschodnich rejonach kraju. Z licznych opisów wynika, że front burzowy wywoływał przede wszystkim silny wiatr, dający  szkody na sporym obszarze. Dodatkowo jednak w kilku miejscach pojawiły się skupione silne szkody, które musiały być wywołane przez trąby powietrzne. Jednak to ile ich było i gdzie dokładnie wystąpiły, a gdzie punktowe szkody wywołał zwykły wiatr, trudno dziś ustalić ze względu na mało precyzyjne opisy, mieszające razem różnego typu szkody w różnych miejscach.



Dość wspomnieć, że sumarycznie fala burz, nazywanych ówcześnie "huraganem" wywołała uszkodzenie lub zniszczenie kilku tysięcy domów na obszarze Zamojszczyzny, okolic Tomaszowa Lubelskiego, Rzeszowa i Łańcuta. W kilku nadleśnictwach w rejonie Roztocza: Tomaszów, Józefów, Tereszpol i Lubycza Królewska powstały szkody w drzewostanie wymagające usunięcia 22 tys. metrów sześciennych drewna.[1]  

W ówczesnych województwie rzeszowskim burze wywołały śmierć 3 osób - jedna zginęła w katastrofie pociągu zdmuchniętego z szyn pod Przeworskiem; jedna koło Gorliczyny przygnieciona przewróconym drzewem a jedna w Białobokach. Rannych zostało 77 osób, z czego 20 ciężej rannych musiało zostać w szpitalu. W Lubelskim  zginęła jedna osoba.

Niedługo po tych wydarzeniach szkody oceniło na miejscu kilku meteorologów i to od nich pochodzą najbardziej dokładne informacje, pozwalające ocenić naturę zjawiska. Opierałem się tu głównie na artykule Salamonika przedrukowanym w Gazecie Obserwatora PIHM.

Niechobrz - Rzeszów
Jedno ze zjawisk otarło się o Rzeszów. Zniszczenia zaczynały się w Niechobrzu, dużej wsi rozciągniętej wokół małej rzeczki. Ponieważ pas zniszczeń przebiegał wzdłuż tej osi, niemal wszystkie budynki we wsi zostały uszkodzone, a połowa, czyli 140, nie nadawała się do użytku i musiały zostać odbudowane od nowa. Większość była domami drewnianymi, wiele jeszcze krytych strzechą, więc zniszczenia nie wymagały bardzo dużej siły. W artykule Salamonika na temat tych wydarzeń podawana jest relacja mieszkańców wsi, którzy opisywali zjawisko jako białą wirującą chmurę sięgającą aż do ziemi, która nadeszła od zachodu o godzinie 14. Podczas jej przejścia pojawił się silny wiatr i objawy zasysania - ludzie stojący w otwartych drzwiach domów byli wyrzucani na zewnątrz. W jednej z chat wokół komina została wyrwana szczelina w słomie; pod nią wypadła z sufitu jedna deska. Przez tą szczelinę z izby wyssanych zostało kilka pustych worków, które znaleziono na zewnątrz.

Burza poruszała się od południowego-zachodu i pas zniszczeń przebiega w tym kierunku. Wydaje się to brzmieć jednoznacznie. Meteorolodzy badający zniszczenia nie potrafili ustalić jakiegoś charakterystycznego kierunku rozrzutu szczątków.

Na przedłużeniu tego pasa leżą kolejne uszkodzone miejscowości - gdzie, ze względu na inne rozłożenie zabudowy, szkody przecinały wsie pasem o szerokości 150-300 m. W Racławówce uszkodzonych zostało 30 budynków i szkoła. W Kielanówce uszkodziło 100 budynków, oraz przewrócony został komin cegielni. Kolejne miejsce w tym pasie to PGR Liwcze, gdzie połamane zostały drzewa w lesie, oraz dojść miało do uniesienie w powietrze i zabicia 30 owiec na pastwisku.
W dalszej kolejności na pasie zniszczeń pojawiają się jeszcze miejscowości Przybyszówka, Zgłobień i Staroniwa  ale tutaj szkody były rozproszone i nie dało się wyróżnić jednoznacznego pasa. Prasa wymienia ponadto Łąkę, Boguchwałę, Świliczę, Trzebownisko  i Zaczernie. Część z nich leży bardziej po bokach głównego pasa,  dwie ostatnie na przedłużeniu za Rzeszowem. 

Interesującą kwestią jest zarazem twierdzenie Salamonika, że szkody zaczynały się w Niechobrzu i na SW od wsi ich nie było, ale zarazem wymieniony zostaje Czudec jako miejscowość ze stratami, który leży właśnie w tym kierunku. Mapka sytuacyjna zaznacza też powierzchniowe szkody w lesie koło Czudca z kierunkiem padania drzew niezgodnym z kierunkiem ruchu frontu, zgodnym z ruchem cyklonicznym. Może więc komórka burzowa zaczęła generować niebezpieczne zjawiska wcześniej i na chwilkę zeszła tam trąba, ale ciągły pas zniszczeń zaczął się dopiero w Niechobrzu?


Pas ten ociera się wreszcie o Rzeszowską dzielnicę Staromieście, gdzie doszło do uszkodzenia wielu budynków mieszkalnych. Chełm z wieży kościoła św. Józefa został zwiany i spadając na dach właściwego korpusu wpadł do środka, niszcząc fragment stropu. Połamane zostały też drzewa w miejskim parku, przy czym szkody koncentrowały się w pasie szerokim na 100-150 m i długim na 500 m. Silny wiatr związany z burzą odczuto zresztą w całym mieście. Stacja meteorologiczna w Jasionce, oddalona od tego miejsca o 12 km zanotowała poryw 35 m/s z kierunku 320 stopni, cała nawałnica wedle obserwatora trwała  8 minut, towarzyszył jej ulewny deszcz ograniczający widoczność.


Tutaj też oceniono dokładniej kierunki rozrzutu szczątków. Pas zniszczeń przebiegał w kierunku około 300 stopni, kierunki padania drzew były zbliżone (300-280), kierunek uderzenia wiatru w kościół także zgadzał się z pozostałymi (290). I tu pojawia się problem. Zniszczenia w mieście nie wskazują na dużą siłę (około F1), tymczasem typowo w niezbyt silnych tornadach kierunki upadku drzew i rozrzucenia szczątków są poprzeczne do kierunku pasa, z częstym przeplotem zmiennych kierunków oraz z charakterystycznym pojawianiem się osi zbieżności. 



Wynika to stąd, że wiatr wokół tornada wiruje, z pojawianiem się w warstwie granicznej dodatkowego ruchu do centrum, w związku z różnicą ciśnień. Pierwsze obiekty, objęte zewnętrznymi warstwami wiru, doznają więc przede wszystkim wiatru poprzecznego. Obiekty bardziej wytrzymałe zostają zniszczone gdy znajdą się głębiej w wirze, lub w momencie gdy jego centrum już je minie a wiatr odwraca kierunek. Przez to zwykle mimo dominującego kierunku poprzecznego pojawiają się krzyżujące się kierunki padania. Obiekty objęte tą częścią wiru, która porusza się w przeciwnym kierunku niż sam wir, odczuwają osłabiony wiatr i przez to większe znaczenie ma dla nich ruch ssący do centrum, stąd pojawienie się przy tym brzegu dominującego kierunku w przeciwną stronę i ujawnienie się w pasie zniszczeń asymetrycznej linii zbieżności.
Zaciąganie obiektów w kierunku zgodnym z kierunkiem pasa zniszczeń obserwuje się dla bardzo silnych tornad ale tutaj nie ma o tym mowy.

Jak rozwiązać tą sprzeczność - lokalizację zniszczeń nie pasującą do słabych trąb i zarazem wąski pas zniszczeń i doniesienia świadków? Jednym z rozwiązań może być transformacja komórki burzowej i związana z tym zmiana zjawiska działającego.
Front burzowy przesuwał się raczej z kierunku północno-zachodniego, taki też był przeważający kierunek upadku drzew w rozległym obszarze. Na nim, lub tuż przed nim powstała superkomórka lewoskrętna, która w związku z ruchem wirowym odbiła w lewo od kierunku przepływu, poruszając się z południowego zachodu. Była to początkowo superkomórka niskoopadowa, świadkowie z Niechobrza i Kielanówki twierdzili, że w ogóle nie padało. Wytworzyła ona tornado, które zniszczyło trzy pierwsze wsie. Następnie trąba powietrzna zanikła a komórka zmieniła charakter na superkomórkę średnio lub wysokoopadową. Towarzyszył jej silny wiatr szkwałowy związany z chłodnym prądem spadającym. Rdzeń tego prądu wywołał powstanie pasa zniszczeń na Staromieściu. Z 
Na mapce kierunków powalenia drzew z pracy Salomonika kierunek niezgodny z kierunkiem ruchu frontu pojawia się w okolicy Lipnik (SW), Dachnowa ( SSW) oraz Rudy Różanieckiej (W). 

Przeworsk

W rejonie Przeworska wiatr podczas burzy wywołał chyba najbardziej spektakularny efekt - przewrócenie pociągu z pasażerami. Parowóz wąskotorowy został wywrócony w okolicy Krzeczowic, na wysokim nasypie za mostem kolejowym. Był załadowany i wywróciło się w nim kilka ostatnich wagonów. Zginęła jedna osoba, ośmioletnia dziewczynka, a 20 innych zostało rannych [K] Nie sposób określić jakie zjawisko za to odpowiadało. Pociągi wąskotorowe są siłą rzeczy bardziej podatne na wywrócenie i już wiatr taki, jaki może wytworzyć silna burza, może być wystarczający.  W przypadku, gdy nie ma jasnych informacji od świadków a rozkład przestrzenny zniszczeń nie jest oczywisty, można uznać że za szkody odpowiadała trąba jeśli uszkodzenia wskazują na siłę powyżej F2 bo rzadko się zdarza liniowy wiatr tej siły.

W samym Przeworsku zerwanych zostało 80 dachów. Mocno uszkodzone zostały wsie Mokrzec i Gołęczyna pod Pilznem.


Ulhówek

Miejscem o największych uszkodzeniach na lubelszczyźnie była wieś Uhlówek, w której podobnie jak w Niechobrzu pas największych zniszczeń przebiegał wzdłuż osi zabudowy. Uszkodzonych zostało ponad 300 budynków, niektóre nadawały się tylko do rozbiórki.  

36 budynków zniszczonych zostało w Chodywańce, w Chorążańce 16 domów zniszczonych całkowicie a w Weresznicy 5 budynków. Szkody zgłaszano też z Jarczowa i Podłodowa. 

We wsi Żulice, pod gruzami chaty, na którą przewróciło się drzewo, zginęło jedno dziecko.


Ruda Różaniecka
W nadleśnictwie w okolicy tej miejscowości zanotowano wielkopowierzchniowe zniszczenia w lasach, całkowicie zniszczone zostało 100 hektarów lasu. Z relacji świadków wynika, że burza trwała 13 minut ale początkowo padał tylko deszcz, a dopiero pod koniec pojawił się silny wiatr. Szkody wystąpiły w kilku krótkich pasach oddzielonych nieuszkodzonym lasem. Co ciekawsze pojawia się tu pewna niezgodność przeważającego kierunku z którego powalane były drzewa i kierunku pasa - pasy zniszczeń rozkładały się na linii z kierunku 270, zaś drzewa były łamane podmuchem od kierunku 300. Zdaniem oglądających szkody, pasowałoby to do trąby powietrznej o ruchu antycyklonicznym. 

 Przykład: Złamane na wysokości 3-4 metrów sosny 20-30 cm średnicy w pasie 100/600 metrów; kierunek pasa 270 a kierunek padania 300; 400 metrów przerwy i równoległy do poprzedniego pas 50/300 metrów z powalonymi wysokimi sosnami 40-50 cm, ten sam kierunek .Takie przesieki o długości do 1km i szerokości 100-300 metrów wystąpiły według Salamonika "kilkakrotnie" (ile?) W jednym miejscu las sosnowy był rzadki a drzewa wysokie i tam w dużo szerszym pasie drzewa zostały wykarczowane w kierunku pasa

Tych kilka pasów zupełnie zniszczonego lasu wskazywałoby na pojawienie się równocześnie kilku wirów, lub jednego odrywającego się kilka razy od ziemi. Szkoda że nie zostały bardziej dokładnie opisane - ile ich w sumie było, jakie miały wymiary i położenie. 

Narol 

Charakterystyczne szkody w lasach koło Narola opisał Salamonik. Były to dwie wyrwy w lasach po dwóch stronach drogi, tworzące pas, z drzewami połamanymi poprzecznie, czyli charakterystycznie dla trąb powietrznych. 
Po jednej stronie drogi powalony pas lasu szerokości 200 metrów i długości 700-100 m. Po drugiej stronie drogi drzewa powalone z kierunku 210-230 stopni, część w kierunku 300. Był to w jego ocenie jedyny pas zniszczeń w tym rejonie.



Lubycza Królewska

Szkody w lasach ciągnęły się z Rudy do Lubyczy, gdzie także zostały uszkodzone budynki. Na miejscowej szkole zerwany został dach i złamany komin.[L] 

Sieniawa i dalej

Przebieg wydarzeń w Sieniawie, na Podkarpaciu, opisał w liście [s] profesor Kazimierz Suchecki, zajmujący się leśnictwem i badaniem drzew. Według jego relacji o godzinie 12 przeszła tam zwykła letnia burza termiczna, idąca z zachodu na wschód. Po jej przejściu nadal było pogodnie i ciepło. O godzinie 15 zauważył nadciągającą od północy ciemną chmurę, poprzedzoną bardzo wyraźną chmurą szelfową "miała formę wału, niby zwisającej firanki".  Podczas przechodzenia nawałnicy wiał bardzo silny wiatr, który zerwał kilka dachów. Jedna stara, drewniana stodoła została całkowicie zawalona a w niej ranny właściciel. W miejscowości padło wiele drzew, ale największe szkody ograniczały się do wąskiego pasa, szerokości 200 merów, przebiegającego przez miejski park, gdzie powalone zostały liczne stare dęby i lipy. 

Dalej za miejscowością rozciągały się tereny rolnicze, na których nie było dużych szkód, po czym 12 kilometrów później w obrębie leśnym Kot duże szkody pojawiły się w około 60-letnim lesie sosnowym. W pasie szerokim na 200 metrów powalone zostało 50 hektarów. Za tym obszarem znów znikają szkody i tereny są bezleśne, po czym kolejne 15 km dalej powalony zostaje młodnik w rewirze Majdan, tu bez informacji o wielkości szkody. Profesor nie podaje informacji o tym jak wyglądały szkody i w jakich kierunkach padały drzewa, więc trudno ocenić rodzaj zjawiska; interesująco brzmi jednak opisana relacja leśniczego z lasu Kot, który znajdował się właśnie w tym zniszczonym fragmencie. Obserwował on jak drzewa najpierw są powalane w jednym kierunku, po czym następnie w przeciwnym, co brzmi podobnie do trąbowych szkód z krzyżującymi się kierunkami łamania. Leśniczy przetrwał wichurę stojąc zanurzony po ramiona pośrodku stawu o takiej średnicy, że padające drzewa tam nie sięgały.  

Burzę przetrwała okazała limba rosnąca przed apteką w Sieniawie, której wzrost i żywotność daleko poza naturalnym obszarem obserwował profesor. Jego staraniami drzewo objęto ochroną jako pomnik przyrody. [N]


Artykuł z pewnością nie wyczerpuje tematu i pewnie będę do niego wracał. Być może pomocne będzie zwrócenie się do nadleśnictw po raporty ze szkód, aby zlokalizować miejsca wystąpienia zniszczeń w pasach i określić ile potencjalnie mogło pojawić się trąb. 

------

*  "Dziennik Polski" numery z dni 20, 21, 22 i 24 maja 1960, Małopolska Biblioteka Cyfrowa

* "Kurier Lubelski" 26 maja 1960, Biblioteka Teatr NN

[1]  https://agro.icm.edu.pl/agro/element/bwmeta1.element.agro-36d866ce-2da7-4b26-9e23-6b47a911caef/c/57-66.pdf 

[K] https://www.facebook.com/2234156136901923/posts/2753526658298199/

[L] https://splubycza.szkolna.net/o-instytucji 

[s] k. Sucharski,"Jeszcze o huraganie z 20 maja 1960", Gazeta Obserwatora PIHM nr.12, s. 9-10

[N] https://sieniawa.krosno.lasy.gov.pl/aktualnosci/-/asset_publisher/1M8a/content/sieniawska-limba

piątek, 19 maja 2023

1946 - Trąba powietrzna na Zaolziu

 Krótka, ciekawa notka, z lokalnej gazety, co do której początkowo nie byłem pewny lokalizacji.

Wędrynia (niezwykła trąba powietrzna)
17 maja b.r. w godzinach popołudniowych przeszła nad naszą wsią niezwykła burza, powodując rzadko spotykaną trąbę powietrzną. Wir ten zniszczył doszczętnie stodołę, szopę i lodownię p. Musioła, rzeźnika, wyrządzając mu szkodę z sumie około 100.000 Kcs. Wir ten wyrywał nawet słupy telegraficznei obalił drzewa owocowe. Z paru domów odniosło strzechy na odległość 150 m. Jedna osoba została ranna. Na miejsce ma przybyć specjalna komisja ONV, by stwierdzić stan szkód. Sz. J.
[Głos Ludu s.4 nr. 47 23 maja 1946, Dolnośląska Biblioteka Cyfrowa]
W pierwszej chwili po sprawdzeniu nazwy sądziłem, że chodzi o Wędrynię w województwie opolskim. Ale podczas przepisywania dotarłem do tych koron czeskich i zwątpiłem. Gazeta wydawana była w czeskim Cieszynie i stanowiła gazetę lokalną Polonii na Zaolziu, widocznie więc chodziło o dziś czeską Wędrynię nad Olzą.

Opis mówiący o obserwacji wiru wydaje się wystarczający aby uznać, że była to trąba powietrzna. Siła zapewne nie przekroczyła F1. Przypadku tego nie znalazłem na czeskich stronach i nie ma go na ESWD więc widocznie nie znają go czescy łowcy burz.

sobota, 8 kwietnia 2023

Podlesie - największy polski krater meteorytowy?

Jak na tak duży kraj kolekcja kraterów meteorytowych na terenie Polski wygląda dość skromnie - jedno zgrupowanie blisko położonych kraterów w rezerwacie Morasko koło Poznania i to w zasadzie tyle. Jest to głównie kwestia specyficznych warunków na tym terenie - uderzenia meteorytowe zdarzają się rzadko, ze sporymi odstępami czasowymi. W terenie o łaskawie małej erozji nagromadzić się nam mogą kratery z różnego okresu. W Polsce ciężej o to, teren ten był bowiem kilka razy przeorany przez lądolody, każdy zostawiał po sobie nagromadzenia osadów, większość struktur została więc albo zniszczona albo zasypana i dziś odnaleźć je mogą już tylko badania geologiczne.
Lepiej więc szukać bardziej na południe, gdzie skały podłoża wychodzą bliżej powierzchni. Z drugiej strony bardzo stare kratery zostały naruszone przez erozję, te o małych rozmiarach mogą być trudne do uchwycenia. Lepiej więc szukać nietypowych struktur o większych rozmiarach, które mogły jeszcze nie zostać całkowicie zasypane i rozmyte.

Taki przypadek podejrzanie wyglądającej struktury na mało zniszczonym kawałku terenu przytrafił się przypadkiem panu Wiesławowi Czajce, który przeglądał w pracy numeryczny model terenu, szukając możliwych artefaktów i błędów przetwarzania danych. Zauważył wówczas na obszarze Roztocza, w województwie Lubelskim, szczególną sytuację - na stoku wyżyny, głęboko pociętym siatką pierzasto rozprzestrzenionych wąwozów, pojawiało się okrągłe zagłębienie, zupełnie nie pasujące do okolicy. Czyżby bug? A jednak kontrola z innymi mapami pokazała, że struktura istnieje realnie, więc nie ma błędu.[1]
Jeśli nie jest więc to błąd, to skąd to się wzięło? Idealnie okrąglutka kotlinka, otwarta tylko z jednej strony wąskim prześwitem, wewnątrz nieco zerodowana lecz raczej wydająca się brać z ukształtowania głębszego podłoża:

Morfologia okolicy, hipsometria i cieniowanie, Geoportal

Coś musiało usunąć z tego miejsca kawał skały, dopiero po tym zagłębienie zasypały osady. Może więc jednak krater uderzeniowy? Gdyby tak było, to mielibyśmy do czynienia z dość poważnym kraterem - średnica najbardziej kolistej części to 4 kilometry. Wewnątrz mieszczą się wsie Podlesie Małe i Podlesie Duże, w gminie Radecznica. Dno łagodnie opada w stronę wylotu kotliny, jest pocięte płytkimi wąwozami, które tylko podkreślają od wewnątrz okrągły kształt. W południowej części znajduje się jezioro, będące jednym z nielicznych naturalnych jezior okolicy. Wnętrze leży średnio 45 metrów niżej niż otaczający z wszystkich stron teren.  



Kotlina Podlesia nie była wcześniej nieznana geologom. Nietypowy kształt struktury już wcześniej wzbudził zainteresowanie, w centrum wykonano odwiert geologiczny. Wysuniętym przypuszczeniem na temat pochodzenia była lokalizacja na przecięciu uskoków dzielących różne bloki kredowego podłoża budującego masyw Roztocza, wciąż ulegające ruchom neotektonicznym. Miałaby to być zatem po prostu dziura między rozsuwającymi się częściami podłoża, małe zapadlisko. Podobne znajdować się ma w okolicy Majdanu Sopockiego i też zawierać kopalne osady jeziorne. Tego jednak nie widać tak wyraźnie w terenie. [k] 

Przyglądając się układowi wąwozów wokół kotliny da się zauważyć struktury liniowe nakładające się w kolejnych kilku, będące zapewne liniami uskoków aktywnych przed nałożeniem na teren warstwy lessu i powstałej na nim gleby. Gdyby jednak struktura była z nimi powiązana, byłaby bardziej kanciasta, bo prawdopodobne uskoki tworzą wokół niemal równy kwadrat.

Czajka zwraca jednak uwagę w późniejszej publikacji [2], że w badaniach terenowych znalazł osady jeziorne na rzędnej terenowej sporo powyżej wylotu kotliny. Wychodzi więc na to, że w pewnym okresie miejsce to musiało być całkowicie zamkniętą misą



W zaproponowanym przez Czajkę przebiegu wydarzeń, w obszar około 50 milionów lat temu ten uderzył meteoryt o średnicy 50 metrów, który utworzył krater o średnicy 3,5 km i głębokości 150-200 metrów. Opadłe na dno szczątki rozbitych skał utworzyły cienką warstwę, którą późniejsze wiercenie zinterpretowały jako brekcję z mastrychtu. Podczas kolejnych zlodowaceń działała erozja, która usunęła ślady po wale na brzegu krateru, zaś zagłębienie zostało zasypane osadami, kolejno: piaskami i żwirami peryglacjalnymi zlodowacenia południowopolskiego, mułkami ilastymi zlodowacenia środkowopolskiego, iły jeziorne w późniejszej fazie, w końcu less z okresu zlodowacenia północnopolskiego, który pokrył wcześniejszą rzeźbę terenową. Strop osadów jeziornych sięga powyżej dna wylotu kotliny, więc sądząc po jego wieku jeszcze 250 tysięcy lat temu zagłębienie było zamknięte, a wylot powstał później. 

Pozostaje to teraz tylko udowodnić. Ślady brekcji pouderzeniowej, wraz ze szczątkami meteorytu powinny być na dnie zagłębienia, jakieś 100 metrów pod powierzchnią. Być może w wapieniach podłoża była domieszka ziaren kwarcu i uda się znaleźć minerały szokowe. Od kiedy po raz pierwszy Czajka ogłosił swoją hipotezę, minęło 20 lat i jak na razie nie było nowych badań geologicznych w kotlinie.

Kilka kilometrów od kotliny, znaleziony został w 1998 roku meteoryt Zakłodzie, który jednak na podstawie izotopów w zewnętrznej skorupce oceniono jako mody, młodszy niż 200 lat, prawdopodobnie związany z dużym bolidem z 1897 roku.[3]

-------
[1] Astroblemy.pl, Struktura Podlesie, wersja zarchiwizowana.
[2] Wiesław Czajka, "Struktura Podlesie — czy w Polsce znajduje się wielki krater uderzeniowy?" Przegląd Geologiczny, vol. 52, nr 3, 2004 www.pgi.gov.pl/images/stories/przeglad/pdf/pg_2004_03_05a.pdf
* badania terenowe,
* nowe hipotezy,
[k] Objaśnienia do szczegółowej mapy geologicznej Polski, Arkusz Szczebrzeszyn (860) http://bazadata.pgi.gov.pl/data/smgp/arkusze_txt/smgp0860.pdf

[3] http://wiki.meteoritica.pl/index.php5/Zak%C5%82odzie