Pierwszy raz o tym, że byłoby fajnie wybrać się do Hiszpanii zobaczyć zaćmienie, pomyślałem jakieś 5 lat temu. O tym, że wtedy nastąpi najbliższe całkowite w Europie wiedziałem już od dłuższego czasu, ale wtedy ten horyzont czasowy zaczął wyglądać bardziej realistycznie i można było coś zaplanować.
Przez ostatni rok oszczędzałem i w styczniu zacząłem przeglądać oferty wycieczek zorganizowanych. Niektóre opcje już się przedawniły. Wyjazd autokarowy organizowany przez Towarzystwo Miłośników Astronomii zamknął listę już w listopadzie. Grupa fotograficzna, organizująca wyjazdowe warsztaty, po kontakcie mailowym okazała się mieć komplet. Z drugiej strony niektóre aktywne opcje wyglądały bardzo drogo lub nie dawały pewności, że coś będzie widać. Odrzuciłem opcje jak pobyt na Majorce czy rejs katamaranem po Balearach, bo tam słońce miało się zaćmić tuż nad horyzontem i nie wiele trzeba było aby coś je zasłoniło. Wybrałem ostatecznie opcję polskiego biura podróży, które miało już w tym roku kilka wycieczek do Hiszpanii, ta po prostu wypadła w terminie i we właściwym regionie i nie była droższa.
To była moja pierwsza wycieczka zagraniczna wymagająca lotu samolotem, a wcześniej nie latałem. Plan wycieczki prosty - lot do Bilbao, jazda do Tudeli, tam obserwacje zaćmienia. Przez kilka kolejnych dni standardowe zwiedzanie, plażowanie w San Sebastian i powrót. Branie dużego teleskopu z domu wyglądało niezbyt praktycznie - tubus nie zmieści się w bagażu podręcznym, bagaż nadawany w większej skrzyni zwiększyłby koszty. Zamiast tego zdecydowałem się polecieć z czymś mniejszym - aparat Nicon z teleobiektywem do zdjęć i lunetka obserwacyjna mieszcząca się w walizce, aby móc obserwować też okiem. I oczywiście nakładane filtry słoneczne z folii baaderowskiej.
Tudela to mniejsze miasto w prowincji Nawarra, położone na tyle daleko od wybrzeża, że panuje tam klimat półpustynny. Północna część Hiszpanii, pas wybrzeża od Pirenejów aż po północno-zachodni narożnik półwyspu, to region nazywany Zieloną Hiszpanią, gdzie wilgoć i bryza znad Atlantyku zapewniają stosunkowo wilgotną, chłodniejszą pogodę. Pas ten jest ograniczony pasmem Gór Kantabryjskich, stromych, w najwyższych partiach przypominających nasze Tatry. Wilgoć znad morza spychana na południowy wschód ulega wykropleniu podczas podnoszenia się powietrza nad grzbietem górskim. Dlatego do obszarów po drugiej stronie gór dociera niewiele deszczu, miejscami rozciągają się tu stepy, obszary półpustynne i prawdziwie pustynne. Można więc było liczyć na to, że chmury będą mało prawdopodobne.
Główna przeszkodą jaka mogła utrudnić obserwację były natomiast trapiące kraj pożary. Warstwa dostatecznie zadymionego powietrza mogła pogorszyć widoczność, a sam pożar mógł wymusić ewakuację lub zatrzymać ruch na drodze dojazdowej. Sprawdzałem sytuację na bieżąco na mapach ostrzeżeń pożarowych. W dniu obserwacji najbliższy większy pożar szalał 20 km dalej a jego dym był zwiewany w inną stronę.
Lot przebiegł spokojnie, większość czasu wyglądałem przez okienko i robiłem zdjęcia.
| Zalew Jeziorsko |
| Jakaś rzeka we Francji |
Tudela okazała się ładnym miasteczkiem rozłożonym nad brzegami rzeki Ebro, która tworzyła swoistą oazę w spalonym, suchym krajobrazie. Wokół rozciągały się zielone pola; jak się okazało w większości są to pola ryżu, który dzięki dobrej irygacji dobrze się czuje w tak gorącym klimacie.
Jako miejsce obserwacji wybraliśmy wzgórze z ruinami dawnego zamku Ruinas Castillo vieja. Szczyt był w zasięgu dwudziestominutowego spaceru od hotelu, słońce widziane z tego miejsca zachodziło za odległy horyzont i raczej nic nie powinno przeszkodzić. Jedyna trudność związana z tym wyborem była taka, że najpierw trzeba fizycznie się tam wspiąć a potem odstać na odsłoniętym obszarze dobrą godzinę, wszystko w temperaturach dochodzących tego dnia do +41.
| Figura Chrystusa stojąca na ocalonym narożniku murów |
| Widok na zakręt rzeki Ebro |
| Katedra w Tudeli |
Na miejscu było już sporo ludzi, jednak spodziewałem się dużo większych tłumów. Większość ludzi z okularkami rozdawanymi w różnych miejscach, niektórzy z aparatami z filtrem, zauważyłem tylko kilka lunet. Miałem wrażenie, że w tym gronie było niewielu turystów, słyszało się głównie hiszpański, raczej większość stanowili po prostu mieszkańcy miasta, którzy przyszli tu spacerkiem. Część osób siedziała na kocykach popijając napoje. Atmosfera przypominała raczej piknik.
Tymczasem księżyc zaczął się nasuwać na tarczę słońca
| Tuż po początku |
| Całkiem ostre zdjęcie w fazie pierścienia z diamentem |
Moment zaraz po całkowitym zakryciu był bardzo dziwny. Znałem już relacje i zdjęcia innych, ale zobaczenie tego na żywo było czymś zupełnie odmiennym. Po pierwsze zaskoczyło mnie jak jasna była korona słoneczna. Spodziewałem się, że oglądana gołym okiem będzie mniej wyraźna niż to wychodzi na fotografiach, i bezbarwna. Tymczasem okrąg wokół tarczy księżyca był całkiem jasny i miał żółtawy kolor.
| Bardzo drgnięty obraz oddający mniejwięcej widok gołym okiem |
Część światła tego okręgu korony słonecznej rozpraszała się na tarczę księżyca, tworząc niesamowite wrażenia patrzenia na wypukłą i zdecydowanie blisko położoną bryłę. Niebo było szarawe, jak przy zmierzchu, jaśniała na nim wyraźnie Wenus ale miałem też wrażenie, że dostrzegam Merkurego. Nie rozglądałem się po najjaśniejszych gwiazdach. Lunetka stała trochę za daleko żeby szybko zerknąć czy widać protuberancje, gołym okiem ich nie zauważyłem, ale też bardziej byłem skupiony na ustawieniach aparatu.
| Podczas odsłaniania |
| Skrawek słońca widoczny przez filtr |

